Loader
Śledź nas
Reklama

Krytyka głosowania korespondencyjnego. Czy naprawdę jest bezpieczne, tajne i wolne?

zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjne Prawo autorskie  Pixabay / Alexander Fox | PlaNet Fox
Prawo autorskie Pixabay / Alexander Fox | PlaNet Fox
Przez Verena Schad
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Głosowanie korespondencyjne jest wygodne, powszechne i zgodne z prawem. A jednak dziś budzi coraz ostrzejszą krytykę: na ile jest bezpieczne, tajne i rzeczywiście potrzebne? Początkowo miało być wyjątkiem stosowanym z ważnych powodów. Dziś stało się normą, ale problemy co jakiś czas wracają.

Urna wyborcza ma już poważną konkurencję. Dla milionów Niemców głosowanie korespondencyjne stało się dziś zupełnie zwyczajnym sposobem udziału w wyborach. W wyborach do Bundestagu w 2025 roku w ten sposób zagłosowało około 37 proc. wyborców. Dla porównania, w 1957 roku, kiedy głosowanie korespondencyjne wprowadzono, korzystało z niego zaledwie 5 proc. uprawnionych. Podczas pandemii koronawirusa, w 2021 roku, odsetek ten sięgnął niemal 50 proc.

REKLAMA
REKLAMA

Początkowo głosowanie korespondencyjne miało być rozwiązaniem awaryjnym – przede wszystkim dla osób chorych i starszych, które nie były w stanie dotrzeć do lokalu wyborczego. Z czasem jednak wyjątek stał się normą.

Dziś dyskusja o potencjalnych zagrożeniach związanych z głosowaniem korespondencyjnym jest bardziej intensywna niż kiedykolwiek wcześniej, a przy tym mocno upolityczniona. Przed wyborami do landtagu w Saksonii-Anhalcie, które odbędą się 6 września 2026 roku, AfD uczyniła z głosowania korespondencyjnego jeden z tematów swojej kampanii. Przewodniczący partii Tino Chrupalla twierdzi, że zna przypadki z domów opieki, „gdzie długopis był wręcz prowadzony”. Z kolei Ulrich Siegmund, lider listy AfD w Saksonii-Anhalcie, również apeluje, by w domach opieki „dokładnie się przyglądać”.

W wyborach do Bundestagu w 2025 roku AfD uzyskała wyraźnie słabszy wynik wśród osób głosujących korespondencyjnie niż wśród wyborców oddających głos w lokalach wyborczych. Przed nadchodzącymi wyborami w Halle ponad 20 proc. uprawnionych wystąpiło o pakiety do głosowania korespondencyjnego. W Magdeburgu było to około 30 proc.

Kto w domu pilnuje, by głosowanie było wolne i tajne?

Debata na temat zagrożeń związanych z głosowaniem korespondencyjnym nie jest jednak nowa. Niektórzy konstytucjonaliści od lat wskazują na związane z nim problemy. W przeciwieństwie do głosowania w lokalu wyborczym, oddawania głosu w domu nie da się bowiem w taki sam sposób kontrolować.

„Głosowanie korespondencyjne łatwiej zmanipulować i sfałszować niż tradycyjne głosowanie przy urnie” – pisze ekspert prawa wyborczego Volker Boehme-Neßler w komentarzu opublikowanym w dzienniku „Welt”. Jak podkreśla, przy głosowaniu korespondencyjnym nie można sprawdzić, czy decyzja wyborcy została rzeczywiście podjęta w sposób wolny i tajny. A właśnie wolność i tajność wyborów są podstawowymi warunkami demokratycznego głosowania.

Kluczowa różnica między głosowaniem korespondencyjnym a głosowaniem w lokalu wyborczym nie pojawia się dopiero na etapie liczenia głosów. Zaczyna się już w momencie ich oddawania. W lokalu wyborczym wyborca sam wchodzi do kabiny, podejmuje decyzję bez świadków, a następnie wrzuca kartę do urny. Nad prawidłowym przebiegiem głosowania czuwają członkowie komisji, a samo głosowanie jest publiczne i szczegółowo uregulowane.

