Mnisi w szafranowych szatach wraz ze swoim psem ratownikiem Aloką podbili serca internautów w mediach społecznościowych. Przeszli pieszo z Fort Worth w Teksasie do Waszyngtonu, aby opowiadać się za pokojem.
Grupa buddyjskich mnichów dotarła we wtorek pieszo do Waszyngtonu, witana przez tłumy, kończąc 108-dniowy "Marsz dla Pokoju" przez Stany Zjednoczone.
Mnisi w swoich szafranowych szatach, wraz ze swoim psem ratunkowym Aloką, stali się stałymi bywalcami mediów społecznościowych. Tysiące ludzi zebrało się wzdłuż poboczy dróg, aby wyrazić swoje poparcie dla cichej procesji mnichów, która przeszła ponad 3700 kilometrów na wschód.
Od momentu rozpoczęcia marszu w Huong Dao Vipassana Bhavana Center w Fort Worth w Teksasie, przesłanie pokoju mnichów rozbrzmiewało w całym kraju jako mile widziane wytchnienie od konfliktów i podziałów politycznych.
Miliony osób śledziło ich poczynania w Internecie, a tłumy witały ich w wielu miejscach, od kościoła w Opelika w Alabamie po ratusz w Richmond w Wirginii.
"Mam nadzieję, że po zakończeniu tego spaceru ludzie, których spotkaliśmy, będą nadal praktykować uważność i odnajdą spokój" - powiedział Czcigodny Bhikkhu Pannakara, przywódca grupy, który nauczał o uważności na przystankach po drodze.
19 mnichów pochodziło z klasztorów buddyjskich Theravada na całym świecie, a przewodził im Pannakara, który jest wiceprezydentem świątyni w Fort Worth.
Ceniona tradycja
Blisko 3500 osób wypełniło Bender Arena Uniwersytetu Amerykańskiego na pierwszym publicznym przystanku mnichów w Waszyngtonie. Nie przywitał ich jednak hałaśliwy sportowy doping: Widzowie milczeli, gdy wchodzili na arenę, na znak szacunku dla mnichów i ich dążenia do pokoju.
Wędrówka nie obyła się bez niebezpieczeństw. W listopadzie mnisi szli poboczem autostrady, gdy ich pojazd eskortujący został potrącony przez ciężarówkę. Dwóch mnichów zostało rannych, a Czcigodnemu Maha Dam Phommasanowi amputowano nogę.
Phommasan, opat świątyni w Snellville w stanie Georgia, dołączył do mnichów w Waszyngtonie i wjechał na arenę American University na wózku inwalidzkim.
Podczas pobytu w stolicy USA planują złożyć wniosek do ustawodawców o ogłoszenie Vesak - urodzin Buddy - świętem narodowym. Pannakara i inni podkreślili jednak, że nie jest to celem marszu.
Long Si Dong, rzecznik świątyni, powiedział, że marsz nie jest ani ruchem politycznym, ani nie koncentruje się na rzecznictwie lub ustawodawstwie.
"To duchowa ofiara, zaproszenie do życia w pokoju poprzez codzienne działania, uważne kroki i otwarte serca" - powiedział. - "Wierzymy, że kiedy pokój jest kultywowany wewnątrz, naturalnie rozprzestrzenia się na społeczeństwo".
Spacery pokoju są cenioną tradycją w buddyzmie Theravada. Mnisi praktykują i uczą medytacji Vipassana, starożytnej indyjskiej techniki nauczanej przez Buddę jako klucz do osiągnięcia oświecenia. Skupia się ona na połączeniu umysłu z ciałem, obserwując oddech i doznania fizyczne, aby zrozumieć rzeczywistość, nietrwałość i cierpienie.
Mnisi ukończyli 108 dni marszu, świętej liczby w buddyzmie, hinduizmie i dżinizmie. Reprezentuje ona duchowe dopełnienie, kosmiczny porządek i całość istnienia.