Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Film tygodnia Euronews Culture: "Fenicki układ", czyli intryga Wesa Andersona

Schemat fenicki
Schemat fenicki Prawo autorskie  Universal Pictures
Prawo autorskie Universal Pictures
Przez David Mouriquand
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

Pomimo znakomitych wysiłków Mii Threaplton, "Fenicki układ" nie robi wrażenia i kończy się frustrująco płytkim spektaklem.

Po trzech dekadach zachwycania widzów ozdobnymi dziwactwami i wysoce wystylizowaną estetyką, czy Wes Anderson po prostu powtarza te same stare sztuczki?

REKLAMA
REKLAMA

Co gorsza, czy zapomniał, że wciągające budowanie świata staje się tworzeniem pustych skorup bez cennych emocjonalnych korzyści?

Po "Asteroid City" z 2023 roku i sądząc po tegorocznej propozycji reżysera, jest to frustrujące "tak" pod oboma względami.

"Fenicki układ"
"Fenicki układ" Universal Pictures

Rozgrywający się w 1950 roku "Układ fenicki" rozpoczyna się z hukiem. Dosłownie.

Skorumpowany potentat Anatole "Zsa-zsa" Korda (Benicio Del Toro), jeden z najbogatszych ludzi w Europie, próbuje przetrwać ostatnią próbę zabójstwa i uciec z szóstej katastrofy lotniczej.

To niesamowicie obiecujący sposób na rozpoczęcie: eksplozje, krew, niespodziewane wyrzucenie bezużytecznego pilota... Świetna zabawa.

Po pogodzeniu się z faktem, że jego wrogowie mogą wkrótce zadziałać skutecznie, przemysłowiec odwiedza swoją wyobcowaną córkę Liesl (Mia Threapleton) i mówi jej, że ma być jego jedyną spadkobierczynią. Pomimo jego pozostałych dziewięciu synów.

Po powierzeniu swojego imperium Liesl, która szkoli się na zakonnicę i której pobożne zastrzeżenia co do mniej niż etycznych praktyk ojca sięgają głęboko, Korda werbuje ją do pomocy w jego najnowszym przedsięwzięciu biznesowym. Biorąc pod uwagę, że rząd planuje sabotować jego najbardziej zuchwały projekt w fikcyjnym kraju Fenicji - którego szczegóły starannie ukrył w pudełkach po butach - planuje wycieczkę, aby odwiedzić inwestorów i darczyńców, żeby odebrać obiecane zaliczki na projekt.

Wraz z nim na przejażdżkę wyrusza Bjorn (w tej roli Michael Cera, który jakby urodził się po to, aby być idealnym dodatkiem do uniwersum Andersona), norweski nauczyciel specjalizujący się w świecie owadów, który może nie być tak uczony, jak się wydaje... Trio wyrusza w szybką podróż, w której pojawiają się uwielbiani dandysi Leland (Tom Hanks) i Reagan (Bryan Cranston), noszący fez właściciel klubu nocnego o imieniu Marseilles Bob (Matthieu Amalric), amerykański marynarz Marty (Jeffrey Wright) i kuzynka Hilda (Scarlett Johansson) oraz boss - nikczemny wujek Nubar (brodaty i krzaczasty Benedict Cumberbatch).

"Fenicki układ"
"Fenicki układ" Universal Pictures

Wszystko to brzmi dobrze na papierze, ale pomimo obiecującego początku przed napisami końcowymi i przyjemnego tempa, które pozwala myśleć, że tragiczne "Asteroid City" było drobną wpadką, a "Fenicki układ" może być powrotem do formy Andersona, ten najnowszy lot fantazji kończy się frustrująco płytko.

Błyskawiczne i hiper-artykułowane dialogi wypadają płasko; gwiazdorska obsada jest zmarnowana; natarczywy gag o oferowaniu każdemu inwestorowi pamiątkowego granatu ręcznego staje się dziwacznie męczący; i w przeciwieństwie do poprzednich propozycji "Podwodne życie ze Stevem Zissou", "Grand Budapest Hotel" czy "Fantastyczny Pan Lis", nic nie zostaje z nami na poziomie emocjonalnym.

Choć Benicio Del Toro z radością wciela się w postać nonszalanckiego kapitalisty, któremu w głowie odkupienie, to nie dostaje on zbyt wiele, jeśli chodzi o ewolucję postaci - zwłaszcza w porównaniu z podobnymi archetypami Andersona granymi wcześniej przez Billa Murraya, Ralpha Fiennesa i George'a Clooneya w trzech wyżej wymienionych (i znacznie lepszych) przygodach. Te filmy miały serce i emocjonalne wypłaty dla widza, które pasowały do rozkosznie niecodziennych i słodkich wybryków. Tutaj dostajemy tylko słodycz.

Nie, żeby fanom Wesa czegoś brakowało. Nadal będą się świetnie bawić, podziwiając kunszt scenografa Adama Stockhausena, z nienagannie wypielęgnowaną scenografią i przywiązaniem Andersona do symetrii. Ale nawet zabawne pojawienie się Billa Murraya wcielającego się w Boga podczas jednego z segmentów życia pozagrobowego w stylu Bergmana lub nowicjuszka Mia Threaplton kradnąca każdą scenę, w której się pojawia, z jej trafnymi i beznamiętnymi wypowiedziami ("Mówią, że zamordowałeś moją matkę. Czuję potrzebę, aby się do tego odnieść") nie mogą uratować "Fenickiego układu".

"Fenicki układ"
"Fenicki układ" Universal Pictures

Podobnie jak w przypadku ostatnich dzieł Andersona (z wyjątkiem niechlujnego, ale niesłusznie złośliwego "Kuriera Francuskiego z Liberty, Kansas Evening Sun", jego najnowszemu kaprysowi brakuje emocjonalnego rdzenia, który powinien uzupełniać stylową oprawę wizualną.

Reżyser może odhaczyć swoje cenne znaki rozpoznawcze - precyzyjne kadrowanie, nieskazitelne szczegóły, zaniedbujący rodzice szukający swojej wypaczonej wersji rozgrzeszenia. Ale brakuje mu duszy, aż do parodii.

Ta szybsza i bardzo liniowa historia sprawia wrażenie, że Anderson i jego stały współtwórca Roman Coppola chcą po prostu bawić się bardziej niż ich publiczność. Być może Anderson sam stał się gatunkiem, ale biorąc pod uwagę, że "Fenicki układ" dołącza do "Asteroid City" jako jeden z jego najmniej satysfakcjonujących filmów do tej pory, mistrz skrupulatnie wykonanej konfekcji, powinien dobrze sobie przypomnieć: poświęcenie ludzkiej głębi na rzecz dziwactwa dla samego dziwactwa sprawi, że widzowie będą tęsknić za jego starszymi i znacznie mniej pustymi obrazami.

Nawet apologeci "Kuriera Francuskiego z Liberty, Kansas Evening Sun".

"Fenicki układ" miał światową premierę 18 maja, do polskich kin wchodzi 6 czerwca.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

Czy nowy film "Superman" opowiada o Strefie Gazy?

Bicz Indiany Jonesa należący do księżnej Diany sprzedany na aukcji

Film tygodnia Euronews Culture: „Drama” – idealny, najmroczniejszy film na randkę 2026