Ponad pół miliona dzieł sztuki, w tym obrazy, rzeźby i grafiki – to skala strat polskiego dziedzictwa w wyniku niemieckiej okupacji podczas II wojny światowej. O dziełach, które do dziś pozostają poza Polską, przypomina wystawa w PE w Brukseli.
Rocznica napaści Niemiec na Polskę i wybuchu II wojny światowej, jak co roku, jest okazją do przypomnienia tragicznych wydarzeń z lat 1939–1945, ale także do podsumowania strat poniesionych przez Polskę w wyniku wojny i okupacji. Polska była jednym z krajów, które w wyniku działań wojennych i okupacji niemieckiej poniosły szczególnie dotkliwe straty.
Poza ofiarami w ludziach były to także ogromne straty materialne: zniszczona infrastruktura, zrabowane dzieła sztuki, księgozbiory, wyposażenie muzeów, kościołów, klasztorów i synagog.
Jak wynika z przygotowanego kilka lat temu raportu dotyczącego strat wojennych, którego współautorem i inicjatorem był ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Arkadiusz Mularczyk, ich wartość oszacowano na ponad 6,22 biliona złotych, czyli około 1,3 biliona euro.
1 września Arkadiusz Mularczyk, obecnie europoseł EKR, wraz z Jackiem Ozdobą otworzyli w Parlamencie Europejskim wystawę poświęconą dziełom sztuki zrabowanym z Polski podczas II wojny światowej, z których część do dziś nie została odzyskana.
Jak mówi w rozmowie z Euronews Jacek Ozdoba, pierwotnie pomysł na ekspozycję był nieco inny.
„1 września 1939 r. to data, której nie można zignorować, bo prawie każda polska rodzina w wyniku wojny i okupacji niemieckiej w jakiś sposób ucierpiała, moja rodzina także. Chcieliśmy pierwotnie opowiedzieć o cierpieniach, jakich doświadczyli Polacy, ale to temat zbyt obszerny. Postanowiliśmy zatem wybrać jeden motyw – skradzione dzieła sztuki – i pokazać go w maksymalnie uproszczony sposób. Dwa główne napisy i na środku symboliczna rama, która wskazuje na miejsce na skradzione dzieła sztuki” – mówi Jacek Ozdoba.
Jak dodaje, wystawa ma przypominać również o nierozwiązanej kwestii restytucji części polskich dóbr kultury.
Na ekspozycji można zobaczyć fotografie jedynie niewielkiej części zrabowanych obiektów – obrazów, rzeźb i grafik. Większość zdjęć jest czarno-biała. Wyjątkiem jest centralna fotografia przedstawiająca najsłynniejsze dzieło sztuki utracone z Polski w czasie wojny – „Portret młodzieńca” Rafaela Santiego. Obraz należał do kolekcji Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie. Jest także jednym z najcenniejszych dzieł sztuki utraconych w czasie wojny, a jego szacunkowa wartość przekracza 100 milionów dolarów.
Według przywoływanych przez organizatorów danych podczas wojny z Polski zrabowano ponad pół miliona obiektów, w tym około 520 tys. dzieł sztuki. Ich łączną wartość szacuje się na ponad 11 miliardów dolarów. Są to jednak dane dotyczące zidentyfikowanych i udokumentowanych strat. Rzeczywista skala grabieży może być większa, ponieważ wiele dzieł należało do prywatnych właścicieli, którzy zginęli w czasie wojny, a część zbiorów nie została wcześniej skatalogowana. Niektóre obiekty znajdowały się również w domach prywatnych, synagogach i kościołach, które zostały następnie zniszczone.
Skala strat była więc ogromna. Jednocześnie liczba dzieł odzyskanych przez Polskę pozostaje niewielka w stosunku do szacowanej liczby utraconych obiektów. Jak wskazuje Arkadiusz Mularczyk, jedną z przyczyn powolnego procesu restytucji są również obowiązujące w Niemczech regulacje dotyczące własności i przedawnienia roszczeń. Jego zdaniem problemem jest także niewielka presja społeczna i brak wystarczającej woli politycznej, by przyspieszyć proces zwrotu dzieł pochodzących z polskich zbiorów.
Skradzione i nieoddane
Jacek Ozdoba zwraca również uwagę na kwestię dzieł, które znajdują się obecnie w niemieckich instytucjach lub kolekcjach prywatnych.
