W eksluzywnym wywiadzie dla Euronews Mateusz Morawiecki opowiada o swoim pomyśle gospodarczego NATO. Twierdzi też, że choć Donald Trump używa czasem niedyplomatycznego języka pozostaje sojusznikiem Europy, zwłaszcza Polski.
Dominika Ćosić: Czy proponowanie teraz, gdy relacje między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi są napięte, gospodarczego NATO to dobry pomysł?
Mateusz Morawiecki: Tak. Sposobem uratowania tych, rzeczywiście nienajlepszych relacji, jest próba znalezienia pewnego wspólnego mianownika. Jesteśmy na etapie kiedy zderzają się ze sobą dwa wielkie systemy, dwie wielkie cywilizacje. Cywilizacja Zachodu, wolnego świata, niezależnie od tego, jak się mocno od siebie różniąca, to jednak cały czas mająca pewne wspólne podstawy polityczne, historyczne, filozoficzne, gospodarcze i z drugiej strony cywilizacja rosyjsko-chińska, można powiedzieć, azjatycka. Rosja poprzez swoje barbarzyńskie działania do takiej cywilizacji się zapisała. Dlatego jest to próba znalezienia wyjścia z tej właśnie pułapki, w którą się sami teraz pakujemy. Próba konstruktywnego pogodzenia Europy i Stanów Zjednoczonych.
DĆ: Nie jest pan rozczarowany zwłaszcza ostatnimi wypowiedziami i działaniami prezydenta Trumpa? Cała awantura o Grenlandię, która naraziła na szwank relacje między USA a UE i jedność NATO, cła na UE? Czy nie jest pan rozczarowany nim jako sojusznikiem?
MM: Jako militarnym sojusznikiem, który rozważa dzisiaj przesunięcie dodatkowo oddziałów amerykańskich do Polski nie jestem rozczarowany. Jeśli zaś chodzi o jego słownictwo, to na pewno mogłoby być dużo bardziej delikatne. To chyba Robert Kagan napisał kiedyś książkę “Europejczycy są z Wenus, a Amerykanie są z Marsa”. Na pewno nie jest to, język którego się używa na salonach europejskich, ale też obudziliśmy się nagle w świecie, który jest jak najdalszy od salonów europejskich. Pięknie to ujął parę lat temu na jednej z konferencji, bodaj na Słowacji minister Spraw Zagranicznych Indii – “Europa musi obudzić się z z tego snu, gdzie wydaje jej się, że problemy świata nie są problemami Europy, a problemy Europy są problemami świata”. Dzisiaj jest dokładnie odwrotnie. Problemy świata są problemami Europy, a problemy Europy, która się sama że tak powiem, kurczy gospodarczo nie są już problemami tego świata. To jest coś, co najlepiej unaoczni upadek Europy, nad którym ja ubolewam i poprzez koncepcję Europy wielu dróg i gospodarczego NATO chciałbym Europę wyciągnąć za uszy z tego bagna, w które sama się wpakowała.
DĆ: A w jaki sposób można przekonać kraje, które coraz bardziej są jednak antyamerykańskie, typu Francja, zwłaszcza ostatnio, czy Niemcy do tego, żeby nie demonizowały Ameryki, tylko próbowały współpracować? Od razu pojawiają się kontrargumenty, że to Trump eskaluje konflikt choćby za sprawą ceł czy Grenlandii.
MM: Najlepiej to porównać sobie to do tego, co robi Rosja i co robią Chiny. Może europejscy przywódcy zapomnieli już o tym, że Chińczycy mają większą nadwyżkę handlową z Europą niż ze Stanami Zjednoczonymi. Czyli jesteśmy absolutnie zalewani produktami z Chin. Jest potop chiński w Europie, a oni zamiast bić na alarm, zamiast wzywać do opamiętania i przeciwdziałać temu szukają sobie wroga w Stanach Zjednoczonych. Ja nie twierdzę, że aktualna amerykańska administracja wobec Europy postępuje z jakąś nadmierną finezją. Oczywiście tak nie jest. Mamy do czynienia z działaniami czasami bardzo zasadniczymi, choćby podpisanie na polu golfowym przez Ursulę von der Leyen ceł narzuconych przez Stany Zjednoczone nie było niczym miłym dla Europy. Ale musimy wreszcie obudzić się z tego geopolitycznego snu, w którym jesteśmy od 35 lat. Ja wiem, że Europejczykom jest bardzo miło zajadać brukselskie czekoladki tutaj w Belgii, ale ktoś musi płacić za bezpieczeństwo i musimy jako Europejczycy zdecydowanie zmienić priorytety. Czyli zacząć wydawać pieniądze na bezpieczeństwo, a nie na kompletnie błędne polityki takie jak Green Deal i tylko wtedy znajdziemy wyjście z tej pułapki, w którą sami się wpakowaliśmy. Mogę dodać, że właśnie gospodarcze NATO służy temu, aby w przyszłości znaleźć odpowiednie rozwiązania w tym w tym wielkim sporze handlowym, w który sami się pakujemy coraz głębiej ze Stanami Zjednoczonymi.
