Na Węgrzech jak co roku odżył spór o fajerwerki. Politycy ostro dyskutują czy pokaz pirotechniczny w czasie święta 20 sierpnia to narodowa tradycja, męczenie zwierząt, czy też zwykłe wywalanie pieniędzy w błoto...
Tegoroczne obchody święta państwowego 20 sierpnia wywołały spór, który wykracza daleko poza pytanie, czy nad Dunajem będzie pokaz fajerwerków. Polityczna i publiczna polemika ostatnich tygodni dotyczy jednocześnie wydawania pieniędzy publicznych, ochrony środowiska, narodowych tradycji, roli państwowej reprezentacji, a przede wszystkim ukarania grupy Lounge powiązanej z Gyulą Balásym.
Rząd zapowiedział, że w tym roku odbędzie się pokaz fajerwerków, ale kompletnie zmieni się jego organizacja. Dotychczasowy główny wykonawca wypadł z gry, a państwo zapowiada, że całe wydarzenie uda się zorganizować za ułamek dotychczasowych kosztów.
Ostentacja czy prawdziwa wielkość?
Pokaz fajerwerków 20 sierpnia stał się w ostatnich latach najbardziej dzielącym państwowym wydarzeniem na Węgrzech. Jego zwolennicy podkreślają, że to jeden z największych w Europie pokazów pirotechnicznych – jednocześnie atrakcja turystyczna, święto narodowe i zbiorowe przeżycie. Krytycy grzmią, że miliardy forintów puszczane dotychczas z dymem można by przeznaczyć na pożyteczniejsze cele, a sam pokaz poważnie obciąża środowisko.
Tegoroczna debata zaczęła się jednak z zupełnie innego punktu. Po wszczęciu postępowania karnego wobec powiązanej z Fideszem grupy Lounge, po zablokowaniu jej rachunków bankowych i rozpoczęciu egzekucji, Krajowa Agencja Organizacji Wydarzeń wypowiedziała wcześniej zawarte umowy ramowe. W praktyce oznaczało to, że na kilka tygodni przed świętem gigantyczny cykl wydarzeń trzeba było zorganizować niemal od zera.
Nowy przetarg na organizację
W ostatnich latach stało się niemal normą, że organizacją obchodów 20 sierpnia zajmowały się spółki z kręgu interesów Gyuli Balásyego.
Lounge Event odpowiadała nie tylko za część stricte pirotechniczną, lecz za przygotowanie całego programu: od budowy scen, przez wydarzenia kulturalne i kampanie marketingowe, aż po bezpieczeństwo i logistykę. Wcześniej brała udział w organizacji praktycznie we wszystkich większych państwowych imprez.
Tegoroczne umowy przewidywały dwie odrębne współprace Lounge Event z państwem. Jedna, na ok. 5 mld forintów, dotyczyła samego pokazu fajerwerków, druga – warta ok. 12,5 mld forintów – obejmowała realizację całego programu obchodów dnia św. Stefana.
Łącznie dawało to zlecenie o wartości 17,5 mld forintów. Połowę tej kwoty – 8,7 mld – państwo wypłaciło już w formie zaliczki, zanim umowy wypowiedziano.
Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nie była to wyłącznie decyzja polityczna, bo ze względu na sytuację finansową grupy Lounge stało pod znakiem zapytania, czy w ogóle zdoła wywiązać się ze swoich zobowiązań. Zablokowane rachunki bankowe oznaczały bowiem również zagrożenie dla płatności wobec podwykonawców, co przy tak dużym przedsięwzięciu zaczyna już podważać jego wykonalność. Dlatego państwo uruchomiło nadzwyczajne postępowanie przetargowe, by wybrać nowego wykonawcę.
Nie wiemy, jakie będzie, ale ma być taniej
Największe polityczne echo wywołało nie samo wypowiedzenie umów, lecz deklaracja nowego rządu, że to samo święto można zorganizować znacznie taniej. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych uznało poprzednią konstrukcję za „nieuzasadnienie kosztowną”, dlatego w nowym przetargu założono już wyraźnie ograniczony zakres techniczny.
