Wybory parlamentarne na Węgrzech, zaplanowane na 12 kwietnia 2026 roku, stają się jednym z kluczowych wydarzeń politycznych w Europie, którego znaczenie dalece wykracza poza granice tego państwa. Prezes PiS Jarosław Kaczyński stwierdził: "Mogłaby powstać siła, która zmieniłaby Europę."
Stawką nie jest już wyłącznie utrzymanie władzy przez Viktora Orbána i jego ugrupowanie Fidesz, lecz także kierunek polityczny całej Unii Europejskiej oraz przyszły układ sił w regionie, w tym w Polsce. Sytuacja przedwyborcza jest wyjątkowo napięta, ponieważ po raz pierwszy od wielu lat realna alternatywa polityczna wobec Orbána - partia TISZA, uzyskała tak znaczące poparcie społeczne.
Spór o Węgry przenosi się na polską scenę polityczną
Znaczenie wyborów węgierskich szczególnie wyraźnie widać na przykładzie Polski, gdzie stały się one jednym z głównych tematów medialnych.
Lider opozycyjnej, konserwatywnej partii Prawo i Sprawiedliwość Jarosław Kaczyński wykorzystuje sytuację na Węgrzech jako element wewnętrznej walki politycznej, uderzając w rząd Donalda Tuska i zarzucając mu prowadzenie polityki podporządkowanej Brukseli i Berlinowi.
Kaczyński nie kryje swojego poparcia dla Orbána, widząc w nim sojusznika w walce o zachowanie suwerenności państw narodowych w ramach Unii Europejskiej. W niedzielnym wywiadzie dla węgierskiego, prorządowego portalu "Mandiner”, Kaczyński podkreślił: „Wygrana premiera Viktora Orbána byłaby bardzo ważna dla Węgier, ale też dla Europy”.
Prezes PiS ostrzegał przed pogłębiającym się kryzysem wspólnoty, wskazując, że „perspektywy są złe”, a kierunek obrany przez obecne elity europejskie może prowadzić do jej osłabienia lub wręcz dezintegracji.
„Mogłaby powstać siła, która zmieniłaby Europę. To konieczne, bo Unia Europejska przeżywa kryzys, który może doprowadzić do jej upadku. My sobie tego nie życzymy, ale chcemy Unii, która będzie mechanizmem koordynacji polityki krajów suwerennych". - podkreślił Kaczyński.
Wywiad z Kaczyńskim skomentował na portalu X minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński: "W węgierskim prorządowym portalu J. Kaczyński rozpływa się nad zaletami Orbana. Prezes PiS chce z tym skrajnie prorosyjskim politykiem "zmieniać Europę". Na jaką? Na taką, którą znamy z Moskwy. Innej drogi z Orbanem nie ma. Antyunijna międzynarodówka".
Niedawna wizyta prezydenta RP Karola Nawrockiego w Budapeszcie, odczytywana jako sygnał politycznego wsparcia dla Orbána, tylko pogłębiła konflikt między prezydentem i rządem w Polsce.
Rzecznik Kancelarii Prezydenta Rafał Leśkiewicz podkreślił w rozmowie z "Super Expressem", że "w żaden sposób pan prezydent nie wyrażał poparcia premierowi Orbánowi przed zbliżającymi się wyborami".
Premier Donald Tusk poinformował we wtorek przed posiedzeniem rządu, że wizyta Prezydenta Karola Nawrockiego na Węgrzech odbyła się wbrew rekomendacji i opiniom polskiego rządu. Zwrócił się też do Prezydenta Karola Nawrockiego słowami: „jest Pan Prezydentem Polski i ma Pan obowiązki polskie, a nie rosyjskie”.
Rzecznik Prezydenta RP odniósł się do wypowiedzi premiera. Podkreślił, że Karol Nawrocki w poniedziałek brał udział w obchodach Dni Przyjaźni Polsko–Węgierskiej, organizowanych od 19 lat. Jak zaznaczył, w Budapeszcie spotkał się ponownie z prezydentem Węgier Tamásem Sulyokiem, a następnie także z Viktorem Orbánem, który – jak przypomniał Leśkiewicz – został wybrany na premiera w demokratycznych wyborach przez obywateli Węgier.
"Ataki na Prezydenta to nieudolna próba przekierowania uwagi opinii publicznej od złej polityki rządu" – podsumował rzecznik.
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, jednoznacznie ocenił wsparcie polskich, konserwatywnych polityków dla Orbána: "Kto dzisiaj wspiera Orbána ten pomaga Putinowi".
Decyzja Węgrów i jej długofalowe konsekwencje dla Europy
Najnowsze sondaże wskazują, że opozycja utrzymuje przewagę nad Fideszem, choć jej skala ulega stopniowemu zmniejszeniu, co sugeruje, że mobilizacja elektoratu rządzącego może jeszcze odwrócić losy rywalizacji. Wciąż znaczący odsetek wyborców pozostaje niezdecydowany, co dodatkowo zwiększa nieprzewidywalność wyniku i sprawia, że obie strony prowadzą intensywną kampanię medialną.
