Loader
Śledź nas
Reklama

UE wobec Chin: jak ograniczyć ryzyko i uczynić handel trwałym

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przemawia podczas konferencji prasowej w siedzibie UE w Brukseli, 15 kwietnia 2026 r.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przemawia podczas konferencji prasowej w siedzibie UE w Brukseli, w środę 15 kwietnia 2026 r. Prawo autorskie  AP Photo/Omar Havana
Prawo autorskie AP Photo/Omar Havana
Przez Evi Kiorri & Elisabeth Heinz
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Komisja Europejska uznała relacje handlowe z Chinami za „nie do utrzymania” i forsuje ostrzejsze ograniczanie ryzyka zamiast pełnego zerwania; pozostaje pytanie, czy to realny plan.

Komisarze UE spotkali się w piątek 29 maja, by omówić, jak ochronić europejski przemysł przed rosnącym napływem importu z Chin. Przyznali, że „obecny stan stosunków handlowych i inwestycyjnych jest nie do utrzymania” i uzgodnili, że potrzebna jest strategia ograniczania ryzyka (de-risking), a nie pełne odcięcie gospodarcze.

REKLAMA
REKLAMA

Kilka dni wcześniej Komisja przedstawiła wstępnie pakiet środków, które mogą zmusić przedsiębiorstwa do dywersyfikacji łańcuchów dostaw oraz ograniczyć dostęp Pekinu do rynku UE w sektorach chemikaliów, metali i czystej energii.

Konkretne propozycje mają być gotowe w trzecim kwartale roku, po czerwcowym szczycie przywódców UE. Samo to posiedzenie oznacza jednak zwrot: dotąd Europa traktowała rosnącą zależność od Chin wyłącznie jako problem handlowy. Teraz uznaje ją za kwestię konkurencyjności i bezpieczeństwa.

Import i eksport UE–Chiny

Problem nadmiernej zależności Europy

Europa zaczyna dostrzegać, że przez lata wybierała efektywność kosztem odporności, a Chiny krok po kroku przejmowały kontrolę nad kluczowymi wąskimi gardłami w przemyśle.

– To była długofalowa strategia Chin – mówi Andrew Small, dyrektor programu ds. Azji w Europejskiej Radzie Spraw Zagranicznych. – Chiny celowo dbały o to, by wszelkie próby budowy alternatywnych źródeł dostaw były tłumione.

Wykorzystując wpływ na dostępność, ceny i podaż, Pekin może „uzbrajać” handel, czyniąc UE podatną na zakłócenia, szoki cenowe i ograniczenia eksportowe. W 2025 r. deficyt handlowy UE w wymianie z Chinami sięgnął 359,9 mld euro, o 2,7 proc. więcej niż w 2024 r.

Z opublikowanego w 2024 r. badania Komisji Europejskiej wynika, że spośród 204 towarów, od których UE jest uzależniona, w 64 przypadkach – czyli w jednej trzeciej – dostawcą są Chiny. Obecnie Chiny zapewniają Europie 98 proc. paneli słonecznych, 54,4 proc. maszyn i pojazdów oraz 9,8 proc. chemikaliów – wynika z danych Komisji.

Najczęściej wymieniane towary w handlu UE–Chiny w 2025 r. (5 głównych grup produktów, mld euro)

Nadmierna zależność Europy nie ogranicza się do wyrobów gotowych. Pekin ma silną pozycję w środku łańcuchów dostaw, na etapie produkcji, rafinacji i przetwarzania surowców oraz kluczowych komponentów.

Obecnie UE importuje z Chin 97 proc. magnezu wykorzystywanego w akumulatorach nowej generacji i stopach aluminium. Według danych Komisji 100 proc. pierwiastków ziem rzadkich używanych do wytwarzania magnesów trwałych jest rafinowane w Chinach.

Pekin przetwarza ok. 60–70 proc. światowej produkcji litu. Kontroluje 86 proc. globalnej produkcji polisilikonu i dąży do osiągnięcia 88 proc. w 2030 r., co – jak ocenia Międzynarodowa Agencja Energetyczna – utrudni UE zbudowanie w pełni krajowego przemysłu fotowoltaicznego.

Bardzo chętnie korzystaliśmy z niższych kosztów pracy i życia, ale tanie półprodukty i komponenty z Chin zwiększały konkurencyjność naszych wyrobów finalnych – ostrzega Jacob Gunter, szef programu „Gospodarka i przemysł” w ośrodku MERICS.

Europa świadomie zrezygnowała z reagowania na wiele z tych zależności. – To była seria rozsądnych, demokratycznych decyzji, podejmowanych w dużej mierze dlatego, że większość ludzi nie rozumie chińskiego modelu gospodarczego – uważa Gunter.