DĆ: W Brukseli jest coraz większa świadomość tego, że Europa powinna być militarnie też samowystarczalna, że konieczne są większe wydatki na zbrojenia bezpieczeństwa. Ale konkluzja jest taka, że rozwiązaniem jest rozwój europejskiej autonomii strategicznej.
MM: Dzisiaj realia geopolityczne, zwłaszcza gospodarcze i finansowe i mentalne w Europie są takie, że nie mamy odpowiednich zasobów, by móc mieć strategiczną autonomię. Może panią zdziwię, ale ja bym chciał, żeby Europa była na tyle silna, żebyśmy nie musieli liczyć na pomoc Stanów Zjednoczonych, ale dziś mówić o tym, że wkrótce się to stanie, to oszukiwać obywateli europejskich. Mnie w szczególności interesują obywatele polscy i nie chcę, żeby oni się czuli oszukiwani przez piękne hasełka Emanuela Macrona, który opowiada bajki od pięciu lat albo dłużej o strategicznej autonomii, a w tym czasie Rosja atakuje Ukrainę. I bez wsparcia Stanów Zjednoczonych nie byłoby już tego, przepraszam za nie najpiękniejsze słowo, bufora bezpieczeństwa między nami a Rosją, ponieważ Ukraina by by już całkowicie skapitulowała. Ukraina się broni dzięki Stanom Zjednoczonym przede wszystkim i jeśli nastąpi tam pokój, to też dzięki Stanom Zjednoczonym, a nie dzięki iluzorycznej strategicznej autonomii, która jest hasełkiem bez pokrycia.
DĆ: Ostatnio były premier Belgii, były przy przewodniczący Rady [Europejskiej - red.], Charles Michel skrytykował szefa NATO, Marka Rutte, za zbyt ustępliwą postawę w stosunku do Stanów Zjednoczonych.
MM: Sekretarz generalny NATO musi umieć zawierać kompromis tak jak ostatnio w sprawie Grenlandii. Kompromis był możliwy po jego rozmowie z Donaldem Trumpem. Ja myślę, że najważniejsze jest to, aby europejscy liderzy wreszcie zrozumieli, że nie mamy żadnej realnej militarnej siły, żeby zmusić Rosję do pokoju. Rosja jest dla nas, dla Polski, dla wschodniej flanki NATO absolutnie podstawowym zagrożeniem. A największą siłą NATO są Stany Zjednoczone. Owszem, prezydent Trump czesto nie jest zbyt miły dla liderów europejskich, rozumiem czasami ich postawę, ale jednak musimy oddzielić słowa od faktów, słowa od siły wojskowej, siły realnej, kto jaką dysponuje. To USA są militarnym trzonem NATO.
DĆ: Kogo panu się uda pana zdaniem nakłonić do wsparcia pomysłu gospodarczego NATO?
MM: Mam nadzieję, że ta idea będzie przenikać coraz głębiej do wszystkich stolic europejskich, bo można w szaleństwie ćmy rzucić się w ogień chińskiej świecy i zostać spalonym albo chińsko-rosyjskiej świecy. Ja nie mam na to ochoty. Chciałbym, żeby zachodnia cywilizacja przetrwała, żebyśmy odnaleźli w Europie - podkreślę, Europie, która popełniła wszystkie możliwe błędy gospodarcze, jakie sobie można wyobrazić - konkurencyjność wobec wielkiego chińskiego rywala, żebyśmy odnaleźli w sobie wystarczające siły finansowe, aby tworzyć silne armie narodowe i wtedy możemy na poważnie się irytować i dyskutować o tym, kto gdzie jakie karty rozdaje.
DĆ: Ale kto konkretnie może poprzeć ten pomysł?
MM: Włochy chociażby, ale też Niemcy i Wielka Brytania, która nie jest w Unii Europejskiej, ale jest w NATO, a mówimy o gospodarczym NATO. Proszę zwrócić uwagę, że tu można również mówić o Turcji, jako ważnym naszym partnerze. Turcja to jest taki wyrzut sumienia Unii Europejskiej i negocjacje toczone od 1963 roku. Wreszcie gdzieś tam zawieszone, zakończone, prawda? No państwo upokorzone przez nas, Europejczyków, przez przez Brukselę, oczywiście potężny błąd. Sądzę, że to jest atrakcyjna idea dla wszystkich, którzy rozumieją na bazie jakich przesłanek wyrosła potęga Europy po II Wojnie Światowej. Przypomnę tylko krótko, że siła Europy, siła gospodarcza wyrosła właśnie na wolnym handlu na planie Marshalla na wspólnych transakcjach ze Stanami Zjednoczonymi i moja propozycja gospodarczego NATO, która poszerza to spektrum właśnie o Stany Zjednoczone, o Kanadę, o inne państwa jest ze wszech miar konstruktywną i będącą absolutnie w zgodzie z filozofią handlową gospodarczą Unii Europejskiej. Myślę, że po tych po tym okresie burzy i naporu, który teraz przeżywamy, coraz więcej ludzi będzie sobie zdawać z tego sprawę, że to jest najlepsza droga dla Europy.