Świat obchodzi 40. rocznicę katastrofy w Czarnobylu. Jest to rocznica, którą Ukraina obchodzi w warunkach wojennych. Wybitny francuski ekspert rozmawiał z Euronews o zagrożeniach związanych z ukraińskimi elektrowniami jądrowymi i perspektywach energetyki jądrowej w napadniętym kraju.
Euronews rozmawiało z Bernardem Laponche, fizykiem jądrowym i doradcą ministra środowiska Dominique'a Voyaneta pod koniec lat 90. i na początku XXI wieku, który stał się jednym z najbardziej aktywnych przeciwników "pokojowego atomu" we Francji.
W pierwszych dniach inwazji wojska rosyjskie przejęły kontrolę nad elektrownią jądrową w Czarnobylu i pojmały kilkuset jej pracowników. Po ponad miesięcznym pobycie w elektrowni rosyjscy wojskowi opuścili ją, gdy dowództwo zdecydowało się przenieść wojska do Donbasu. Według szefa Ukraińskiej Agencji Zarządzania Strefą Wykluczenia, infrastruktura transportowa została zniszczona podczas okupacji, sprzęt i izotopy radioaktywne zostały zrabowane, a strefa wykluczenia miała podwyższone tło promieniowania, na które narażeni byli sami rosyjscy żołnierze.
Euronews : Elektrownia atomowa w Czarnobylu nie miała strategicznego znaczenia dla rosyjskiej armii, dlaczego konieczne było jej zajęcie?
Bernard Laponche : Ponieważ najechali Ukrainę. Niedawno ryzyko wzrosło, ponieważ rosyjski dron spenetrował izolację i w związku z tym mogła zostać uwolniona niewielka ilość radioaktywności, ale oczywiście nie jest to porównywalne z tym, co wydarzyło się w 1986 roku.
Euronews: Mówisz o ataku rosyjskiego drona z 14 lutego 2025 r., kiedy to w nowej metalowej powłoce ochronnej pokrywającej stary sarkofag, który z kolei zakrywał uszkodzony reaktor nr 4, powstała sześciometrowa dziura. Greenpeace ostrzegł niedawno przed możliwością niekontrolowanego zawalenia się reaktora pomimo napraw i ryzykiem uwolnienia niebezpiecznych ilości materiału radioaktywnego do atmosfery. Uderzenie w elektrownię atomową w Czarnobylu nastąpiło na dzień przed Monachijską Konferencją Bezpieczeństwa, na której wiceprezydent USA miał spotkać się z prezydentem Ukrainy. Wraz z rozpoczęciem przez Rosję inwazji na Ukrainę, elektrownie jądrowe stały się środkiem nacisku politycznego?
"Obiekty nuklearne stają się potencjalnymi celami"
Bernard Laponche : Prawdopodobnie, ale jest tak wiele sposobów wywierania presji! Jak dotąd nie było większej wojny w kraju, który produkuje energię głównie w elektrowniach jądrowych. Ale to generalnie prawda. Zwłaszcza teraz, gdy drony są wykorzystywane w wojnach, obiekty jądrowe - nie tylko elektrownie, ale także zakłady produkcji paliwa lub zakłady utylizacji, takie jak zakład w Hadze - stają się potencjalnymi celami. Po prostu nie było wcześniej porównywalnych sytuacji.
Euronews: Dlaczego agresor miałby podejmować takie ryzyko, znając konsekwencje awarii w Czarnobylu i Fukushimie? Jak społeczność międzynarodowa może temu zapobiec?
Bernard Laponche: Musimy zrezygnować z energii jądrowej, ponieważ wszystkie te obiekty są niebezpieczne przede wszystkim same w sobie! Wypadki nuklearne mogą się zdarzyć niezależnie od interwencji wojskowej. Wypadek w Czarnobylu nie był spowodowany przyczynami wojskowymi, podobnie jak wypadek w Fukushimie. Wypadek w elektrowni jądrowej Three Mile Island również nie był spowodowany działaniami wojskowymi. Tak więc z samej swojej natury obiekty te, czy to elektrownie, czy zakłady paliwowe, są niebezpieczne. Dlatego też, ze względu na bezpieczeństwo jądrowe i ryzyko, korzystanie z energii jądrowej powinno zostać wstrzymane w przypadku konfliktu.