Regionalna struktura produkcji pierwiastków ziem rzadkich i magnesów trwałych, 2024 r.

Ograniczać ryzyko, nie zrywać więzi

Komisja ogłosiła 29 maja, że zamierza ograniczać ryzyko związane z Chinami, a nie całkowicie się od nich odcinać. Europa chce utrzymać wymianę handlową z Pekinem, jednocześnie zmniejszając narażenie na ryzyko w obszarach takich jak surowce, baterie, układy scalone, fotowoltaika i inne strategiczne łańcuchy dostaw.

Pełna autonomia będzie trudna do osiągnięcia. Celem powinno być jednak takie ukształtowanie gospodarki, by efektywność nie zamieniała się w problem bezpieczeństwa. Dzieje się tak wtedy, gdy uzależnienie od jednego dostawcy daje mu narzędzie presji geopolitycznej w kluczowych obszarach, takich jak łańcuchy dostaw, surowce czy technologie – wyjaśnia Alicia Garcia Herrero, profesor wizytująca na Uniwersytecie Nauki i Technologii w Hongkongu.

Europa dysponuje technologiami potrzebnymi do budowy własnych mocy produkcyjnych i – jak podkreśla Gunter – jest gotowa na ogromne nakłady inwestycyjne, których wymaga de-risking. – Pytanie nie brzmi „czy mamy na to pieniądze”, lecz „czy mamy wolę polityczną”. A moim zdaniem wciąż jej brakuje – powiedział Gunter w rozmowie z Euronews.

Jak zaznacza Garcia Herrero, Europie brakuje infrastruktury i kadr, by w krótkim czasie skopiować chińskie ekosystemy produkcyjne czy przetwórstwo ziem rzadkich. Z kolei „do zależności, które realnie można ograniczyć w ciągu najbliższych pięciu lat, należą częściowa dywersyfikacja komponentów i kluczowych surowców poprzez nowe zasady zamówień publicznych” – dodaje.

Strategia de-riskingowa Europy opiera się na pakiecie przepisów, w większości przyjętych po tym, jak przewodnicząca Komisji, Ursula von der Leyen, w 2019 r. wezwała do bardziej realistycznej i asertywnej polityki wobec Chin. W przyjętej w 2023 r. Strategii bezpieczeństwa gospodarczego UE zapowiedziano ochronę europejskich łańcuchów dostaw i infrastruktury w oparciu o trzy filary: wspierać, chronić i współpracować.

Ustawa o surowcach krytycznych z 2024 r. wyznacza cele krajowe na 2030 r., tak aby przedsiębiorstwa w UE miały długoterminowy dostęp do kluczowych surowców. Akt w sprawie chipów (Chips Act) z 2023 r. ma odbudować europejski przemysł półprzewodników, koncentrując się na rozwoju kompetencji, bezpieczeństwie dostaw i monitorowaniu kryzysów. Dzięki rozporządzeniu Net-Zero Industry Act z 2024 r. UE chce ograniczyć import technologii niskoemisyjnych, m.in. baterii i ogniw słonecznych.

Komisja wprowadziła także mechanizm kontroli inwestycji bezpośrednich (2025), Międzynarodowy Instrument Zamówień Publicznych (2012) oraz Instrument przeciwko przymusowi gospodarczemu (2023), aby chronić UE przed nieuczciwą konkurencją, w tym ze strony Chin.

Kluczowe będzie to, na ile plan de-riskingu jest spójny i czy państwa członkowskie będą współpracować. – Nie sądzę, by większość europejskich przywódców naprawdę poważnie myślała o tych ryzykach związanych z zależnością. Wszyscy patrzą krótkoterminowo [...] i w tym sensie obawiam się o wiarygodność tej agendy ograniczania ryzyka.

Koszt odporności

W ubiegłym roku dyrektorzy europejskich fabryk dzwonili do urzędników rządowych z pilnym ostrzeżeniem: „Zapasów starczy nam na kilka dni”. Chiny ograniczyły eksport surowców ziem rzadkich, niezbędnych do produkcji silników do aut elektrycznych, turbin wiatrowych, sprzętu wojskowego i półprzewodników. Zakłady były o krok od zatrzymania.

To był moment, w którym de-risking przestał być brukselskim żargonem, a stał się fabrycznym alarmem. – Szybko stało się jasne, że Chiny nie będą już dla Europy wiarygodnym dostawcą – mówi Andrew Small, ekspert ds. stosunków transatlantyckich w German Marshall Fund. – Całe segmenty europejskiego przemysłu mogą zostać zamrożone jedną decyzją Pekinu.