Ekspresowo ogłoszony nowy przetarg na państwową serię wydarzeń jest już na etapie oceny ofert. Ponieważ firma wybrana przez Krajową Agencję Organizacji Wydarzeń w trybie negocjacyjnym bez ogłoszenia, z powodu braku czasu, była jedynym oferentem, wszystko wskazuje, że zlecenie otrzyma budapeszteńska spółka Hardrock Szolgáltató Kft.
Zgodnie z obecnymi szacunkami cały cykl wydarzeń ma kosztować mniej niż 4 mld forintów. To duża różnica, nawet jeśli program będzie skromniejszy, a z części elementów zrezygnuje się lub zostaną ograniczone.
W porównaniu z wcześniejszą konstrukcją wartą 17,5 mld oznacza to, że tegoroczne obchody powstaną z budżetem mniejszym o ok. 13–14 mld forintów. Rząd podkreśla jednocześnie, że oszczędności nie dotkną ani bezpieczeństwa, ani głównych punktów programu, ani samego pokazu fajerwerków.
Péter Magyar tłumaczył wcześniej, że pokaz fajerwerków i widowisko dronów zamówił i opłacił jeszcze poprzedni rząd, dlatego zdecydowano się je utrzymać. Zapowiedział jednak, że całe obchody odbędą się w skromniejszej formie niż dotychczas.
Według Gergelya Karácsonya to moment, by zamknąć pewną epokę
Najostrzej wypowiedział się prezydent Budapesztu. Zdaniem Gergelya Karácsonya właśnie teraz pojawiła się szansa, aby Węgry na dobre zerwały z tradycją fajerwerków.
Jak argumentował, pokaz pirotechniczny oznacza poważne zanieczyszczenie powietrza i hałas, szkodzi przyrodzie, a wydawane na niego pieniądze publiczne można by według niego znacznie lepiej spożytkować.
Prezydent miasta podkreślał też, że takie widowisko można dziś zastąpić nowoczesnymi technologiami – na przykład mappingiem świetlnym czy pokazem dronów.
Gergely Karácsony jednoznacznie poparł inicjatywę organizacji społecznej aHang, która proponuje, by pieniądze uwolnione dzięki rezygnacji z fajerwerków przeznaczyć na ochronę przed suszą.
Setki tysięcy przeciwko fajerwerkom
aHang uruchomiła na swojej stronie petycję, pod którą w zaledwie tydzień udało się zebrać niemal zakładany cel 300 tys. podpisów. Viktor Szalóki, dyrektor polityczny organizacji, odpowiedział na pytania Euronews w liście.
W świetle nowych wydarzeń: z jakimi kosztami pokazu fajerwerków liczy się aHang? I na co wystarczyłaby ta kwota?
„Jeśli w dniu święta założenia państwa mamy mieć jeszcze co świętować, to musimy naprawdę poważnie potraktować problem suszy i stan naszego środowiska. Kiedy część kraju ulega stepowieniu, jeziora wysychają, a przez kraj przetaczają się fale upałów, najważniejsze jest, by trafiła tam odpowiednia pomoc. Nawet jeśli przyjmiemy tylko koszt 4 mld forintów, widać, że w zeszłym roku rząd przeznaczył 4,7 mld forintów na walkę z suszą dla Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej (OVF). OVF wydał te pieniądze na „doprowadzenie do porządku” kanałów, potoków i rzek. Rząd szacuje rozwiązanie problemów z poziomem wody w jeziorze Velence na 150 mld forintów, ale niedawno pojawiły się ekspertyzy wskazujące znacznie tańsze i szybsze rozwiązanie. László Vazsonyi, ekspert firmy VulcanAgro Kft., mówił na przykład, że wystarczyłoby wybudować wodociąg na 15-kilometrowym odcinku między Dunajem a Pettend, skąd woda dzięki grawitacji dotarłaby do jeziora Velence. Koszt byłby tylko ułamkiem planowanych 150 mld.”
Czy minister środowiska László Gajdos w jakikolwiek sposób zareagował? I jak duża jest otwartość po stronie władz stolicy?
„Na razie nie doczekaliśmy się reakcji od László Gajdosa, ale patrząc na dotychczasową pracę ministra, bardzo liczymy na to, że także w tej sprawie resort okaże się otwarty.”
