Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Von der Leyen ostrzegała przed Chinami, Europa nie słuchała. Czy posłucha teraz?

Ursula von der Leyen.
Ursula von der Leyen. Prawo autorskie  Virginia Mayo/Copyright 2026 The AP. All rights reserved
Prawo autorskie Virginia Mayo/Copyright 2026 The AP. All rights reserved
Przez Jorge Liboreiro
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

Trzy lata temu Ursula von der Leyen w przełomowym przemówieniu przyjęła twardy kurs wobec Chin. Dziś jest o krok od przekucia słów w czyn, lecz na drodze stoi jej poważne wyzwanie.

Spośród wszystkich przemówień, jakie Ursula von der Leyen wygłosiła, jedno do dziś wybrzmiewa – może nawet mocniej niż kiedykolwiek.

REKLAMA
REKLAMA

Ponad trzy lata temu, w marcu 2023 roku, przewodnicząca Komisji Europejskiej wygłosiła przełomowe, obszerne przemówienie, w którym przeanalizowała stan stosunków UE–Chiny. Określiła je jako „najbardziej złożone i najważniejsze na świecie”.

Von der Leyen pierwszą część przemówienia poświęciła ostrej krytyce prezydenta Chin Xi Jinpinga za „przyjaźń bez granic” z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

Główne zastrzeżenia dotyczyły jednak gospodarki. Von der Leyen długo mówiła o wypaczających rynek subsydiach w Chinach, nieuczciwej konkurencji, praktykach przymusu, narastających nierównowagach, wymuszonych transferach technologii i monopolu na kluczowe surowce. Wszystko to – podkreśliła – wymagało zupełnie nowego podejścia – strategii ograniczania ryzyka (de-risking).

Te punkty sporne znalazły się dziś w centrum gwałtownej debaty w Komisji, bo zalew tanich importów z Chin dławi gospodarkę Europy, niszczy miejsca pracy i doprowadza do zamykania fabryk.

Obawy przed deindustrializacją, dziś powszechne w całej Europie, nie pojawiły się wprost w jej wystąpieniu, ale skala zagrożenia została jasno zarysowana.

„Możemy się spodziewać wyraźnego kursu, by uczynić Chiny mniej zależnymi od świata, a świat bardziej zależnym od Chin” – mówiła. „Imperatyw bezpieczeństwa i kontroli przeważa dziś nad logiką wolnego rynku i otwartego handlu”.

Przemówienie, które trwało 36 minut, spotkało się z uznaniem analityków i komentatorów, którzy chwalili je za rzeczowość i trzeźwą ocenę sytuacji, oraz z ostrą krytyką chińskich urzędników, którzy nazywali wystąpienie wprowadzającym w błąd i niespójnym.

Ani jedni, ani drudzy nie byli jednak głównymi adresatami von der Leyen. Swoje słowa kierowała do tych, którzy ostatecznie trzymają karty w ręku – do państw członkowskich.

„Potrzebujemy zbiorowej woli, by reagować wspólnie” – apelowała.

Paradoksalnie to właśnie państwa członkowskie, uwięzione w swoich odwiecznych sporach o podejście do Pekinu, zrobiły najwięcej, by podważyć jej główne przesłanie.

Apel von der Leyen o dywersyfikację handlu w dużej mierze zignorowano, co pogłębiło jednostronny trend zapoczątkowany w czasie pandemii COVID-19. Rok 2025 był pierwszym w historii, gdy każdy kraj Unii odnotował deficyt handlowy w wymianie z Pekinem.

Rządy nigdy nie wypracowały wspólnego rozumienia tego, czym w praktyce ma być de-risking. Część przerzucała odpowiedzialność na prywatne firmy, które nie widziały finansowej zachęty, by odchodzić od Chin i godzić się na wyższe koszty.

Jednocześnie jej apel o „odważniejsze i szybsze” korzystanie z narzędzi handlowych przyniósł mieszane rezultaty.

Z jednej strony Komisji udało się nałożyć dodatkowe cła na chińskie samochody elektryczne po burzliwym procesie, który głęboko podzielił państwa członkowskie. Hiszpania zmieniła front – z poparcia przeszła do wstrzymania się od głosu po wizycie premiera w Pekinie. Niemcy, energicznie zabiegały o zbudowanie większości przeciwko tym cłom.

Komisja przedstawiła też inicjatywy mające wzmocnić krajową produkcję w niektórych sektorach oraz wykluczyć chińskie firmy Huawei i ZTE z infrastruktury łączności.

Z drugiej strony Komisji nie udało się przekonać państw członkowskich, by powierzyły jej większe uprawnienia w zakresie kontroli wrażliwych eksportów, których stolice pilnie strzegą. Strategia bezpieczeństwa gospodarczego von der Leyen przeszła bez większego echa, a jej głośna propozycja nowego narzędzia do kontroli inwestycji wychodzących została porzucona w obliczu politycznego sprzeciwu.

Instrument przeciwdziałania przymusowi (Anti-Coercion Instrument, ACI), częściowo projektowany z myślą o Chinach, wciąż nie został uruchomiony, choć sama von der Leyen otwarcie oskarżała Pekin o szantaż.

„Za późno weszliśmy w tę dyskusję” – przyznał jeden z dyplomatów. „Chiny myślą o bezpieczeństwie gospodarczym od 30 lat. Dla nas to nowość.”

