Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że zaproponuje Kapitule Orderu Orła Białego odebranie tego odznaczenia prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu. To reakcja na dekret Zełenskiego z 28 maja, w którym nadał imię „Bohaterów UPA” jednej z jednostek wojskowych.
Wołodymyr Zełenski wydał w środę 27 czerwca br. dekret, którym nadał imię „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Argumentował, że uczynił to "w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy".
Polski prezydent Karol Nawrocki stwierdził, że przyjął decyzję Zełenskiego „z wielkim smutkiem”.
„Tak nie buduje się relacji między narodami” – podkreślił w piątek podczas krótkiego spotkania z dziennikarzami na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Dodał, że gloryfikacja UPA dostarcza rosyjskiej propagandzie „wiele tlenu do dezinformacji”.
W odpowiedzi na ten ruch, zasugerował odebranie Zełenskiemu najwyższego polskiego odznaczenia.
"Polska ma także prawo kształtować swoją politykę pamięci i politykę historyczną. Dlatego bardzo poważnie odniosłem się do apelu narodu polskiego i pana posła Płaczka [posła Grzegorz Płaczka, posła Konfederacji Nowa Nadzieja], który wysłał do mnie taki apel" – powiedział. – "Zaproponowałem, aby jednym z punktów było odebranie prezydentowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego".
Posiedzenie Kapituły zaplanowano na 8 czerwca.
Order Orła Białego został nadany Zełenskiemu 5 kwietnia 2023 roku przez poprzedniego prezydenta Andrzeja Dudę.
Odznaczenie zostało przyznane za „zasługi w pogłębianiu relacji między Polską a Ukrainą, za wysiłki na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa oraz za niezachwiane zaangażowanie w obronę praw człowieka”. Duda powiedział Zełenskiemu: „Twoja postawa ratuje dziś Europę przed zalewem rosyjskiego imperializmu”.
Zełenski z kolei przyznał wówczas, że przyjmuje order w imieniu całego narodu ukraińskiego i armii ukraińskiej.
Tusk: tonowanie nastrojów
Do dekretu wydanego przez Zełenskiego, jak i do decyzji Nawrockiego będącej jego następstwem, odniósł się także w Sejmie premier Donald Tusk:
„Naszym zadaniem, każdego mądrego człowieka po obu stronach granicy, jest tonowanie nastrojów, bo mamy jednego wroga. Między nami są jakieś problemy, ale nie może być wrogości czy negatywnych emocji, bo przeciwnik jest jeden” – powiedział w rozmowie z dziennikarzami. Dodał, że decyzja Zełenskiego „narusza naszą historyczną wrażliwość”.
Sprawę komentował także w mediach społecznościowych: "Jeśli pokłócimy się o przeszłość, ktoś inny wygra przyszłość. Prezydent Ukrainy powinien to wreszcie rozumieć. Polski też. Zanim będzie za późno!".
Wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski stwierdził w Sopocie podczas zebrania Rady Państw Morza Bałtyckiego, że jest „rozczarowany brakiem uwzględnienia polskiej wrażliwości historycznej”. Podkreślił równocześnie, nawiązując do słów Tuska: „jeśli się pokłócimy o przeszłość, to kto inny narzuci nam przyszłość”. Dodał, że „na polsko-ukraińskiej kłótni o historię zyska tylko Putin".
Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Maciej Wiewiór podkreślił, że resort ocenia decyzję Zełenskiego "jednoznacznie negatywnie". Polski MSZ złożył w tej sprawie protest dyplomatyczny, a wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki wezwał także ambasadora Ukrainy w Polsce Wasyla Bodnara.
"Głębokie niezadowolenie z tej decyzji wyraził 28 maja w rozmowie z Ambasadorem Ukrainy w Polsce sekretarz stanu w MSZ Marcin Bosacki oraz 29 maja w rozmowie z wiceministrem spraw zagranicznych Ukrainy Oleksandrem Miszczenko chargé d’affaires w Kijowie Piotr Łukasiewicz" - czytamy w oświadczeniu wydanym przez MSZ.
Resort podkreśla również, że "w obliczu trwającej agresywnej wojny Rosji przeciw Ukrainie i zagrożenia dla bezpieczeństwa całego regionu, kluczowe dla obu naszych państw i narodów relacje polsko-ukraińskie nie powinny stawać się zakładnikiem trudnej historii".
