Po pożarze w stacji transformatorowej w wielu częściach Reutlingen doszło do rozległej awarii prądu. Wstępne ustalenia wskazują na możliwe podpalenie.
Nocna awaria prądu sparaliżowała część Reutlingen i wywołała spekulacje o możliwym sabotażu.
Jak podał operator sieci, wiele wskazuje na podpalenie w stacji transformatorowej. Odkryto trzy ogniska pożaru, stwierdzono też uszkodzenia ogrodzenia i terenu instalacji – poinformował rzecznik Netze BW.
Śledztwo trwa, włączony został także Krajowy Urząd Kryminalny Badenii-Wirtembergii. Sprawa przywodzi na myśl rozległą awarię prądu w Berlinie w styczniu – wówczas do podpalenia przyznała się skrajnie lewicowa grupa. Pełne zasilanie przywrócono dopiero po czterech dniach, a tysiące Berlińczyków, przy siarczystym mrozie, szukały schronienia u przyjaciół, znajomych lub w hotelach.
Pożar i następująca po nim awaria w Reutlingen spowodowały już straty sięgające kilku milionów euro – podano. Kiedy wszystkie gospodarstwa domowe w Reutlingen znów będą w pełni zasilane, wciąż nie wiadomo. "W tej chwili nie możemy jeszcze przedstawić wiarygodnej prognozy pełnego przywrócenia dostaw prądu" – poinformowały władze miasta na swojej stronie internetowej.
Obecnie bez prądu pozostaje ok. 7,6 tys. gospodarstw domowych, natomiast centrum miasta i szpital znów mają zasilanie.
Po zdarzeniu na miejscu działają też ekipy Niemieckiego Czerwonego Krzyża i organizacji Malteser Hilfsdienst. Do koordynowania pomocy po awarii pracuje sztab kryzysowy w centrum ochrony ludności w Pfullingen – przekazały władze Reutlingen. Działania wspiera także lekarz koordynujący akcję ratunkową.
Łącznie awaria wciąż dotyka ok. 30 tys. osób – poinformowano na porannej konferencji prasowej. "Organizacje pomocowe przygotowują się na dłuższą akcję, opiekę nad licznymi osobami wymagającymi wsparcia oraz zabezpieczenie pacjentów" – przekazały władze Reutlingen.