Viktor Orbán podczas wystąpienia w Tusványos zaostrzył retorykę wobec politycznych rywali. Mówił o „polityce oporu”, zagrożeniu dla wolności na Węgrzech, przyszłości Unii Europejskiej i konieczności „zajęcia Brukseli przez patriotów”.
Zamiast polityki opozycji nadchodzi czas polityki oporu – podkreślił w sobotę przewodniczący Fideszu podczas 35. Bálványoskiej Letniej Szkoły Wolnej i Obozu Studenckiego (Tusványos). W swoim wystąpieniu odniósł się również do przyszłości Unii Europejskiej. Jego zdaniem patrioci muszą „zająć Brukselę”, ponieważ tylko w ten sposób państwa członkowskie będą mogły odzyskać swoją niezależność i przywrócić równowagę we wzajemnych relacjach.
Viktor Orbán ocenił, że ci, którzy wiosną głosowali za zmianą, „nie głosowali za nadużyciem zaufania”. Jak zaznaczył, większość wyborców działała w dobrej wierze, oczekując mniejszej liczby błędów popełnianych przez rząd oraz lepszych wyników gospodarczych.
Dodał, że po porażce zawsze należy spojrzeć na sytuację z samokrytycyzmem, jednak tym razem nie ma na to wiele czasu, ponieważ „na Węgrzech wolność znalazła się w niebezpieczeństwie”. Dlatego – jak stwierdził przewodniczący Fideszu – zamiast prowadzić politykę opozycji opartą na samokrytyce, należy przejść do „polityki oporu”.
Przewodniczący Fideszu ocenił, że partia Tisza dąży do stworzenia nowego systemu autorytarnego i już rozpoczęła jego budowę. Jak stwierdził Viktor Orbán, po odsunięciu Fideszu od władzy celem nowych rządzących ma być całkowita likwidacja ugrupowania – wyeliminowanie jego liderów z życia politycznego oraz uniemożliwienie istnienia jakiejkolwiek alternatywy za pomocą nielegitymnych decyzji.
Orbán zwrócił uwagę, że około 3,5 mln osób, które głosowały na Tiszę, wciąż uważa, iż arbitralne działania władzy będą wymierzone wyłącznie w sympatyków Fideszu. Jego zdaniem jest to błędne przekonanie. Jak mówił, istotą samowoli jest to, że władza przestaje uznawać własne ograniczenia, a „pewnego dnia także wyborcy Tiszy obudzą się i zobaczą, że nie ma już nikogo, kto broniłby ich przed nadużyciami władzy”.
Były premier nazwał bohaterami ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó, ministra kultury i innowacji Balázsa Hankó oraz Jánosa Hajdu, byłego szefa jednostki antyterrorystycznej TEK. Jak podkreślił, to właśnie Hajdu „uniemożliwił dokonanie na Węgrzech jakiegokolwiek zamachu terrorystycznego”.
Podsumowując swoje wystąpienie, Orbán zarzucił obecnym władzom agresję, brutalność i nadużywanie siły. Według niego zamiast zajmować się sprawami państwa, koncentrują się na ściganiu opozycji, nie próbują budować jedności, lecz „wywracają Węgry do góry nogami i niszczą pokój społeczny”. Powstający na Węgrzech system polityczny porównał do sytuacji w Wenezueli, określając go jako „osobliwą mieszaninę myślenia komunistycznego, politycznej samowoli i gospodarczej opresji”.
Na sobotnie wystąpienie Orbána zareagował premier Péter Magyar. We wpisie opublikowanym na Facebooku napisał: „Nie ma sensu zajmować się nie do uratowania, upadłym szefem mafii”. Dodał również: „Dziękujemy za mądrość i zaufanie, Węgry!”.
W trakcie przemówienia Orbán odniósł się także do przyszłości Unii Europejskiej. Zadał retoryczne pytanie: „Czy za 25 lat będzie jeszcze Unia Europejska?”, po czym sam odpowiedział: „Nie”. W podobnym tonie mówił o stanowisku przewodniczącego Komisji Europejskiej. Wspominając pytania o to, czy chciałby objąć funkcję Ursuli von der Leyen, odparł: „Nie, ten urząd trzeba zlikwidować!”.
Zdaniem byłego premiera problem polega na tym, że rola Komisji Europejskiej znacząco wzrosła w stosunku do jej pierwotnych kompetencji. „Nie trzeba przejmować Komisji, tylko trzeba zająć Brukselę razem z patriotami!” – powiedział, dodając, że Unia Europejska wymaga reformy, która ograniczyłaby kompetencje Komisji Europejskiej.