Pułapka podziałów

Trzeba przyznać, że wielkie przemówienie nie przełożyło się na oczekiwane działania. Jednak – jak mówi Fabian Zuleeg, dyrektor wykonawczy European Policy Centre (EPC), który siedział w pierwszym rzędzie, gdy von der Leyen zabierała głos – postawiona w nim diagnoza została z czasem „potwierdzona”.

„Już wtedy dostrzegła, że relacje z Chinami przestały być wyłącznie szansą gospodarczą, a stały się także źródłem podatności, zależności i ryzyk dla bezpieczeństwa gospodarczego” – powiedział Zuleeg Euronews.

„Sama trafna analiza nie wystarczy” – zastrzegł. „Europa potrzebuje strategicznego kierunku i działań, które pociągają za sobą konsekwencje. I właśnie tu postęp był bardziej ograniczony. Problemem nigdy nie było zidentyfikowanie ryzyk, lecz uzgodnienie, co z nimi zrobić i czy jesteśmy gotowi ponieść koszty”.

Niektórzy wyciągnęli wnioski, choć z dużym opóźnieniem. Prezydent Francji Emmanuel Macron i premier Belgii Bart De Wever należą do przywódców, którzy ostatnio zaostrzyli kurs wobec Chin i wzywają do silniejszych środków ochronnych, nawiązując do asertywnego podejścia zarysowanego przez von der Leyen w tamtym wystąpieniu.

Ta zmiana tonu zwróciła uwagę Komisji.

Urzędnicy unijni liczą, że rosnący lawinowo deficyt handlowy stworzy przestrzeń dla silniejszej i bardziej zdecydowanej strategii powstrzymywania Chin, zanim szkody – już dziś ogromne i kosztowne – staną się nieodwracalne. Komisja ocenia, na ile wystarczające są obecne instrumenty handlowe i czy potrzebne jest tworzenie nowych.

„Chcemy dialogu, ale dialog musi przynosić efekty. Lubimy konkurencję, ale konkurencja musi być uczciwa. I oczekujemy dostępu do chińskiego rynku na zasadzie wzajemności” – mówiła w tym tygodniu von der Leyen. „Pracujemy nad całym takim podejściem.”

Bruksela doskonale jednak wie, że droga przed nią będzie pełna trudności.

Jako druga gospodarka świata Chiny mają ogromny wpływ na państwa UE – w grę wchodzą miliardy euro w towarach, usługach, inwestycjach i projektach infrastrukturalnych. Kraje oparte na eksporcie widzą w chińskim rynku cenną alternatywę dla Stanów Zjednoczonych, gdzie 15-procentowe cło znacząco obniżyło atrakcyjność handlu.

Ursula von der Leyen i Xi Jinping.
Ursula von der Leyen i Xi Jinping. European Union, 2025.

Niemcy i Hiszpania znajdują się pod szczególną obserwacją ze względu na bliskie powiązania biznesowe z Chinami.

Berlin wciąż wysyła sprzeczne sygnały, próbując godzić interesy dużych i małych firm, które w różny sposób odczuwają ekspozycję na Chiny. Madryt tymczasem zdystansował się od projektu dokumentu podpisanego przez Francję, Włochy, Niderlandy i Litwę, wzywającego Komisję do „bardziej proaktywnego” działania wobec Chin.

Von der Leyen i jej zespół obawiają się też tego, co nazywa „taktyką dziel i rządź” stosowaną przez Pekin, której przypisuje się rozbijanie państw członkowskich i blokowanie wspólnych działań. Chaotyczne głosowanie nad cłami na samochody elektryczne jest tu często przywoływanym przykładem.

Jest jednak coś, co najbardziej spędza sen z powiek rządom i rzuca cień na wielką wizję von der Leyen – groźba dotkliwego odwetu. Pekin zawczasu ostrzegł, że „zdecydowanie odpowie”, jeśli Bruksela zaostrzy swoje działania.

Unia wciąż otrząsa się z szoku po ubiegłorocznych ograniczeniach eksportu metali ziem rzadkich, kiedy Chiny pokazały światu siłę swojego kluczowego „wąskiego gardła”. Sposób, w jaki odpowiedziały na amerykańskie cła i wytrwały przy swoim, aż Biały Dom ustąpił, pokazuje, jak daleko gotowy jest posunąć się komunistyczny reżim, gdy dochodzi do konfrontacji.

Dyplomaci przyznają w rozmowach nieoficjalnych, że perspektywa spirali odwetu jest główną przyczyną trudnych do przezwyciężenia podziałów między 27 przywódcami. Choć wszyscy zgadzają się z ponurą diagnozą von der Leyen, wciąż niechętnie stosują przepisane przez nią lekarstwo.

Strach przed odwetem jest tak duży, że przywódcy konsekwentnie unikają wymieniania Chin z nazwy we wspólnych konkluzjach ze szczytów. Zamiast tego ujmują ten temat w szerszym kontekście geopolityki gospodarczej i konkurencyjności.

„Państwa członkowskie widzą ryzyko działania w pojedynkę wobec Chin i chętnie wysyłają Komisję, by odwalała za nie brudną robotę” – powiedział wysoki rangą dyplomata, zauważając, że alarmujące dane handlowe zwiększają szanse, ale nie gwarantują nowej polityki.

„To wszystko trzeba bardzo starannie zaplanować".

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

UE rozpoczyna ofensywę technologiczną, by uniezależnić się od USA i Chin

UE kontra Chiny: czy Europa zerwie zależność od łańcuchów dostaw?

Von der Leyen ostrzegała przed Chinami, Europa nie słuchała. Czy posłucha teraz?