Loader
Śledź nas
Reklama

Kallas pod ostrzałem. Państwa UE zablokowały jej inicjatywę

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Kaja Kallas.
Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Kaja Kallas. Prawo autorskie  AP Photo/Ezra Acayan
Prawo autorskie AP Photo/Ezra Acayan
Przez Luca Bertuzzi
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Kaja Kallas miała mobilizować Europę do szybszego wzmacniania obronności. Zamiast tego jej najnowsza inicjatywa rozbiła się o sprzeciw państw członkowskich. Wpadka przychodzi w wyjątkowo złym momencie - gdy rośnie presja na reformę unijnej dyplomacji.

Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas poniosła kolejną polityczną porażkę. Państwa członkowskie storpedowały jej najnowszą inicjatywę powołania grupy ekspertów ds. europejskiej obronności - i to w momencie, gdy kierowana przez nią Europejska Służba Działań Zewnętrznych (ESDZ) znajduje się pod coraz większą presją, by przejść reformę.

REKLAMA
REKLAMA

W niedzielę ESDZ w ostatniej chwili odwołała inaugurację nowej grupy wysokiego szczebla. Jej zadaniem miało być przygotowanie raportu wskazującego, w jaki sposób Unia Europejska może wzmocnić swoje zdolności obronne, między innymi poprzez zidentyfikowanie najważniejszych strategicznych luk inwestycyjnych.

Kallas, wysoka przedstawicielka UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, zapowiedziała tę inicjatywę zaledwie kilka dni wcześniej. Jak wyjaśniała, jej celem było „zgromadzenie najtęższych umysłów zajmujących się bezpieczeństwem i obroną, aby zaproponowali naprawdę nieszablonowe rozwiązania”.

„Zdecydowaliśmy, że nie będziemy kontynuować tej inicjatywy” - powiedział w rozmowie z Euronews anonimowy przedstawiciel UE. „Niektóre państwa członkowskie uznały, że na obecnym etapie nie jest to właściwa droga”.

Cała sytuacja pokazuje, że Kallas momentami próbuje forsować swoje pomysły bez zapewnienia sobie niezbędnego poparcia politycznego. Tymczasem właśnie wsparcie państw członkowskich - szczególnie tych mniejszych - pozostaje jej największym atutem, jeśli chce utrzymać znaczenie i pozycję ESDZ.

Dyplomatyczna wpadka

Najbardziej zdecydowanie przeciwko inicjatywie wystąpiły Włochy. Rzym powiedział stanowcze „nie”, gdy okazało się, że w skład grupy ma wejść osoba postrzegana jako główna polityczna przeciwniczka włoskiego ministra obrony Guido Crosetty.

Jak informowała włoska agencja ANSA, chodziło o Robertę Pinotti, byłą minister obrony w centrolewicowych rządach Matteo Renziego i Paola Gentiloniego. Obaj politycy reprezentowali obóz przeciwny wobec obecnego rządu w Rzymie.

Sprzeciw wobec powołania grupy ekspertów zgłosiła również Francja oraz kilka innych państw. Krytycy podkreślali, że pomysł nie został wcześniej omówiony na szczeblu ministerialnym i dla większości europejskich rządów był całkowitym zaskoczeniem.

Presja okazała się na tyle silna, że ESDZ musiała wycofać się z całego przedsięwzięcia.

Z perspektywy unijnej służby dyplomatycznej ekspercki i doradczy charakter grupy oznaczał, że nie muszą w niej być reprezentowane wszystkie państwa członkowskie. Naturalnymi kandydatami mieli być przede wszystkim byli politycy i wojskowi.

Projekt mimo to spotkał się ze sprzeciwem z kilku stron. Państwa, które otrzymały miejsce przy stole, kwestionowały niektóre nazwiska. Z kolei kraje pominięte w inicjatywie były oburzone, że w ogóle nie zostały do niej zaproszone.

Trzech unijnych urzędników, którzy ze względu na delikatny charakter sprawy prosili o anonimowość, określiło całą inicjatywę odpowiednio jako „przykład złego zarządzania”, „niefortunną” oraz „kompletną wpadkę”. Te komentarze dobrze pokazują skalę frustracji wywołanej sposobem, w jaki cała sprawa została przeprowadzona.

Poczucie pilności

Z perspektywy unijnej służby dyplomatycznej Europa musi szybciej wzmacniać swoje zdolności obronne. W przeciwnym razie ryzykuje, że zostanie zaskoczona przez rozwój wydarzeń. Tymczasem część państw członkowskich - zamiast przedstawiać nowe propozycje - wciąż zwleka z działaniem.

Celem inicjatywy było właśnie zbudowanie poczucia pilności, przyspieszenie prac nad wypełnieniem luk w europejskich zdolnościach obronnych oraz wytyczenie jasnego kierunku przed Monachijską Konferencją Bezpieczeństwa w lutym. Pod koniec roku administracja USA ma bowiem przeprowadzić przegląd rozmieszczenia amerykańskich wojsk.

„Wszyscy zgadzają się, że sprawa jest pilna, ale cała choreografia była po prostu trochę niefortunna” - przyznał jeden z unijnych dyplomatów.

Jednocześnie ESDZ od dawna spotyka się z krytyką za niewystarczającą skuteczność. Stoi to w pewnej sprzeczności z przekonaniem, że europejskie stolice powinny być nieustannie konsultowane, nawet w sprawie powołania ekspertów do ciała o charakterze wyłącznie doradczym.

