Z nagrania na Facebooku wynika, że Viktor Orbán odwołał do kraju ekspertów wysłanych 11 marca na Ukrainę. Ich szef relacjonował, że nie dopuszczono ich nawet w pobliże rurociągu naftowego Przyjaźń.
Premier Węgier, Viktor Orbán, odwołał do kraju komisję dochodzeniową, którą na początku tygodnia wysłał do Kijowa, aby sprawdziła, czy rurociąg naftowy Przyjaźń rzeczywiście jest wyłączony z eksploatacji. Szef zespołu ekspertów poinformował, że nie dopuszczono ich do rurociągu. Zdaniem Viktora Orbána to kolejny dowód, że instalacja jest sprawna, a ukraińskie władze po prostu nie chcą jej uruchomić.
Na facebookowej stronie Orbána opublikowano ten film, w którym premier Węgier rozmawia o sprawie z Gáborem Czepekiem, sekretarzem stanu ds. energii. Z rozmowy wynika także, że ukraiński Naftohaz zorganizował briefing na temat rurociągu Przyjaźń i zaprosił na niego również ambasadora Węgier w Kijowie. Orbán twierdzi, że także to kijowskie spotkanie informacyjne jest rezultatem węgierskiej presji.
Rząd Ukrainy od razu zapowiedział, że nie traktuje węgierskiej komisji dochodzeniowej, wysłanej 11 marca, jako oficjalnej delegacji.
Zełenski: koniec napraw rurociągu Przyjaźń w kwietniu
Kierownictwo Węgier i Ukrainy od wielu tygodni toczy ostry spór o ponowne uruchomienie rurociągu naftowego Przyjaźń, uszkodzonego pod koniec stycznia. Według informacji rządu w Kijowie instalacja została 27 stycznia trafiona przez rosyjskiego drona. Od tego czasu nie działa, co węgierski rząd określa jako „szantaż” ze strony Ukrainy.
Spór zaszedł tak daleko, że w tym tygodniu węgierskie służby antyterrorystyczne przeprowadziły akcję przeciwko ukraińskiemu konwojowi z transportem gotówki i do dziś nie zwróciły jego zawartości zainteresowanemu ukraińskiemu bankowi. Wobec konwojentów wszczęto postępowanie, a węgierskie władze wydaliły ich z kraju. Później oddano bankowi same pojazdy, ale nie pieniądze ani sztabki złota.
Premier Węgier wielokrotnie powtarzał, powołując się ostatecznie na zdjęcia satelitarne, że rurociąg jest sprawny, a rząd Ukrainy nie otwiera go, bo w ten sposób chce wywrzeć presję na Budapeszt, który blokuje unijny kredyt w wysokości 90 mld euro dla Ukrainy.
Prezydent Ukrainy kilka dni temu oświadczył, że prace naprawcze zakończą się za około półtora miesiąca. Dopiero wtedy rurociąg naftowy Przyjaźń będzie mógł zostać ponownie uruchomiony.
Rurociąg Przyjaźń. Kryzys Węgry-Ukraina
Wołodymyr Zełenski podczas ubiegłotygodniowego otwartego posiedzenia rządu przyznał też wprost, że niechętnie otwiera ten rurociąg, ale ponieważ Ukraina potrzebuje unijnego kredytu, jest do tego zmuszony w nadziei, że rząd Węgier wycofa swoje weto.
Sądząc po wypowiedziach z ostatnich tygodni w Budapeszcie, wcale nie jest to przesądzone, bo węgierski rząd upiera się przy tym, że – jak mówi – „nie odda pieniędzy Węgrów Ukrainie”. Dlatego chętniej zareagował na inną uwagę Zełenskiego. Podczas wspomnianego posiedzenia ukraiński prezydent miał rzekomo grozić śmiercią węgierskiemu premierowi. Owe słowa w różnych wersjach krążyły przez kilka dni w mediach i serwisach społecznościowych. Nie jest jasne, na ile groźba rzeczywiście była śmiertelna w swoim wydźwięku, pewne jest jednak, że nie była dyplomatyczna. Komisja Europejska potraktowała ją poważnie i wezwała rządy Węgier oraz Ukrainy, by zmieniły ton wypowiedzi i nie podnosiły dalej poziomu napięcia.
Węgierskie władze, które za kolejne fiaska prób zakończenia wojny w Ukrainie obarczają winą Kijów, utrzymują dobre relacje z prezydentem Rosji i regularnie zajmują stanowisko w sprawach dotyczących Rosji sprzeczne ze wspólną linią i wartościami Unii. Jednocześnie nieustannie oskarżają unijne przywództwo, że znalazło się pod wpływem prezydenta Ukrainy.
Ukraina, jej prezydent, rurociąg naftowy Przyjaźń, unijne sankcje na rosyjską ropę oraz kredyt UE w wysokości 90 mld euro dla Ukrainy są codziennym tematem kampanii wyborczej rządzącej na Węgrzech partii, która wkrótce wejdzie w decydującą fazę.