Kiedy natomiast wyborca oddaje głos w domu, przy kuchennym stole, znacznie trudniej zagwarantować pełną tajność – a być może także całkowitą swobodę decyzji.

Szczególne pytania dotyczą sytuacji w domach opieki. Boehme-Neßler przypomina w swoim tekście przypadek z Dolnej Saksonii, gdzie właścicielka domów seniora i placówek opiekuńczych została skazana za fałszerstwo wyborcze. Podczas wyborów samorządowych w 2008 roku zorganizowała w swoich placówkach wspólne zbieranie kart do głosowania korespondencyjnego. Mieszkańcy otrzymywali praktyczną pomoc ze strony personelu, ale nie zapewniono im warunków porównywalnych z kabiną wyborczą.

Federalny Trybunał Konstytucyjny już w 2013 roku wskazał słabość systemu

Przy głosowaniu korespondencyjnym wyborca oddaje głos w domu, szpitalu czy domu opieki. Z zewnątrz nie da się sprawdzić, czy w pobliżu nie ma kogoś, kto wywiera presję albo „pomaga” przy wypełnianiu karty wyborczej.

Nie jest to wyłącznie teoretyczny problem. Federalny Trybunał Konstytucyjny Niemiec już lata temu zwrócił uwagę na tę słabość. W orzeczeniu z 2013 roku stwierdził: „W przypadku głosowania korespondencyjnego publiczna kontrola nad oddawaniem głosów jest ograniczona”. Jednocześnie integralność wyborów „nie jest w takim samym stopniu zagwarantowana jak przy głosowaniu przy urnie w lokalu wyborczym”.

Mimo to Trybunał uznał głosowanie korespondencyjne za zgodne z konstytucją.

Powód jest prosty: możliwość udziału w demokracji nie powinna zależeć od tego, czy ktoś w dniu wyborów jest zdrowy, sprawny fizycznie albo przebywa w domu. Głosowanie korespondencyjne ma przede wszystkim umożliwić udział w wyborach osobom, dla których dotarcie do lokalu byłoby trudne – między innymi chorym, osobom z niepełnosprawnościami, podróżującym czy pracującym w dniu wyborów.

Jeszcze do 2008 roku wyborcy chcący zagłosować korespondencyjnie musieli uzasadniać, dlaczego nie mogą udać się do lokalu wyborczego. Ten wymóg zniesiono. Dziś co do zasady każdy uprawniony może zdecydować się na głosowanie korespondencyjne.

Kto zagłosuje korespondencyjnie wcześniej, nie uwzględni późniejszych informacji

Kolejna słabość głosowania korespondencyjnego nie dotyczy tego, jak oddawany jest głos, lecz kiedy wyborca podejmuje decyzję. Osoby głosujące korespondencyjnie często wysyłają swoje karty na kilka dni, a nawet tygodni przed właściwym dniem wyborów.

To może mieć znaczenie. Do dnia wyborów w polityce może wydarzyć się jeszcze bardzo wiele. Partia może tuż przed głosowaniem ogłosić nowe stanowisko w ważnej sprawie, przedstawić kontrowersyjnego kandydata albo znaleźć się w centrum skandalu. Wyborcy, którzy wcześniej wysłali swoje karty, nie mogą już uwzględnić takich wydarzeń przy podejmowaniu decyzji.

Krytycy głosowania korespondencyjnego dostrzegają w tym potencjalny problem z punktu widzenia zasady równości wyborów: poszczególni wyborcy mogą podejmować decyzje na podstawie innego stanu wiedzy.

Dochodzi do tego jeszcze jeden czynnik. Od momentu wysłania karty wyborca nie ma już kontroli nad tym, co dzieje się z jego głosem. Procedura staje się bardziej zależna od działania poczty, administracji oraz organizacji całego procesu.

Wszystkie nadesłane pakiety wyborcze trafiają do właściwej instytucji i muszą być przechowywane pod kluczem. Sposób ich przechowywania nie jest jednak szczegółowo uregulowany.