Euronews: Obecnie 31 krajów produkuje energię przy użyciu "pokojowego atomu". Ukraina zajmuje 10. miejsce na tej liście, Rosja - ósme. Czy uważa Pan, że to wezwanie jest realistyczne?
Bernard Laponche: Czy wiesz, że udział energii jądrowej w światowej produkcji energii elektrycznej osiągnął szczyt w 1986 roku? W tamtym czasie wynosił on 18 procent, a dziś jest to 8 procent! To bardzo mało, jeśli chodzi o całkowitą produkcję energii elektrycznej. Ale to bardzo dużo, jeśli chodzi o ryzyko. Gdybyśmy więc zamknęli wszystkie elektrownie jądrowe na świecie, zmniejszylibyśmy produkcję energii elektrycznej o 8%, ale wyeliminowalibyśmy znaczące ryzyko.
Euronews : Jak wygląda sytuacja z odpadami jądrowymi w Ukrainie?
Bernard Laponche: Odpady jądrowe to zużyte paliwo z reaktorów. Jest ono przechowywane w basenach, zbiornikach, które znajdują się w pobliżu reaktora. Tak jest na przykład w Zaporożu. Napromieniowane paliwo jest bardzo gorące i radioaktywne, więc musi być chłodzone. Zaporoże ma problem ze stałą dostępnością wody do chłodzenia reaktorów, a także zbiorników wypalonego paliwa. I wiemy, skąd wziął się ten problem w Ukrainie: ponieważ Rosja zniszczyła tamę. Napromieniowane paliwo w Zaporożu jest również przechowywane w suchym magazynie obok. Istnienie dużych ilości wypalonego paliwa jest bardzo niebezpieczne, nawet jeśli wszystkie reaktory są wyłączone. W przypadku bombardowania lub ataku dronów mogłoby to doprowadzić do ogromnego uwolnienia radioaktywności.
Euronews: Odkąd elektrownia jądrowa w Zaporożu została zajęta przez Rosję na początku marca 2022 r., oprócz bombardowań od czasu do czasu, we wrześniu 2025 r. zewnętrzna linia energetyczna została wyłączona z eksploatacji, a elektrownia działała tylko na generatorach diesla. Czy zatem sytuacja w zakresie bezpieczeństwa elektrowni jądrowych zależy od dobrej woli walczących stron?
Bernard Laponche: Nie ma pewności, że tak się nie stanie. Spójrzmy na to, co stało się z sarkofagiem w Czarnobylu. Oto dziura stworzona przez uderzenie drona. Kto wysłał tego drona? Czy było to zamierzone, czy przypadkowe? Nie wiemy. I tak samo może być w Zaporożu: bomby lub drony wpadną do basenów lub magazynów wypalonego paliwa, walczące strony przerzucą winę na siebie nawzajem, a rezultatem będzie uwolnienie radioaktywności. Obecność napromieniowanego paliwa w basenach lub suchych dokach sprawia, że każda lokalizacja jest obszarem znacznego ryzyka. Strona atakująca wydaje się nie zdawać sobie sprawy z tego, jak duże ryzyko to stwarza. Sprawia to wrażenie, że rosyjska armia ostatecznie nie jest w stanie poradzić sobie z sytuacją.
"Energia jądrowa zwalnia się z przestrzegania międzynarodowych zobowiązań"
Euronews: Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji Kijów powiedział, że całkowicie rezygnuje z rosyjskiego paliwa jądrowego. Jak wygląda sytuacja obecnie?
Bernard Laponche: Według moich informacji, Ukraina używa amerykańskiego paliwa Westinghouse. Westinghouse zmienił właściciela, ale nadal produkuje paliwo w Stanach Zjednoczonych. Ukraina rzeczywiście odmówiła i przestała dostarczać rosyjskie paliwo. Ale co ciekawe, kraj ten przetrwał Czarnobyl, ale aktywnie wspiera energię jądrową. Mają kilka elektrowni jądrowych. Można odnieść wrażenie, że mają duże zaufanie do energii jądrowej.
