Rząd poinformował o 42 790 wnioskach złożonych online i zaapelował o ścisłą współpracę instytucji, by usprawnić procedurę. Początek procesu przyniósł jednak duże kolejki i problemy techniczne wynikające z ogromnego zainteresowania.
Łącznie 42 790 osób złożyło drogą telematyczną wnioski o rozpoczęcie nadzwyczajnej procedury legalizacji pobytu w Hiszpanii - od momentu jej uruchomienia w ubiegły czwartek do północy w niedzielę, jak wynika z danych przekazanych przez rząd.
Podsumowanie to zostało przedstawione w Las Palmas de Gran Canaria przez ministra polityki terytorialnej i pamięci demokratycznej, Ángela Víctora Torresa, który szczegółowo omówił dzienne zmiany od początku procesu.
Pierwszego dnia odnotowano 13,4 tys. wniosków, w piątek - 13,5 tys., w sobotę - 8,3 tys., a w niedzielę - 7,3 tys. Dodatkowo złożono 29,9 tys. wniosków o wyznaczenie bezpośredniego spotkania w celu kontynuowania procedury, która zostanie uruchomiona w najbliższy poniedziałek w urzędach pocztowych, placówkach ubezpieczeń społecznych oraz innych współpracujących instytucjach. Linia telefoniczna 060 obsłużyła natomiast około 47 tys. zapytań związanych z tą regulacją.
Torres wyjaśnił, że szczegółowy podział terytorialny danych będzie znany pod koniec tygodnia. Zaapelował również o „maksymalną współpracę instytucjonalną” i „lojalność” między administracjami, podkreślając, że wnioskodawcy będą musieli przedłożyć dokumenty wydawane przez gminy, takie jak zaświadczenia o szczególnej sytuacji życiowej. „Czym innym jest popierać ten środek lub być mu przeciwnym, a czym innym uchylać się od obowiązków wynikających z naszej roli instytucjonalnej” - zaznaczył.
Minister ponownie skrytykował stanowisko Partii Ludowej, zarzucając jej niespójność w ocenie procedury. Przypomniał, że rząd José Maríi Aznara realizował podobne procesy na początku XXI wieku, a obecny lider PP, Alberto Núñez Feijóo, pełnił wówczas funkcję prezesa Correos - instytucji odgrywającej „kluczową” rolę w tym procesie.
Torres odrzucił również twierdzenia, jakoby regulacja wywoływała „efekt przyciągania”, określając je jako „całkowicie bezpodstawne”. Podkreślił, że środek ten dotyczy wyłącznie osób, które przebywały już w Hiszpanii przed końcem ubiegłego roku.