Nieprawidłowości: aktualne przypadki w Saksonii-Anhalcie

Jak problematyczna może być ta szara strefa, pokazuje aktualny przypadek z Dessau. Pełnomocnik 95-letniej kobiety cierpiącej na demencję zawiadomił policję. Z jego relacji wynika, że dla kobiety zamówiono dokumenty do głosowania korespondencyjnego, a następnie najprawdopodobniej oddano w jej imieniu głos, choć on sam nie miał o tym wiedzieć. Sprawa jest obecnie badana.

Mieszkańcy domów opieki mogą otrzymać pomoc przy głosowaniu, jeśli na przykład z powodów fizycznych nie są w stanie samodzielnie wypełnić karty. Sam „prowadzony długopis” nie oznacza jednak automatycznie, że ktoś wpłynął na decyzję wyborczą. Organizacja BIVA-Pflegeschutzbund odrzuciła zarzuty wobec domów opieki, które w sierpniu przekazała agencja dpa. Z jej doświadczeń doradczych nie wynika, by dochodziło do tego typu przypadków.

W obecnej debacie pojawiają się również konkretne problemy związane z wydawaniem dokumentów do głosowania korespondencyjnego. W Magdeburgu 440 zaświadczeń wyborczych wydrukowano podwójnie, a odpowiednie dokumenty wysłano dwa razy. W Halle podwójnie wydrukowano 1184 pakiety do głosowania korespondencyjnego. Władze uznały błędne dokumenty za nieważne i dopilnowały, by wyborcy posłużyli się właściwymi.

Czy w Niemczech dochodziło już do oszustw przy głosowaniu korespondencyjnym?

Ponad dziesięć lat temu głośno było o sprawie ze Stendalu w Saksonii-Anhalcie. Podczas wyborów samorządowych w 2014 roku doszło tam do zakrojonego na szeroką skalę fałszowania głosów. Radny miejski z CDU został skazany na dwa i pół roku więzienia. Przyznał, że fałszował pełnomocnictwa do głosowania korespondencyjnego i sam wypełniał dokumenty wyborcze innych osób. W efekcie wybory trzeba było powtórzyć.

Także podczas wyborów do landtagu Saksonii w 2024 roku doszło do próby oszustwa. W Dreźnie i okolicach wykryto liczne zmanipulowane karty do głosowania korespondencyjnego. Oddane na nich głosy zmieniono na korzyść skrajnie prawicowej partii Freie Sachsen. Karty zostały następnie uznane za nieważne.

Najnowszy przypadek pochodzi z Bawarii. Po wyborach samorządowych w marcu 2026 roku były burmistrz miejscowości Wülfershausen an der Saale w powiecie Rhön-Grabfeld w Dolnej Frankonii przyznał, że otwierał pakiety do głosowania korespondencyjnego i fałszował karty. Proces przeciwko Wolfgangowi Seifertowi z CSU ma rozpocząć się w listopadzie. Miejscowość liczy około 1500 mieszkańców.

W Brandenburgii z kolei zostanie powtórzone głosowanie na burmistrza w Strausbergu. Zwrócono uwagę, że do urzędu wyborczego dotarło zaledwie około 70 proc. wysłanych pakietów wyborczych – wyjątkowo mało. Dodatkowo skrzynka pocztowa przeznaczona do odbioru głosów korespondencyjnych znajdowała się w urzędzie pocztowym kierowanym przez późniejszego zwycięzcę wyborów, Patricka Hübnera. Strausberg liczy około 27 tys. mieszkańców.

Szeroko komentowane nieprawidłowości podczas wyborów do Bundestagu w Berlinie w 2021 roku dotyczyły natomiast w mniejszym stopniu głosowania korespondencyjnego. Problemy pojawiły się przede wszystkim przy samej organizacji głosowania w licznych lokalach wyborczych stolicy.

Dlaczego osoby głosujące korespondencyjnie wybierają inaczej?

Kolejnym argumentem przeciwników głosowania korespondencyjnego są różnice w wynikach wyborczych.

