Była to już czwarta demonstracja w Walencji w sprawie październikowych powodzi. Choć protest był mniej liczny niż poprzednie demonstracje, i tak przyciągnął koło 25 tys. osób, według władz.
Tysiące osób wyszło w sobotę na ulice Walencji w Hiszpanii w ramach protestu, domagając się dymisji regionalnego szefa Carlosa Mazona oraz członków jego samorządu.
Protestujący obwiniają regionalne władze za niewystarczającą i powolną reakcję na październikowe powodzie, w wyniku których zginęły 224 osoby w regionie Walencji.
Podczas powodzi, kierowane przez Mazona lokalne służby wysłały obywatelom ostrzeżenia na telefony komórkowe dopiero kilka godzin po tym, jak wielka woda zaczęła zalewać region. Minęło kilka dni, zanim władze zdołały zmobilizować odpowiednie służby ratunkowe.
Protest w Walencji zorganizowało ponad 200 organizacji obywatelskich i zawodowych. Była to już czwarta demonstracja w mieście w sprawie powodzi. Choć protest był mniej liczny niż poprzednie demonstracje, przyciągnął i tak koło 25 tys. osób, według władz.
Mieszkańcy, których teraz czeka długi i kosztowny proces odbudowy, twierdzą również, że rząd opóźnia dostarczenie pomocy powodzianom.
Sam Mazon broni swego sposobu zarządzania klęską. Twierdzi, że jej skala była nie do przewidzenia oraz że samorząd nie otrzymał wystarczających ostrzeżeń od centralnych władz.