Najbardziej narażone są szerokie sektory gospodarki przemysłowej: pojazdy elektryczne, baterie, panele słoneczne, turbiny wiatrowe, przemysł obronny, farmaceutyki, półprzewodniki i robotyka.

Łączy je głębsza niż się powszechnie sądzi słabość – nie na poziomie produktu końcowego, lecz na etapie komponentów i rafinacji. Przetwórstwo pierwiastków ziem rzadkich, chemikalia do produkcji baterii, substancje czynne do leków i starsze generacje chipów to wąskie gardła, w których dominacja Chin jest niemal całkowita.

Lista ta się wydłuża. – Im bardziej Europa się uprzemysławia, tym więcej sektorów uzależnia się od chińskich dostaw – ostrzega Small. Jeśli europejski sektor chemiczny skurczy się pod naporem taniego importu z Chin, producenci w dziesiątkach branż stracą kolejne krajowe źródło zaopatrzenia. Zależność rodzi kolejne zależności.

Odpowiedź będzie kosztowna. Producent, który dotąd pozyskiwał 70 proc. kluczowych podzespołów z Chin, musi teraz podzielić zamówienia między Europę Wschodnią i Azję Południowo-Wschodnią, płacąc o 5–10 proc. więcej za każdą sztukę. Przenoszenie produkcji do Europy wymaga wielkich inwestycji, zezwoleń na zużycie energii, wykwalifikowanych pracowników oraz lat weryfikacji nowych dostawców.

Skrótów nie ma – podkreśla Small. Jeśli wstrząsy podażowe będą pojawiać się tak często jak w ostatnich latach, „konsekwencje makroekonomiczne jasno wskazują na konieczność stopniowego ograniczania ryzyka, nawet kosztem nieco wyższych cen”. Europa przestaje optymalizować produkcję pod kątem najniższych kosztów. Szuka modelu, na którym może polegać.

Kto za to zapłaci?

Strategiczne uzasadnienie tej polityki trudno podważyć. Rachunek jednak w końcu do kogoś trafi, a spór o to, kto poniesie koszty, staje się politycznie wybuchowy.

Wyższe koszty produkcji ostatecznie przenoszą się na konsumentów. Europejczycy kupujący auta elektryczne, panele słoneczne czy nową elektronikę mogą płacić więcej za bezpieczeństwo łańcuchów dostaw, którego nie widać gołym okiem.

Zielone technologie, już dziś drogie dla wielu gospodarstw domowych, mogą stać się jeszcze mniej dostępne właśnie wtedy, gdy Europa potrzebuje ich masowego upowszechnienia, by osiągnąć cele klimatyczne. De-risking i transformacja energetyczna mają wspólne cele strategiczne, ale działają w przeciwnych kierunkach, jeśli chodzi o ceny.

Obciążenia nie rozłożą się równomiernie. Duzi producenci mogą przebudować sieci dostawców i sięgnąć po unijne dopłaty, m.in. z Net-Zero Industry Act. Mniejsze firmy – w tym producenci precyzyjnych części, przetwórcy chemikaliów czy dostawcy komponentów – stoją przed podobną presją, lecz dysponują znacznie skromniejszymi zasobami.

Wiele z nich może nie przetrwać tej zmiany, ściskane przez rosnące koszty, większe wymogi regulacyjne i konkurencję subsydiowanych chińskich rywali. Te przedsiębiorstwa, które wcześnie zainwestują w przejrzystość łańcuchów dostaw i odporność, mogą jednak stać się preferowanymi partnerami.

Na tym tle pojawia się głębszy dylemat. Europejskie firmy coraz częściej znajdują się między Brukselą a Pekinem. UE zachęca je, by dywersyfikowały się z dala od Chin, podczas gdy Pekin może odpowiadać kontrolą eksportu, ograniczeniami rynkowymi lub subtelną presją na europejskie biznesy działające w Chinach.

Niemieccy producenci samochodów, jedni z najbardziej narażonych, muszą wybierać między dostosowaniem się do polityki UE i ryzykiem utraty kluczowego rynku wzrostu a ochroną przychodów z Chin i narażeniem się na polityczną krytykę w kraju.

– Utrzymywanie tego cyklu przestaje mieć sens ekonomiczny – mówi Small. Europa szuka bezpieczeństwa gospodarczego, nie chcąc jednocześnie doprowadzić do otwartego konfliktu z Chinami, a Pekin doskonale o tym wie.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Szok Chin 2.0: Pekin sięga po niemiecki przemysł, a Berlin tylko patrzy

Fałszywe cytaty przypisywane Kai Kallas dotyczące Chin i Rosji zyskują na popularności

Reforma praw pasażerów lotniczych: co oznaczają nowe przepisy