Parlament przyjął ustawę cofającą decyzję o wyjściu kraju z Międzynarodowego Trybunału Karnego. Za głosowało 133 posłów partii TISZA, 37 posłów z Fideszu-KDNP głosowało przeciw, a posłowie Mi Hazánk wstrzymali się od głosu.
Zgromadzenie Krajowe uchwaliło projekt ustawy wycofującej decyzję o wystąpieniu Węgier z Międzynarodowego Trybunału Karnego (ICC). Parlament rozpatrywał projekt w trybie nadzwyczajnym, ponieważ w świetle procesu, zainicjowanego przez rząd Orbána, Węgry miały pozostać stroną Trybunału jedynie do czerwca.
Wśród reagujących na projekt głównych mówców opozycji były minister do spraw unijnych, János Bóka (Fidesz), podnosił kwestie proceduralne i techniczne, a także wskazywał na problemy prawne, konstytucyjne i polityczne. Jego zdaniem rząd wyznaczył zbyt krótkie terminy, przez co nie ma warunków do merytorycznej debaty w tej sprawie.
Rozwijając wątki prawne i konstytucyjne, Bóka stwierdził, że obecne rozwiązanie jest, jego zdaniem, nie do pogodzenia z Ustawą Zasadniczą. „To nie tylko problem natury zasadniczej, ale także praktycznej, który wymaga uregulowania”. Zgromadzenie Krajowe pracuje obecnie nad zmianą konstytucji.
Polityk podkreślił, że nie ma wątpliwości, iż ludobójstwo, wojny i zbrodnie przeciwko ludzkości są nie do przyjęcia. Przyznał jednak, że duże znaczenie ma fakt, iż wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej należą do tego trybunału.
W jego ocenie zasadnicze pytanie brzmi, czy Międzynarodowy Trybunał Karny rzeczywiście nadaje się do pociągania sprawców do odpowiedzialności. Partie opozycyjne uważają, że nie, argumentując, iż instytucja stała się narzędziem politycznym. Aby to obejść, pojawiła się tylko jedna nowa propozycja, zgłoszona przez Istvána Apatiego (Mi Hazánk), który proponuje powołanie alternatywnego organu, podobnego do Międzynarodowego Trybunału Karnego, między innymi pod przewodnictwem Węgier.
Izraelski premier w centrum uwagi
W kwietniu szerokim echem odbiła się decyzja Pétera Magyara, który zaprosił Benjamina Netanjahu na państwowe obchody 23 października. Gest budzi kontrowersje, ponieważ izraelski premier jest ścigany przez ICC za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości.
Zdaniem partii opozycyjnych działania rządu są ze sobą sprzeczne: z jednej strony chce on pozostać członkiem Międzynarodowego Trybunału Karnego, z drugiej – zaprasza izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu, którego trybunał ściga. Partia TISZA nie odniosła się do tych zarzutów. Zgromadzenie Krajowe przyjęło projekt 133 głosami za.
Netanjahu odwiedził Węgry po raz ostatni w kwietniu ubiegłego roku. Na kilka godzin przed jego przylotem rząd Viktora Orbána ogłosił, że Węgry wystąpią z ICC. Po wizycie, w maju zeszłego roku, Zgromadzenie Krajowe rzeczywiście przegłosowało wyjście z tej instytucji, do której kraj należy od jej założenia w 2002 roku.
Wówczas Péter Szijjártó uzasadniał tę decyzję tym, że działalność trybunału wywołała poważne spory. Jak mówił, sędziowie robili „nonsensowne rzeczy”, takie jak wydawanie nakazów aresztowania wobec już nieżyjących przywódców Hamasu, by zrównoważyć jego zdaniem „politycznie nie do przyjęcia” decyzję o wpisaniu na listę poszukiwanych także izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu. To wtedy Szijjártó po raz pierwszy sformułował powtarzaną dziś przez opozycję tezę, że w ten sposób ICC stał się organizacją motywowaną politycznie.