„Niemieckie muzea do dziś korzystają z tamtych kradzieży, na tym zarabiają. Przecież turyści oglądają te dzieła sztuki w muzeach, bibliotekach i innych miejscach, a część obiektów znajduje się również w rękach prywatnych i w obrocie. One przynoszą więc dochód. I z tego dochodu nie chcą rezygnować. Czyli po raz drugi jakby zarabiają na wojnie. Nie dość, że ich dziadkowie zrabowali, to teraz ich dzieci i wnuki zarabiają na handlu i ekspozycji tych rzeczy” – twierdzi polski europoseł.
W ostatnich latach do Polski wróciły jednak kolejne zrabowane obiekty. Niedawno, przy okazji Forum Polsko-Niemieckiego w Berlinie, Niemcy przekazali Polsce m.in. średniowieczny rękopis z zapisem hymnu „Gaude Mater Polonia”, pierścień króla Zygmunta I Starego oraz 11 miniaturowych eksponatów kolejowych z przedwojennego Muzeum Komunikacji w Warszawie. Wcześniej do Polski wróciły m.in. dokumenty polsko-krzyżackie oraz fragment średniowiecznej rzeźby z Malborka.
Wśród odzyskanych dzieł znajduje się także „Biblia Płocka” z XII wieku, przechowywana po wojnie w Getyndze i zwrócona Polsce w 1978 roku, choć jej lokalizacja była znana już wcześniej.
Podczas otwarcia wystawy europoseł Adam Bielan podkreślał, że skala powojennych strat nie powinna być postrzegana wyłącznie jako konsekwencja wojennego chaosu.
„Polskie dzieła sztuki nie zaginęły. Nie stały się po prostu ofiarami wojennego chaosu. One zostały zrabowane przez niemieckiego okupanta w ramach systematycznej, zaplanowanej polityki grabieży i niszczenia polskiego dziedzictwa narodowego. Niemieccy naziści głosili rzekomą niższość narodów słowiańskich, w tym Polski. Z pogardą odnosili się do polskiej kultury. Mimo tego z niezwykłą skrupulatnością wyszukiwali najcenniejsze polskie dzieła, konfiskowali je i wywozili do Rzeszy. Rabowali to, czym oficjalnie pogardzali” – przypomniał podczas otwarcia wystawy Adam Bielan.
Organizatorzy wystawy zaznaczają, że jej celem nie jest budowanie wrogości między narodami, lecz przypomnienie o stratach polskiego dziedzictwa kulturowego i kwestii jego restytucji.
„Nie otwieramy tej wystawy po to, aby dzielić Europę. Otwieramy ją po to, aby Europa pamiętała. Nie po to, aby budować przyszłość na krzywdzie. Po to, aby budować ją na prawdzie. Polska pamięta. Polska się nie wyrzeka. Polska będzie upominać się o swoje. Polskie dziedzictwo należy do Polski – i do Polski powinno powrócić” – podkreślali organizatorzy.
Wystawa „Splądrowane przez Niemców. Nigdy nie zwrócone. 1939–1945” jest prezentowana na głównym korytarzu Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Można ją oglądać do końca tygodnia.
Kwestia zrabowanych dzieł sztuki jest częścią szerszego sporu o konsekwencje niemieckiej okupacji i reparacje wojenne. Postulat uzyskania od Niemiec odszkodowań za straty poniesione przez Polskę od lat jest jednym z ważnych tematów podejmowanych przez polityków prawicy, przede wszystkim PiS. W 2022 roku kierowany przez Arkadiusza Mularczyka zespół parlamentarny przedstawił raport, w którym wartość polskich strat oszacowano na ponad 6,22 biliona złotych. Na tej podstawie polski rząd wystąpił do Niemiec z żądaniem odszkodowania. Berlin uznaje jednak kwestię reparacji za zamkniętą.
Obecny rząd przyjmuje inne stanowisko niż poprzedni gabinet PiS. Premier Donald Tusk i szef MSZ Radosław Sikorski wskazywali, że kwestia reparacji w sensie prawnym została zamknięta, jednocześnie podkreślając, że Polska ma prawo oczekiwać od Niemiec zadośćuczynienia za krzywdy i straty poniesione podczas wojny. Rząd stawia więc przede wszystkim na działania dotyczące pamięci, odszkodowań dla żyjących ofiar oraz konkretnych form zadośćuczynienia.