Podczas gdy lider opozycyjnej partii TISZA Péter Magyar jest przez publiczne media ignorowany, pojawiają się w nich przede wszystkimpolitycy i osoby powiązane z obozem rządzącym. Viktor Orbán konsekwentnie nie zgadza się, aby wziąć udział w debacie przedwyborczej z Magyarem, gdyż nie postrzegago jako swojego politycznego przeciwnika. Jak stwierdził, walkę toczy z "brukselskimi szefami jego partii: Ursulą von der Leyen, przewodniczącą Komisji Europejskiej i Manfredem Weberem, przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej".
Narracja polityczna Orbána koncentruje się wokół przeciwstawienia „wojny i pokoju”, co w praktyce oznacza próbę przekonania wyborców, że jego zwycięstwo gwarantuje stabilność i ochronę przed wciągnięciem Węgier w konflikt rosyjsko-ukraiński. Opozycja z kolei buduje przekaz wokół potrzeby powrotu do standardów europejskich, odbudowy relacji z Brukselą oraz ograniczenia wpływów oligarchicznych struktur powiązanych z obozem władzy.
Ewentualna wygrana Orbána miałaby istotne konsekwencje dla funkcjonowania Unii Europejskiej, która już dziś zmaga się z problemem wewnętrznych podziałów i ograniczonej zdolności do podejmowania szybkich, jednomyślnych decyzji. Węgry pod jego rządami wielokrotnie blokowały lub opóźniały kluczowe inicjatywy wspólnotowe, zwłaszcza te dotyczące wsparcia dla Ukrainy czy polityki sankcyjnej wobec Rosji.
Orbán dwukrotnie zawetował pakiet pożyczkowy w wysokości 90 miliardów euro od Unii Europejskiej dla Ukrainy.
Przewodniczący rady europejskiej António Costa powiedział podczas zeszłotygodniowego szczytu Rady Europejskiej, że "nikt nie może szantażować Rady Europejskiej. Nikt nie może szantażować instytucji Unii Europejskiej".
"To, co robią Węgry, jest całkowicie nie do przyjęcia. I takie zachowanie nie może być zaakceptowane przez przywódców" - dodał Costa.
Od 1 lipca Węgry odetną dostawy gazu na Ukrainę.
W tym kontekście często pojawia się pytanie, czy zwycięstwo Orbána może pośrednio zwiększyć szanse Władimira Putina w wojnie przeciwko Ukrainie. Polityka Budapesztu, polegająca na utrzymywaniu relatywnie pragmatycznych relacji z Moskwą i sceptycyzmie wobec sankcji, niewątpliwie utrudnia budowanie jednolitego frontu Zachodu.
Premier Donald Tusk na platformie X odniósł się do doniesień, że Węgry ujawniały Rosji poufne ustalenia: „Szef dyplomacji rządu Orbána przyznał, że regularnie przekazywał Moskwie informacje o tym, co liderzy Unii Europejskiej omawiali nieoficjalnie. To skandal”. Tusk zaznaczył, że cała sytuacja nie była dla niego niespodzianką. Już 22 marca, zanim jeszcze pojawiło się oficjalne potwierdzenie przecieków, sygnalizował, że współpracownicy Orbána mogą ujawniać Moskwie kulisy posiedzeń Rady UE.
Euronews szacuje, że większość grup parlamentarnych - łącznie ponad trzy czwarte posłów do PE - jest przeciwko premierowi Viktorowi Orbánowi i do pewnego stopnia popiera lidera opozycji Pétera Magyara.
Parlament Europejski zatwierdził raport, w którym ostro skrytykowano ingerencję w sądownictwo, korupcję, niewłaściwe wykorzystanie funduszy UE i ataki na społeczeństwo obywatelskie na Węgrzech.
Europejscy przywódcy nacjonalistyczni, w tym Marine Le Pen z Francji i Matteo Salvini z Włoch, pokazali swoje poparcie dla obecnego premiera podczas wydarzenia o nazwie "Wielkie Zgromadzenie Patriotów" 23 marca w Budapeszcie.
W rezultacie wybory na Węgrzech przestają być wyłącznie krajowym wydarzeniem politycznym, a stają się jednym z kluczowych momentów definiujących przyszłość Europy. To starcie nie tylko dwóch polityków czy dwóch ugrupowań, lecz dwóch odmiennych wizji porządku europejskiego, w których inaczej rozkładają się akcenty między suwerennością a integracją, między pragmatyzmem a solidarnością, między polityką narodową a wspólnotową.
Niezależnie od ostatecznego wyniku można już dziś stwierdzić, że jego konsekwencje będą odczuwalne nie tylko w Budapeszcie, lecz także w Warszawie, Brukseli i wielu innych europejskich stolicach.