„Gergely Karácsony opublikował niedawno wpis na Facebooku, w którym przekonuje, że czas pożegnać się z fajerwerkami. Prezydent napisał tam: „Do tego w tym roku petycję, która postuluje przeznaczenie kosztów fajerwerków na walkę z suszą, podpisało już ponad 230 tys. osób. Suszy i niedoboru wody oczywiście nie da się rozwiązać w całości za te pieniądze, ale jest pewne, że każda publiczna złotówka trafi tam w dobre miejsce”.
Czy rezygnacja z fajerwerków byłaby bardziej krokiem praktycznym czy symbolicznym?
„Jest tu jedno i drugie. Zarówno petycja, jak i stanowisko aHang jest takie, że nasza kampania nie jest wymierzona w samo święto 20 sierpnia, tylko w drogi i szkodliwy dla środowiska pokaz fajerwerków. Założenie naszego państwa można – i trzeba – świętować godnie, ale do tego nie trzeba wystrzeliwać w niebo miliardów z pieniędzy publicznych!”
Czy wśród osób, które dotąd podpisały petycję, widać jakiś wyraźny wzorzec? To raczej mieszkańcy miast czy wsi? Starsi czy młodsi?
„Do petycji dołączają ludzie z bardzo różnych miejsc – i to chyba najlepiej pokazuje, że sprawa wykracza poza pytanie, że ‘w Budapeszcie strzelają fajerwerkami’. Chodzi raczej o sposób myślenia, który w dłuższej perspektywie zmieni podejście do tego tematu.
Sama petycja wystartowała pierwotnie w 2022 roku, gdy w samym środku kryzysu gospodarczego rząd Viktora Orbána ogłosił, że zorganizuje największy i najdroższy pokaz fajerwerków w historii. Już wtedy robiliśmy wszystko, by zwrócić uwagę, że pieniądze na fajerwerki trzeba wydać w inny sposób i w innych miejscach. Wówczas, dzięki temu, że przez tygodnie był to główny temat debaty publicznej, zadziałał czynnik katalizujący: w wielu mniejszych miastach mieszkańcy lokalnie uruchamiali petycje, by środki na fajerwerki przeznaczyć na wydatki socjalne w danej miejscowości. Udało się wtedy doprowadzić do tego, że w większości miast na prawach powiatu i w dużej części większych miast nie ma już pokazów fajerwerków, a pieniądze idą na inne cele. A jednocześnie – co ważne – święto założenia państwa można tam obchodzić godnie i z dumą.”
To coś więcej niż wieczorne widowisko
Tegoroczny spór w istocie nie dotyczy więc pirotechniki jako takiej. Chodzi znacznie bardziej o to, jaka ma być rola państwa w organizowaniu świąt narodowych, jak duże kwoty z pieniędzy publicznych można uznać za uzasadnione na reprezentację i na ile trzeba, albo przynajmniej warto, przemyśleć na nowo model państwowej organizacji imprez, który ukształtował się w ostatnich latach. Czy wielkość narodu mierzy się tym, że opakowuje swoje święta w grandilokwentne – chwilami cukierkowe – dekoracje, czy raczej tym, że odpowiedzialnie planuje przyszłość.
Nie brakuje też głosów przypominających, że na Węgrzech setki tysięcy osób żyją w takich warunkach, że nie stać ich choćby raz w roku na wyjazd na wakacje. Dla wielu z nich jedyną od dawna formą rozrywki jest wyjazd do stolicy i obejrzenie barwnego pokazu fajerwerków. I tu pojawia się pytanie retoryczne: czy nie byłoby lepiej, gdyby dzięki oszczędnościom i świadomym decyzjom w ciągu kilku lat powstał kraj, w którym każda rodzina, każde dziecko może choć na kilka dni pojechać przynajmniej nad Balaton? Czy wtedy również tak kurczowo trzymalibyśmy się półgodzinnego strzelania fajerwerkami?
Dopiero po tegorocznych obchodach okaże się, w jakim stopniu cięcia kosztów odbiły się na samym widowisku. Najciekawsze pytanie brzmi jednak, co Węgrzy poczują, patrząc na 20 sierpnia w „odchudzonej” wersji. Czy obwinią nowy rząd, czy może uznają, że najwyższy czas to odpuścić?