Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Awantura o handel emisjami. System ETS z tematu gospodarczego stał się politycznym

Brussels, EU Summit
Brussels, EU Summit Prawo autorskie  Copyright 2026 The Associated Press. All rights reserved.
Prawo autorskie Copyright 2026 The Associated Press. All rights reserved.
Przez Dominika Cosic
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

Temat handlu emisjami czyli ETS z kwestii gospodarczej staje się jednym z głównych tematów politycznych w Unii Europejskiej. To on, na równi z polityką migracyjną, będzie nadawać ton w wyborach w krajach europejskich w przyszłym roku.

Od czasu wprowadzenia handlu emisjami - w 2005 roku - ETS budził spore kontrowersje. Był krytykowany zwłaszcza przez te kraje, których gospodarka była w dużej mierze oparta na energii pochodzącej z węgla i które były w trakcie bolesnego procesu transformacji energetycznej. Do tych krajów zaliczała się od początku Polska.

REKLAMA
REKLAMA

Poprzedni rząd krytykował zarówno zaostrzenie celów polityki klimatycznej, jak i sam system ETS. Mateusz Morawiecki jako premier wynegocjował dla Polski na szczycie unijnym w 2019 roku odrębną, czyli wolniejszą ścieżkę, do dochodzenia do ogólnych unijnych celów. To było maksimum tego, co można było wtedy osiągnąć od pozostałych krajów członkowskich i instytucji unijnych.

ETS wpływa na ceny energii

Sam ETS jako system był niemal tabu. Jeszcze do niedawna przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen negowała wpływ istnienia handlu emisjami na rosnące ceny energii. Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Rosnące lawinowo ceny energii, które oznaczają spowolnienie gospodarcze i spadek poziomu życia obywateli zaczęły być jednym z ważniejszych tematów w Unii Europejskiej. Pojawia się regularnie w wystąpieniach i samej szefowej KE i komisarzy. Kilka tygodni temu Ursula von der Leyen przyznała oficjalnie, że to ETS wpływa także na wzrost cen energii i powinien zostać dostosowany do nowych realiów. To zmiana nie tylko retoryczna, ale odzwierciedlenie podejścia do tej kwestii.

Na dwa dni przed unijnym szczytem, który miał w programie mieć również ten temat, przywódcy dziesięciu krajów członkowskich wysłali list do szefowej KE i instytucji unijnych z prośbą o odłożenie w czasie wejścia w życie tzw. ETS 2. Liderzy Austrii, Chorwacji, Grecji, Węgier, Włoch, Rumunii, Bułgarii, Czech, Słowacji i Polski piszą wprost o bezpośrednim ryzyku dla strategicznych sektorów przemysłu europejskiego. Proszą o dokonanie przeglądu funkcjonowania systemu ETS najpóźniej pod koniec maja i przedłużenie okresu obowiązywania bezpłatnych uprawnień w ramach ETS 1 po 2034 roku. Podejście to ma poparcie większości krajów unijnych.

Podział w Polsce w sprawie ETS

W Polsce temat budzi wielkie emocje. Podczas kiedy rząd Donalda Tuska mówi o reformie ETS opozycja i prezydent mówią wręcz o likwidacji tego mechanizmu. Prezydent Karol Nawrocki na kilka dni przed unijnym szczytem wysłał list do premiera Tuska, w którym opowiada się za wyjściem z systemu ETS, a jeśli byłoby to niemożliwe to przynajmniej oczekuje od rządu podjęcie działań, które złagodzą skutki obowiązywania systemu. Czyli między innymi wprowadzenie możliwości uiszczenia opłaty zastępczej zamiast umarzania uprawnień do emisji, wprowadzenie mechanizmu obniżającego ceny uprawnień do emisji, wykluczenie instytucji finansowych z rynku oraz zachowanie realnego systemu bezpłatnych uprawnień do emisji dla przemysłu. Jeszcze dalej idzie potencjalny kandydat PiS na przyszłego premiera czyli Przemysław Czarnek. Mówi o przygotowaniu projektu uchwały, w której Sejm wezwie premiera Tuska do tego, żeby przedstawił w ciągu 14 dni plan wyjścia z ETS-u i w pierwszej kolejności opublikowania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 10 czerwca 2025 rok.

Już teraz widać, że temat ETS będzie mocno obecny w polskiej kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. Opozycja - zarówno PiS, jak i Konfederacja - opowiada się za – ( jeśli nie będzie innego rozwiązania) – jednostronnym wystąpieniem Polski z systemu ETS. Strona rządowa mówi o reformie systemu argumentując, że żaden kraj nie może bezkarnie wystąpić z ETS. Chyba, że będzie to się wiązało z karami finansowymi albo będzie połączone z wyjściem z UE. Zatem temat ewentualnego Polexitu tym razem pojawia się w związku z ETS.

Wyborcze paliwo

Ale temat jest kluczowy także w innych krajach. W przyszłym roku wybory są zaplanowane nie tylko w Polsce, ale też m. in. Francji (prezydenckie czyli najważniejsze), Hiszpanii i Włoszech. Już teraz wiadomo, że opozycja w Hiszpanii i Francji będzie chciała opierać kampanię na hasłach polityki migracyjnej, bezpieczeństwa i właśnie walki z rosnącymi cenami energii.

Na ten kluczowy rok pierwotnie planowano wejście w życie systemu ETS 2, który miał na celu rozszerzenie istniejącego systemu handlu emisjami na nowe sektory, w tym budownictwo i transport drogowy. Co oznaczałoby horrendalny wzrost cen. Na początku tego roku w ramach porozumienia tymczasowego rozpoczęcie obowiązywania nowego systemu zostało przesunięte o rok, na 1 stycznia 2028 r., aby dać państwom członkowskim więcej czasu na przygotowania.

W Brukseli nie brak jednak opinii, że to tylko oficjalny powód. Tym mniej oficjalnym, a równie istotnym powodem, były wlaśnie wybory w kluczowych krajach członkowskich. Mówią o tym w rozmowach off the record dyplomaci. To strach przed daniem – nomen omen paliwa politycznego – partiom eurosceptycznym był tym, co najbardziej wpłynęło na opóźnienie wejścia w życie systemu. To pokazuje też ewolucję, jaką przeszedł ETS – od rozwiązania stricte gospodarczego i klimatycznego po jeden z głównych tematów politycznych.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

Szok cenowy na rynku paliw w Niemczech: Czy podatek od nadmiernych zysków dotrze do konsumentów?

Wojna w Iranie ma istotny wpływ na inflację, ostrzega Lagarde z EBC

Weryfikacja faktów: Czy "Polexit" naprawdę jest w planach Polski?