W wyborach do Bundestagu w 2025 roku głos korespondencyjnie oddało zaledwie około 24 proc. wyborców AfD. W przypadku CSU było to 57 proc. AfD dostrzega w tych różnicach możliwy sygnał manipulacji. Eksperci prawa wyborczego wskazują jednak na znacznie prostsze wyjaśnienie: zwolennicy AfD po prostu rzadziej korzystają z głosowania korespondencyjnego.

Jeśli określone grupy społeczne częściej wybierają głosowanie korespondencyjne niż inne, ich preferencje polityczne również mogą się różnić. Z tej formy głosowania częściej korzystają na przykład osoby starsze oraz kobiety. Znaczenie mają także różnice regionalne.

Na ile bezpieczne jest więc głosowanie korespondencyjne?

Osoba, która złoży wniosek o głosowanie korespondencyjne, otrzymuje w spisie wyborców odpowiednią adnotację. Ma ona uniemożliwić oddanie dodatkowego głosu w lokalu wyborczym. Dokumenty są co do zasady wysyłane na adres zameldowania. Jeśli wyborca chce otrzymać je pod innym adresem, na adres zameldowania wysyłane jest dodatkowe powiadomienie.

Dokumenty może odebrać również inna osoba, ale tylko po spełnieniu określonych warunków i na podstawie pełnomocnictwa. Jedna osoba może odebrać materiały najwyżej dla czterech uprawnionych do głosowania. Naruszenie przepisów wyborczych może wiązać się z odpowiedzialnością karną.

Czy można więc ufać wynikom wyborów, skoro głosowanie korespondencyjne – bardziej podatne na pewne formy manipulacji – odgrywa coraz większą rolę?

Boehme-Neßler uważa, że debata na ten temat nie bierze się znikąd. Jego zdaniem na końcu „nie może pozostać choć cień wątpliwości”, aby obywatele mogli mieć zaufanie do wyniku głosowania. Rezultat wyborów musi być możliwy do zaakceptowania, zwłaszcza przez tych, którzy je przegrali.

W rozmowie z magazynem „Cicero” Boehme-Neßler mówi, że w obecnym „toksycznym klimacie politycznym” dostrzega problem w tym, że głosowanie korespondencyjne jest łatwiejsze do zmanipulowania. Jednocześnie zaznacza, że głosowanie korespondencyjne „na trwałe wpisało się w cały niemiecki system wyborczy”.

Zlikwidować głosowanie korespondencyjne?

Z konstytucyjnego punktu widzenia całkowite zniesienie głosowania korespondencyjnego nie byłoby prostą decyzją polityczną. Ta forma głosowania pełni ważną funkcję: sprawia, że udział w wyborach jest łatwo dostępny dla milionów ludzi. Federalny Trybunał Konstytucyjny dopuścił ją więc mimo ograniczonych możliwości kontroli nad sposobem oddawania głosu.

O możliwych usprawnieniach głosowania korespondencyjnego dyskutuje się od dawna. Propozycje obejmują zarówno zaostrzenie obowiązujących zasad, jak i wprowadzenie większej kontroli nad procesem oddawania głosu.

Badacze wyborów, tacy jak Eric Linhart z Politechniki w Chemnitz, nie dostrzegają jednak sygnałów świadczących o systemowym problemie. W rozmowie z ARD stwierdził, że „nie ma żadnych przesłanek, by twierdzić, że przy głosowaniu korespondencyjnym dochodzi do strukturalnej manipulacji”. Jego zdaniem słabe punkty dotyczą przede wszystkim organizacji procedury oraz pojedynczych przypadków wywierania osobistego wpływu, na przykład w rodzinie.

Krajowa komisarz wyborcza Saksonii-Anhalt, Christa Dieckmann, podkreśla z kolei, że procedury są regularnie analizowane: „Każde wybory są oceniane, a później korygujemy zasady, jeśli trzeba coś doprecyzować”.

Jak dotąd nie ma jednak konkretnych planów gruntownej reformy głosowania korespondencyjnego.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Antonio Tajani ostrzega przed rosyjską ingerencją w wybory

Wybory prezydenckie we Francji: debata przedwczesna, a już rozstrzygająca?

Sánchez rozpoczyna nowy sezon polityczny: kryzys w Ceucie, budżet i wybory 2027