Euronews : Jak wygląda sytuacja w innych krajach Europy?
Bernard Laponche: Jeśli weźmiemy przykład Francji, Kazachstan jest obecnie największym producentem naturalnego uranu na świecie. Część wzbogaconego uranu jest produkowana przez Rosję. Tak więc Francja wykorzystuje paliwo, w którym naturalny uran pochodzi z Kazachstanu, ale część wzbogacania jest wykonywana w Rosji przez Rosatom. Tak więc w dziedzinie energii jądrowej nawet dziś istnieją międzynarodowe powiązania z Rosją.
Euronews : Mimo, że jest to kraj-agresor i prawie wszyscy to uznali?
Bernard Laponche: Tak, tak, energia jądrowa wykracza poza przyjęte prawa.Kontynuujemy handel z Rosją pomimo wojny. Energia jądrowa zwalnia się z międzynarodowych zobowiązań.
Euronews : Dlaczego tak się dzieje?
Bernard Laponche: To bardzo dziwne, ale dla niektórych ludzi - zwłaszcza dla Francji - energia jądrowa jest takim priorytetem, że kraj ten zezwala na stosunki z Rosją. Oznacza to, że robi się wszystko, aby odciąć dostawy rosyjskiego gazu i ropy, ale w dziedzinie energii jądrowej jest to dozwolone.
Euronews: A co położyłoby temu kres?
Bernard Laponche: Wystarczyłaby decyzja, ale nikt jej nie podejmuje. Francja jest krajem o największej liczbie reaktorów w stosunku do liczby ludności. Jest bardzo zależna od paliwa. Uran jest obecnie całkowicie importowany - albo sam uran, albo uran wzbogacony. Francja jest więc całkowicie uzależniona od importu.
"Ludzkość będzie musiała zrezygnować z energii jądrowej".
Euronews : Często przytaczasz Niemcy jako przykład kraju, który (w przeciwieństwie do Francji) zdecydowanie opowiada się za przejściem na energię odnawialną. Jednak niedawny sondaż wykazał, że 53% Niemców jest przeciwnych zamknięciu pozostałych trzech elektrowni jądrowych, a 32% uważa, że stopniowe wycofywanie się z energii jądrowej jest błędem.
Bernard Laponche: Kanclerz Friedrich Merz powiedział, że jest to niepożądane. Z drugiej strony, niemieckie firmy energetyczne są przeciwne powrotowi do energii jądrowej. Myślę więc, że nie będzie powrotu do energii jądrowej w Niemczech.
Euronews: Ale wojna na Bliskim Wschodzie i blokada cieśniny Ormuz nie dają nowych argumentów zwolennikom energii jądrowej?
Bernard Laponche: Nie, na poziomie globalnym energia odnawialna jest rozwijana w dziedzinie wytwarzania energii elektrycznej, zwłaszcza w Chinach. Udział energii słonecznej i wiatrowej znacznie wzrósł. A jeśli te obiekty energetyczne są narażone na ataki wojskowe, to wcale nie jest to ryzyko. Ten rodzaj energii jest obecnie wykorzystywany znacznie częściej niż energia jądrowa, zaczyna przewyższać nawet wytwarzanie energii z paliw kopalnych.
Euronews: Więc ludzkość będzie w stanie porzucić energię jądrową prędzej czy później?
Bernard Laponche: Nie chodzi o to, że ludzkość będzie w stanie, ale że będzie musiała. Ponieważ energia jądrowa to nie tylko ryzyko. Produkcja energii elektrycznej w reakcji jądrowej staje się coraz droższa. W rzeczywistości uruchamia się bardzo niewiele dodatkowych mocy. W Europie Zachodniej budowane są tylko dwa reaktory, a co roku słyszymy, że terminy są przesuwane i że proces ten staje się coraz droższy. Stopniowo będzie więc coraz mniej energii jądrowej. Możliwe, że do 2050 r. praktycznie nie będzie już energii jądrowej.