Liban stoi w obliczu nowej fali wysiedleń po tym, jak izraelska armia ostrzegła mieszkańców 50 dzielnic na południu i wschodzie kraju i wezwała do ewakuacji.
Izrael rozpoczął ataki na cele związane z radykalnym szyickim ugrupowaniem Hezbollah w całym Libanie. W poniedziałek, po nocnych atakach, nad Bejrutem ponownie uniosły się kłęby dymu i słychać było odgłosy eksplozji.
Izraelskie wojsko oświadczyło, że szef wywiadu Hezbollahu i inni wysocy rangą członkowie wspieranego przez Iran ugrupowania zostali zabici, i stwierdziło, że rozpoczęło "kampanię ofensywną" przeciwko Hezbollahowi.
Tymczasem premier Libanu Nawaf Salam ogłosił zakaz działalności wojskowej Hezbollahu, a bojownicy będą musieli się rozbroić.
"Rząd nakazuje wszystkim agencjom wojskowym i bezpieczeństwa podjęcie natychmiastowych działań w celu wdrożenia powyższego i zapobieżenia wszelkim działaniom wojskowym, ostrzałowi rakietowemu lub atakom dronów z terytorium Libanu oraz aresztowania osób odpowiedzialnych" - powiedział premier. Wezwał również Izrael do zaprzestania ataków na Liban.
Liban stanął w obliczu nowej fali wysiedleń, a izraelska armia ostrzegła mieszkańców 50 dzielnic na południu i wschodzie kraju przed ewakuacją. Autostrady były zakorkowane przez całą noc i dzień.
Ali Hamdan, mieszkaniec południowego Libanu, powiedział dziennikarzom: "Podróżujemy od siedmiu godzin, a do Sydonu wciąż jest daleko. Nie wiem, ile czasu zajmie nam dotarcie do Bejrutu".
Libańskie ministerstwo zdrowia podało, że zginęło ponad 30 osób, bez rozróżnienia na cywilów i członków Hezbollahu.
Izraelskie wojsko stwierdziło, że zaatakowano 70 obiektów ugrupowania w Libanie i że Hezbollah "drogo zapłaci" za swoje poparcie dla Teheranu.