Prokremlowski serbski nacjonalista Milorad Dodik, ukarany sześcioletnim zakazem pełnienia funkcji publicznych za lekceważenie decyzji międzynarodowego wysłannika i Trybunału Konstytucyjnego Bośni, ogłosił w niedzielę, że jego partia zdobędzie „zdecydowaną większość”.
Były prezydent Republiki Serbskiej w Bośni, Milorad Dodik, ogłosił, że jego partia utrzymała władzę w tej jednostce oraz miejsce w wspólnym prezydium kraju, choć wstępne wyniki pokazują spadek frekwencji w wyborach powszechnych.
Dodik jako pierwszy zaczął ogłaszać wyniki wśród zawrotnej liczby stanowisk obsadzanych w tych wyborach. To element skomplikowanego systemu, który od porozumienia pokojowego z 1995 roku utrzymuje w całości podzielone państwo na Bałkanach.
Najważniejszy wyścig dotyczył trzyosobowego prezydium, w którym zasiadają przedstawiciele Bośniaków, Serbów i Chorwatów. Serbscy nacjonaliści Dodika szli do wyborów z hasłami większej autonomii i z secesjonistyczną retoryką.
„Gdyby nie wspaniałe zwycięstwo prezydenta USA Donalda Trumpa, dziś prawdopodobnie bylibyśmy politycznymi trupami” – mówił do zwolenników w Banja Luce, w przemówieniu, w którym podziękował też swojemu bliskiemu sojusznikowi, prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi.
„Teraz jednak, dzięki nowej sytuacji, jesteśmy politycznymi zwycięzcami” – dodał.
67-latek nie znalazł się na listach wyborczych, bo został skazany za przekroczenie uprawnień i na sześć lat ukarany zakazem zasiadania w prezydium.
Pozostaje jednak kluczową postacią w Republice Serbskiej w Bośni.
Według komisji wyborczej, po przeliczeniu 95 proc. kart, jego kandydatka, Zeljka Cvijanović, wyraźnie zmierzała do utrzymania swojego miejsca w prezydium.
Tymczasem urzędujący członek prezydium z ramienia Bośniaków, Denis Becirovic, także ogłosił zwycięstwo, gdy wyniki pokazały, że z niewielką przewagą prowadzi w walce o swój mandat.
„Bośnia i Hercegowina, wolna, antyfaszystowska i obywatelska, żyje” – mówił Becirovic z Socjaldemokratycznej Partii (SDP) do zwolenników w Sarajewie.
Kandydatka bośniackich Chorwatów-nacjonalistów, Darijana Filipovic, również ogłosiła zwycięstwo w walce o chorwackie miejsce w prezydium.
Partia Dodika miała według prognoz zdecydowanie utrzymać władzę w parlamencie serbskiej jednostki oraz stanowisko jej prezydenta.
Wynegocjowane przez USA „porozumienie z Dayton” zakończyło konflikt z lat 1992–1995, ale utrwaliło podziały, które często paraliżują proces decyzyjny.
Podzieliło Bośnię na dwie części o szerokiej autonomii: Republika Serbska, rządzoną przez Serbów, oraz federację Bośniaków i Chorwatów, połączone słabym rządem centralnym.
Frekwencja spadła w niedzielę do ok. 42%, czyli o blisko 10 punktów procentowych w porównaniu z poprzednimi wyborami w 2022 roku – wynika z oficjalnych danych.
W federacji Bośniaków i Chorwatów Becirovic opowiada się za kursem prowadzącym do członkostwa w Unii Europejskiej i NATO.
Jeśli jednak partia Dodika wróci do prezydium, niemal na pewno oznacza to utrzymanie politycznego klinczu, który od lat blokuje konieczne reformy.
Po dwóch dekadach u władzy Dodik i jego partia wielokrotnie wchodzili w ostre konflikty z władzami centralnymi kraju i głośno sprzeciwiają się wejściu do Unii Europejskiej.
Na reformę ordynacji naciskają też chorwackie partie nacjonalistyczne. Domagają się większego wpływu na wybór chorwackiego członka prezydium w jednostce, którą dzielą z liczniejszymi Bośniakami.