Amerykańska akcja militarna przeciwko arktycznemu terytorium Danii byłaby naruszeniem amerykańskiego prawa, z potencjalnie ogromnymi konsekwencjami politycznymi.
Kryzys na Grenlandii szybko zbliża się do transatlantyckiego punktu krytycznego, a świat koncentruje się na europejskiej reakcji na możliwe przejęcie terytorium przez Donalda Trumpa.
Według kilku ekspertów w dziedzinie prawa Stanów Zjednoczonych, którzy rozmawiali z Euronews, w kraju jego plany dotyczące Grenlandii mogą jeszcze bardziej rozpalić i tak już głośną opozycję Kongresu i ostatecznie doprowadzić do jego impeachmentu, jeśli nie wywołać wręcz kryzys konstytucyjny.
W ciągu ostatnich kilku dni seria sondaży opinii publicznej opublikowanych w USA wykazała, że istnieje przytłaczający sprzeciw społeczny wobec aneksji Grenlandii, a scenariusz zakładający użycie siły militarnej ma praktycznie zerowe poparcie społeczne.
Ale czy szabla Trumpa to tylko blef?
"Większość ludzi nadal wątpi, że Trump mówi poważnie i że wysadzi NATO w powietrze i rozpocznie wojnę z Europą" - powiedział Harold Honju Koh, profesor prawa międzynarodowego na Uniwersytecie Yale i były doradca prawny Departamentu Stanu USA.
"Ale gdy tylko pojawią się tam nasze wojska, oddźwięk będzie gigantyczny. Nikt nie chce, by jego dziecko ginęło w bezsensownym konflikcie".
Pytanie brzmi: czy Trump ma prawo do inwazji na Grenlandię?
Akt wojny
"Nie, nie ma" - powiedziała Carrie Lee, Senior Fellow w Democracy and Security Network w German Marshall Fund of the United States w Waszyngtonie.
Inwazja na Grenlandię byłaby aktem wojny przeciwko sojusznikowi traktatowemu, na który Trump potrzebowałby zgody Kongresu, wyjaśniła Lee. Jak zapisano w art. I ust. 8 Konstytucji USA, Kongres, a nie prezydent, ma prawo do wypowiadania wojny.
Artykuł 2 Konstytucji stanowi, że prezydent jest głównodowodzącym sił zbrojnych USA, ale władza ta jest ogólnie rozumiana jako mająca zastosowanie tylko po zezwoleniu na działania wojenne lub w sytuacjach nadzwyczajnych.
Prezydenci mogą użyć siły militarnej bez uprzedniej autoryzacji Kongresu tylko w ograniczonych okolicznościach: samoobrony, ochrony obywateli USA lub krótkoterminowych działań wojskowych.
Niesprowokowana inwazja na Grenlandię miałaby charakter ofensywny, a nie obronny, byłaby wymierzona w sojusznika z NATO i nie miałaby żadnego wiarygodnego uzasadnienia bezpośredniego zagrożenia. Znacznie wykraczałaby poza zakres jednostronnych prezydenckich uprawnień wojennych uznawanych od czasów II wojny światowej.
To stawiałoby ją daleko poza przyjętą praktyką konstytucyjną. Lee powiedział, że dopóki nie ma pretekstu, który uzasadniałby użycie siły militarnej, takiego jak duński atak na amerykański statek, atak na Grenlandię byłby "nagą agresją".
Istnieje również artykuł 50 Karty Narodów Zjednoczonych z 1945 roku, który uniemożliwia użycie siły przeciwko innemu państwu bez wiarygodnego twierdzenia o samoobronie.
"Został on ratyfikowany przez USA i dlatego stał się prawem krajowym" - powiedział Lee.
Ponadto Karta Narodów Zjednoczonych chroni ludzi najbardziej dotkniętych możliwym zagarnięciem ziemi przez Trumpa: samych Grenlandczyków.
