We wrześniu rok temu, po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony Polska poprosiła o wdrożenie art. 4 NATO. Polega on na wspólnych konsultacjach. Teraz tego jeszcze nie uczyniła, ale partnerzy z Sojuszu są na bieżąco informowani. Przypominamy, kiedy mechanizm był wdrażany.
Incydent z niezydeintyfikowanym obiektem znalezionym w województwie lubelskim wywołał zaniepokojenie, ale też i pytania. Abstrahując od tej konkretnej sytuacji warto się zastanowić nad tym, jaką Polska ma gwarancję bezpieczeńst
wa i czy może w razie potrzeby liczyć na sojuszników. Czyli przede wszystkim NATO. Jak Sojusz może reagować i jak wyglądają w praktyce mechanizmy.
Czym jest art. 4 NATO?
Zgodnie z procedurami w sytuacjach zagrożenia może dojść do uruchomienia art. 4 Traktatu Północnoatlantyckiego. Polega na zwołaniu, na prośbę danego kraju, pilnych konsultacji w gronie państw członkowskich. Na ogół w takich zwołanych ad hoc spotkaniach biorą udział ambasadorzy krajów członkowskich NATO. Uruchamia się go wtedy, gdy dany kraj uznaje, że zagrożona jest jego integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo. Są to działania stricte dyplomatyczne i kończą się wspólnym komunikatem, w którym najczęściej wyrażana jest solidarność z poszkodowanym krajem i zapowiadane jest udzielenie pomocy, o którą ten kraj poprosi. Oczywiście nie oznacza on automatycznej interwencji zbrojnej - to jest regulowane przez art. 5.
W historii NATO artykuł 4. był już kilkakrotnie wykorzystywany, m.in. z inicjatywy Turcji w czasie jej konfliktu z Syrią. Turcja zażądała konsultacji w październiku 2012 roku po ostrzale moździerzowym z Syrii. W czerwcu 2012 roku Turcja wystąpiła o zwołanie sojuszniczych konsultacji wobec zestrzelenia jej samolotu rozpoznawczego RF-4E przez Syrię.
W 2014 roku ten punkt postanowień Paktu Północnoatlantyckiego wykorzystała Polska, a nasz wniosek poparły Litwa i Łotwa. Był to moment rosyjskiej inwazji na Ukrainę wiosną 2014 roku.
24 lutego 2022 roku oficjalnie uruchomiono artykuł 4 NATO bezpośrednio w odpowiedzi na pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę. Pod wnioskiem podpisały się wspólnie Polska Litwa, Łotwa, Estonia Czechy, Słowacja, Bułgaria i Rumunia. Odbył się też wówczas specjalny, pilnie zwołany szczyt NATO z udziałem szefów państw i rządów.
Ostatnie lata
Ponad trzy lata później, we wrześniu 2025 roku po nocnym ataku rosyjskich dronów, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną, Polska ponownie złożyła formalny wniosek o uruchomienie artykułu 4. Polska zapowiedziała wówczas również działania zmierzające do wzmocnienia obrony przeciwdronowej, realizowane we współpracy z sojusznikami z NATO.
Zaledwie kilka dni po Polsce z analogiczną prośbą wystąpiła Estonia - powodem były zmasowane, rosyjskie prowokacje powietrzne nad Morzem Bałtyckim oraz powtarzające się naruszenia estońskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony i samoloty wojskowe. Rada Północnoatlantycka zebrała się wówczas w celu omówienia szczegółowych działań obronnych.
Choć przestrzeń powietrzna Litwy i Łotwy również była niejednokrotnie naruszana w czasie rosyjskich ataków, oba kraje nie złożyły osobnych wniosków o art. 4. Zamiast tego, wraz z Estonią, w pierwszej połowie 2026 roku prezydenci państw bałtyckich oficjalnie zażądali od NATO, aby dotychczasowa misja nadzoru przestrzeni powietrznej (Baltic Air Policing) została przekształcona w stałą, aktywną misję obrony powietrznej zdolną do natychmiastowego niszczenia celów. W odpowiedzi na incydenty w regionie bałtyckim, NATO uruchomiło rozszerzone działania odstraszania pod kryptonimem Eastern Sentry, zwiększając m.in. liczbę systemów przeciwlotniczych na terytorium Litwy i Łotwy.
W maju oraz w ostatnich dniach lipca przestrzeń powietrzna Rumunii była także wielokrotnie naruszana przez rosyjskie drony (jeden z nich w maju uderzył w blok mieszkalny w Gałaczu). W reakcji na te zdarzenia minister spraw zagranicznych, Oana Țoiu oraz wojskowi wskazywali publicznie, że Rumunia ma pełne podstawy i rozważa formalne uruchomienie artykułu 4 NATO, ponieważ incydenty te bezpośrednio zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Władze w Bukareszcie zdecydowały się jednak w pierwszej kolejności na inne mechanizmy sojusznicze – oficjalnie zażądały od NATO przyspieszenia transferu systemów antydronowych oraz zwiększenia obecności misji Air Policing.
Po ostatnim incydencie Polska na bieżąco komunikuje się z NATO, zarówno ze strukturami politycznymi, jak i wojskowymi czyli SHAPE.
"NATO pozostaje w ścisłym kontakcie z polskimi władzami w sprawie naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej" – potwierdził rzecznik Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił NATO w Europie, płk Martin O’Donnell i zapowiedział pomoc ze strony Paktu.
W odpowiedzi na incydent Polska i NATO uruchomiły systemy obrony powietrznej oraz lądowej. Działania miały umożliwić rozpoznanie zagrożenia, śledzenie wykrytych obiektów i zabezpieczenie polskiej przestrzeni powietrznej.
Kontakt prowadzony był także na najwyższym szczeblu wojskowym. Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, generał Wiesław Kukuła rozmawiał o tym, co się stało z naczelnym dowódcą sił sojuszniczych NATO w Europie, generałem Alexusem G. Grynkewichem. Na razie jednak Polska nie uznała potrzeby aktywowania art. 4.