W cieniu gór północnej Grecji rozgrywa się cichy dramat lokalnych rolników – mimo obfitych zbiorów i doskonałej jakości plonów, tysiące ton ziemniaków zalegają w magazynach, a ich producenci stają na krawędzi przetrwania.
Wioska Ano Vrontou w regionie Serres słynie z uprawy ziemniaków – produktu wyjątkowej jakości, cenionego za swój smak i dojrzewającego na wysokości 1160 metrów nad poziomem morza.
Mimo to lokalni producenci znajdują się dziś w dramatycznej sytuacji. W ich magazynach zalega ponad 6 000 ton najwyższej jakości ziemniaków. Jak podkreślają, ich egzystencji zagrażają zarówno praktyki związane z oznaczaniem produktów jako "greckie", jak i masowy napływ tańszych ziemniaków importowanych z Egiptu.
"Jeśli państwo chce doprowadzić greckich producentów do upadku, jeśli chce, by sektor rolniczy przestał istnieć – niech tak się stanie. Niech nas ignoruje. I tak będziemy zmuszeni wyrzucić te ziemniaki, ale nie liczcie na to, że trafią na wysypisko. Nie wyrzucimy ich tam – wyrzucimy je na ulice" – mówi rolnik Vassilis Michtsoglou.
Dimitris Michtsoglou zaznacza, że wielu rolników rozważa porzucenie zawodu. "Jak widać, wszystko się rozpada. Nie będziemy nawet w stanie spłacić zeszłorocznych długów. To już kwestia przetrwania – nie tego, czy siać, ale jak przeżyć. Oddajemy plony za darmo, podczas gdy w supermarketach są trzy- lub czterokrotnie droższe. Jaki sens ma dalsza uprawa? Jaki sens ma poświęcanie tu kolejnych lat? Nie widzimy innego wyjścia – poddajemy się i wyjeżdżamy" - zaznacza.
Z kolei rolnik Vassilis Papadopoulos apeluje do konsumentów, by wybierali lokalne produkty zamiast importowanych: "Ludzie kupują ziemniaki z Egiptu, które – ze względu na stosowanie pestycydów – znacząco różnią się od naszych. Zawierają znacznie więcej pozostałości chemicznych, używa się przy nich innych środków. To tylko kwestia czasu, zanim nasze miasteczko zniknie. Wybierając produkty greckie, lokalne, wspieracie gospodarkę, producentów i rodziny wychowujące swoje dzieci" - mówi.