Były prezydent i laureat pokojowej Nagrody Nobla Lech Wałęsa zareagował jeszcze ostrzej: „Prezydent Ukrainy wyróżniając bandytów z UPA ubliżył mi i wszystkim pomordowanym naszym rodakom. W związku z tym publicznie zdjąłem flagę ukraińską z piersi. Narodowi nadal będę pomagał w walce z sowietami. Prezydentowi Zełenskiemu odmawiam wsparcia!” – napisał w swoich mediach społecznościowych.
Stanowisko strony ukraińskiej
Pierwszą publiczną reakcją ze strony ukraińskiej był komentarz mera Lwowa Andrija Sadowego. „Każde miasto ma swoich bohaterów. Były ciężkie czasy między Polakami i Ukraińcami, ale teraz jesteśmy po jednej stronie. Walczymy z Rosją, która atakuje demokrację, nie tylko w Ukrainie. Musimy pamiętać, że każde państwo ma swoich bohaterów. Nie wiemy, jak to dokładnie było 50-100 lat temu. Często ta historia była przekręcana. Rosja wszystko zrobiła, żeby informacje nie były wiarygodne na 100 proc. Znam wypadki, kiedy sowiecka armia ubierała mundury UPA” – powiedział w rozmowie w Polsat News.
Mer Lwowa opublikował także szeroki komentarz w mediach społecznościowych, w którym padły m.in. słowa:
„Zawsze będziemy pamiętać niezwykły zryw polskiego społeczeństwa, które szczerze i z oddaniem pomagało i nadal pomaga Ukraińcom od pierwszych dni pełnoskalowej wojny. (...) To, co dziś zainicjował Nawrocki, niestety również pozostanie w pamięci. Chyba że wystarczy mądrości, by przestać czepiać się nazw ukraińskich jednostek wojskowych i skupić się na wsparciu armii, która trzyma największy front w Europie od czasów II wojny światowej i własną krwią kupuje czas całemu cywilizowanemu światu, by przygotował się na trudne wyzwania przyszłości” .
Czym była UPA?
Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) była formacją zbrojną działającą w latach 1942–1949, związaną z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), dążącą do utworzenia niepodległego państwa ukraińskiego. Walczyła przeciwko Niemcom, Związkowi Sowieckiemu oraz polskim siłom.
Polska strona uważa, że UPA jest odpowiedzialna za ludobójstwo na ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943–1945 (tzw. rzeź wołyńska), co zostało oficjalnie uznane w uchwałach polskiego Sejmu i Senatu.
Według szacunków IPN i historyków polskich, w zorganizowanych akcjach UPA miało zginąć około 100–120 tysięcy Polaków, a także obywatele ukraińscy, którzy o nadchodzącym niebezpieczeństwie ostrzegli swoich polskich sąsiadów. Kulminacja nastąpiła 11 lipca 1943 roku („krwawa niedziela”), gdy zaatakowano około 100 polskich wsi.
Z kolei część ukraińskich historyków i polityków uważa te wydarzenia za element dwustronnego konfliktu w czasie wojny. Równocześnie nie negują udziału żołnierzy UPA w zbrodniach, choć sprzeciwiają się klasyfikowaniu ich jako planowe wyniszczenie znacznej części ludności polskiej na Wołyniu.
Według ukraińskiej opinii publicznej UPA postrzegana jest bowiem przede wszystkim jako grupa bohaterów walki o niepodległość Ukrainy przeciwko okupantom – niemieckiemu i sowieckiemu. Zbrodnie na Polakach są często przedstawiane jako „wojna domowa”, „odwet” lub efekt infiltracji sowieckiej. Wielu Ukraińców uważa członków UPA za symbole oporu narodowego.
Spory historyczne między Polską a Ukrainą regularnie wpływają na relacje dwustronne, mimo współpracy w obliczu rosyjskiej agresji. W ostatnich latach podejmowano kroki pojednania, m.in. wspólne upamiętnienia ofiar rzezi wołyńskiej czy zniesienie przez Ukrainę w listopadzie 2024 roku zakazu ekshumacji ofiar.