Kanclerz Niemiec Friedrich Merz trzykrotnie odwiedził prezydenta USA Donalda Trumpa w pierwszym roku jego urzędowania. Po stabilnych początkach, jeden konflikt następuje teraz po drugim. To "niezgoda", z którą Merz może żyć, jak powiedział kanclerz.
Ogłaszając wycofanie około 5000 żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Niemczech, prezydent Donald Trump dał jasno do zrozumienia, że nie podoba mu się obecne stanowisko Niemiec.
Po komentarzach Merza na temat wojny USA w Iranie Trump zasugerował kanclerzowi federalnemu, że powinien skupić się na naprawie swojego "zepsutego kraju". Kanclerz Friedrich Merz zareagował spokojnie.
"Nadal dążę do dobrych stosunków transatlantyckich, nawet jeśli nie zgadzamy się w tej sprawie" - powiedział w programie ZDF_"_Was nun" w pierwszą rocznicę panowania rządu federalnego. Merz twierdzi również, że swoimi wypowiedziami na temat wojny na Ukrainie udowodnił, iż nie poddaje się Trumpowi. Określa je mianem „innej oceny przyczyn”.
„Będę nadal wyrażał swoją opinię” – zadeklarował kanclerz. Stwierdził też, że będzie omawiał różnice zdań. „Rozmawiamy przez telefon, ale dobre partnerstwo musi być również odporne na nieporozumienia” – wyjaśnił Merz.
Zapytany o to, czy relacja została zniszczona, kanclerz odpowiedział: "Nie widzę tego w ten sposób. Mamy różnicę zdań, mogę z tym żyć".
Skutki nieporozumienia Trump-Merz
Stabilne wcześniej relacje między Friedrichem Merzem a Donaldem Trumpem ostatnio wydawały się chwiać. Stwierdzenie Merza, że USA nie miały jasnej strategii w wojnie z Iranem i że Iran upokorzył USA, ostatecznie wywołało ostrą krytykę ze strony Trumpa.
Wkrótce potem prezydent USA Trump wypowiedział się na platformie Truth Social. Merz "nie ma pojęcia, o czym mówi", napisał prezydent Stanów Zjednoczonych w poście. To "nic dziwnego, że Niemcy radzą sobie tak źle".
Trump wcześniej wyraził swoje niezadowolenie z faktu, że kraje NATO, w tym Niemcy, nie chciały uczestniczyć w wojnie z Iranem w celu kontrolowania cieśniny Ormuz. Kraje europejskie i NATO zgodziły się jedynie wesprzeć misję mającą na celu zabezpieczenie szlaku handlowego po zakończeniu działań wojennych.
Wkrótce po gniewnym wpisie Trumpa w mediach społecznościowych, ogłosił on, że 5000 amerykańskich żołnierzy zostanie wycofanych z Niemiec w ciągu roku. Dodał również, że USA zmniejszą tę liczbę "jeszcze bardziej znacząco". Pociski średniego zasięgu, które były przewidziane dla Niemiec za poprzedniej administracji Joe Bidena, również nie zostaną na razie rozmieszczone. Pierwotnie miały one zostać wysłane jako obrona przed ewentualnym atakiem ze strony Rosji.
Merz: redukcja wojsk to nic nowego
Ale i tutaj Merz zareagował spokojnie. Kilka dni temu w programie ARD "Caren Miosga" bagatelizował zapowiedzianą redukcję wojsk. Nie było to nic nowego. "Nie ma żadnego związku", zaprzeczył również jakiemukolwiek związkowi z jego sporem z Trumpem.
6 maja minął rok od objęcia przez kanclerza federalnego Friedricha Merza urzędu. Pierwsze urodziny rządu federalnego nie są jednak hucznie obchodzone, a większość społeczeństwa wykazuje w sondażach niezadowolenie z samego kanclerza i działań rządu.
"Nie spełniamy standardów, które sobie wyznaczyliśmy", przyznaje również Merz w programie ZDF. Rząd "osiągnął pewne rzeczy, ale w żadnym wypadku nie wszystko, co chcemy osiągnąć i co musimy osiągnąć" - podkreślił kanclerz.
W programie mówił nie tylko o ustawach, które zostały już uchwalone, ale także o ważnych decyzjach, które wciąż muszą zostać podjęte, na przykład w sprawie emerytur lub opieki. Bronił też napięć w koalicji z różnymi stanowiskami w polityce, na przykład w sprawie opodatkowania osób o wysokich dochodach.