W rosyjskiej Jakucji zmarł 52-letni polski podróżnik i rowerzysta ekstremalny Adam Borejko. Jego ciało odnaleziono 1 lutego w pokoju hotelowym w miejscowości Chandyga, na trasie prowadzącej do Ojmiakonu – uznawanego za najzimniejsze stale zamieszkane miejsce na Ziemi.
Podróżnik pochodzący z Zambrowa - Adam Borejko, wyruszył w samotną wyprawę rowerową 25 stycznia. Jego celem było pokonanie blisko 914 kilometrów w ekstremalnych warunkach syberyjskiej zimy, przy temperaturach sięgających nawet –40°C. Celem ekspedycji miało być najzimniejsze zamieszkane przez ludzi miejsce na świecie – Ojmiakon, gdzie odnotowano temperatury spadające poniżej –70°C. Jak poinformowała Jakucka Służba Ratownicza, podróżnik był zarejestrowany w systemie bezpieczeństwa, otrzymał instrukcje i był monitorowany za pomocą lokalizatora GPS.
"Zatrzymał się w hotelu, położył się spać i rano nie wychodził z pokoju. O godzinie 17:10 został znaleziony martwy. Na miejscu pracują służby śledcze" – przekazały służby ratownicze w oficjalnym komunikacie na Telegramie.
Ostatni post z drogi: „Jestem w Chandydze”
Borejko dotarł do Jakucka 18 stycznia br. Brał udział w lokalnych wydarzeniach, w tym w tradycyjnej kąpieli w przeręblu z okazji święta Trzech Króli. Przed wyruszeniem w trasę spędził dwa dni biwakując nad rzeką Leną, by przygotować się psychicznie i fizycznie do ekstremalnych warunków.
Relacje z podróży publikował w mediach społecznościowych. Pisał wprost o trudnościach, problemach zdrowotnych i ogromnym wyzwaniu, jakie przed sobą stawia.
„Już wiem, że nie będzie łatwo i będzie to najtrudniejsze doświadczenie w moim życiu. Mam drobne problemy zdrowotne. Mam nadzieję, że wrócę cały i zdrowy” – notował tuż przed wyjazdem.
Autor opisywał kolejne etapy swojej podróży przez mroźne tereny. Pierwszą noc spędził w przydrożnym barze i hotelu w Tiungiuliu, a następnego dnia trafia do szkoły w wiosce Nuoragana, gdzie został ciepło przyjęty, nakarmiony i proszony o opowieści o swoich wyprawach. Po wyjeździe ze szkoły, po około 15 km, zepsuł mu się pedał w rowerze, co w ekstremalnym zimnie stało się poważnym zagrożeniem. Z pomocą przyszedł życzliwy kierowca ciężarówki, dzięki któremu trafił do gościnnej rodziny Julii i Griszy w miejscowości Churapcza. Tam został ugoszczony, naprawił rower, spędził czas z dziećmi i zwiedził muzea.
„Co do jazdy – nie jest łatwo. Uczę się nie popełniać błędów i być w ciągłej uważności, bo wiem, że dużo kosztują” – pisał. W jednym z ostatnich wpisów dodawał, że prognozy zapowiadają temperaturę sięgającą –40 stopni.
31 stycznia dotarł do Chandygi, pokonując ponad 400 kilometrów szutrową drogą. Zameldował się w hotelu i opublikował krótką wiadomość: „Jestem w Chandydze!”. Kilka godzin później położył się spać. Następnego dnia już się nie obudził.
Doświadczony podróżnik
Adam Borejko był doświadczonym rowerzystą wyprawowym. W ciągu ostatnich lat przemierzył m.in. Saharę i góry Atlas w Maroku, a także Indie – od południa po Himalaje, pokonując przełęcze na wysokości ponad 5000 metrów. Jakucja miała być zwieńczeniem jego podróżniczych marzeń.
Przygotowanie dokumentów i zezwoleń na wjazd do Rosji zajęło mu półtora roku. W mediach społecznościowych podkreślał, że wyprawę traktuje nie tylko jako wyzwanie fizyczne, ale także duchowe.
Okoliczności jego śmierci badają rosyjskie służby śledcze.