„Jako była premier nie docenia, jak bardzo państwa członkowskie chcą być konsultowane w sprawach polityki zagranicznej” - powiedział drugi dyplomata. Jego zdaniem cała historia pokazuje również, jak bardzo niektóre kraje są wrażliwe na kwestie proceduralne.

Paradoks polega na tym, że brak konsultacji z politycznym zapleczem Kallas ujawnił się właśnie w chwili, gdy jej pozycja jest coraz mocniej kwestionowana zarówno w Brukseli, jak i w najważniejszych europejskich stolicach.

Presja na reformę

Szefowa unijnej dyplomacji wielokrotnie ścierała się z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen o to, kto faktycznie nadaje kierunek polityce zagranicznej Wspólnoty.

Von der Leyen konsekwentnie promuje koncepcję „geopolitycznej Komisji” i coraz śmielej zaznacza swoją rolę w sprawach międzynarodowych. Jednym z głównych punktów zapalnych w relacjach między obiema polityczkami stała się polityka wobec Izraela.

Osobisty i instytucjonalny spór coraz częściej splata się z powtarzającymi się apelami o reformę unijnej polityki zagranicznej. Najnowsza francusko-niemiecka propozycja zakłada podporządkowanie ESDZ Komisji Europejskiej, choć jednocześnie przewiduje rozszerzenie zakresu jej kompetencji.

Po nieformalnym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych UE w Irlandii w ubiegłym tygodniu Kallas otwarcie sprzeciwiła się tej koncepcji. Przekonywała, że obecny model instytucjonalny cieszy się szerokim poparciem, choć wszyscy zgadzają się, że można poprawić sposób jego funkcjonowania.

„Wiele państw członkowskich zwracało uwagę na problem, że jeśli wszystko przeniesiemy do Komisji, to zwłaszcza mniejsze państwa członkowskie stracą kontrolę nad polityką zagraniczną” - mówiła Kallas.

„Państwa członkowskie jasno dały do zrozumienia, że nie chcą oddawać steru polityki zagranicznej”.

Sceptycyzm małych państw

Uproszczenie unijnych działań zewnętrznych i ich pełna centralizacja w Komisji Europejskiej mogłyby oznaczać, że realny wpływ na decyzje podejmowane w Brukseli zachowają przede wszystkim największe państwa.

Stanowisko Kallas zostało zaprojektowane właśnie z myślą o zachowaniu tej dwutorowości. Jest ona jednocześnie wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej i wysoką przedstawicielką UE, realizującą polityczne wytyczne państw członkowskich. W teorii taki model daje każdemu krajowi miejsce przy stole.

To właśnie mniejsze państwa członkowskie są dziś jednymi z najważniejszych obrońców pozycji instytucjonalnej Kallas i sprzeciwiają się całkowitemu wchłonięciu ESDZ przez potężną Komisję. Jej najnowsza wpadka zdołała jednak rozgniewać właśnie tę grupę.

„Państwa członkowskie chcą postrzegać ESDZ jako służbę działającą dla nich, a nie jako instytucję z własną agendą, która podejmuje inicjatywy wcześniej z nimi nieomówione” - powiedział Euronews trzeci dyplomata z jednego z małych państw członkowskich, sceptyczny wobec reformy i proszący o zachowanie anonimowości.

Nie był to zresztą pierwszy przypadek, w którym Kallas sprawiała wrażenie, że próbuje iść naprzód bez wystarczającego politycznego wsparcia ze strony europejskich stolic. W ubiegłym roku zaproponowała pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy o wartości 40 miliardów euro, który ostatecznie został odrzucony przez przywódców UE.

Pasmo incydentów

Kallas nie jest też obca seria dyplomatycznych kontrowersji. W maju stwierdziła, że Stany Zjednoczone ewakuowały swoją ambasadę w Kijowie w związku z ostrzeżeniami przed zbliżającym się rosyjskim atakiem. Informacja ta została później zakwestionowana przez Waszyngton.

W tym samym miesiącu wywołała kolejną falę krytyki, gdy w jej wypowiedziach część komentatorów dopatrzyła się porównania Chin do choroby.

W czerwcu izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Sa’ar zerwał z nią wszelkie kontakty po doniesieniach medialnych, według których Kallas miała prywatnie porównać Izrael do Republiki Południowej Afryki z czasów apartheidu. Decyzja izraelskiego ministra spotkała się z mieszanymi reakcjami europejskich przywódców.

Wysoka przedstawicielka wzbudzała również kontrowersje swoją nieustępliwością w kwestii wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów na rzecz Ukrainy, a także napiętymi relacjami z administracją USA.

Tymczasem największe państwa członkowskie oraz coraz bardziej scentralizowana Komisja Europejska coraz wyraźniej podważają obecny układ instytucjonalny. Każde kolejne potknięcie, które mogłoby zrazić do Kallas państwa członkowskie, może mieć poważne konsekwencje - zarówno dla niej samej, jak i dla kierowanej przez nią instytucji.

„Panuje ogólne niezadowolenie z tego, jak wiceprzewodnicząca Kallas podchodzi do takich spraw” - stwierdził czwarty unijny dyplomata.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Ataki na Kallas odsłaniają trudne prawdy o polityce zagranicznej UE

Kallas pod ostrzałem. Państwa UE zablokowały jej inicjatywę

Norwegia żegna króla Haralda V. „Był dziadkiem całego narodu”