"Prawo do samostanowienia zostałoby naruszone, gdyby Dania scedowała Grenlandię na rzecz Stanów Zjednoczonych bez powszechnego poparcia w Grenlandii dla takiego przeniesienia tytułu terytorialnego, nawet gdyby był to całkowicie pokojowy proces" - napisał w notatce badawczej Jure Vidmar, profesor prawa międzynarodowego publicznego na Uniwersytecie w Maastricht.
"Grenlandia nie może zostać scedowana bez zgody jej mieszkańców".
Jak dotąd opozycja w Kongresie wobec działań przeciwko Grenlandii narasta, nawet w samej Partii Republikańskiej Trumpa, która zwykle podąża za nim. W chwili pisania tego tekstu tylko jeden republikański senator, Ted Cruz z Teksasu, poparł Trumpa w sprawie Grenlandii.
Senat i Izba Reprezentantów mogą uchwalić przepisy wiążące ręce Trumpowi, ale prezydent może je zawetować. Takie weto może zostać unieważnione większością dwóch trzecich głosów w Senacie - co jest trudnym zadaniem, biorąc pod uwagę ostry podział partyjny na Kapitolu.
Ale republikański senator Thom Tillis z Karoliny Północnej, który przechodzi na emeryturę pod koniec tego Kongresu, przewidział, że członkowie obu partii zjednoczą się, jeśli stanie się jasne, że Trump faktycznie nakazał wojsku przygotowanie się.
"Gdyby doszło do jakichkolwiek działań, które wyglądałyby tak, jakby celem było faktyczne lądowanie na Grenlandii i nielegalne zajęcie... byłoby tu wystarczająco dużo głosów, aby uchwalić rezolucję o uprawnieniach wojennych i wytrzymać weto" - powiedział Tillis.
Jeśli Trump zignoruje rezolucję Kongresu w sprawie Grenlandii, prawodawcy mają do dyspozycji inne narzędzie: mogą po prostu wycofać finansowanie operacji wojskowej, co Kongres zrobił podczas drugiej kadencji prezydenta Richarda Nixona, przyspieszając zakończenie wojny w Wietnamie.
To traumatyczne doświadczenie doprowadziło Kongres do uchwalenia War Powers Resolution (WPR, często znanej jako War Powers Act) w 1973 roku, mającej na celu ograniczenie uprawnień prezydenta do angażowania wojsk w konflikty zbrojne bez zgody Kongresu.
Zgodnie z WPR, Kongres może nakazać siłom amerykańskim wycofanie się w ciągu 60-90 dni, jeśli władza ustawodawcza nie zezwoli na takie działanie i zażądać przesłuchań, wezwań do sądu i zeznań od urzędników wojskowych i cywilnych.
Jeśli Trump zignoruje takie środki, rozpocznie się kryzys konstytucyjny - sytuacja, w której dwie gałęzie rządu wydają sprzeczne roszczenia dotyczące władzy.
Scenariusz impeachmentu
Kongres mógłby pociągnąć Trumpa do odpowiedzialności karnej i rozpocząć procedurę impeachmentu w celu usunięcia go z urzędu. Republikański kongresmen Don Bacon z Nebraski już przewiduje taki scenariusz, nazywając grenlandzką obsesję Trumpa "najgłupszą rzeczą, jaką kiedykolwiek słyszałem".
W przypadku inwazji na Grenlandię Kongres mógłby argumentować, że Trump nadużył swojej władzy, naruszył Konstytucję i naruszył zobowiązania traktatowe, które są częścią prawa Stanów Zjednoczonych na mocy Klauzuli Supremacji (art. VI, sekcja 2 Konstytucji USA), która stanowi, że Konstytucja, prawo federalne i traktaty są "prawem ziemi" - co oznacza, że mają pierwszeństwo przed wszystkim innym.
Postępowanie w sprawie impeachmentu musi jednak rozpocząć się w Izbie Reprezentantów, gdzie Republikanie mają większość, choć jest ona cienka jak brzytwa.
"To, co Trump zrobił w Wenezueli i planuje zrobić na Grenlandii, jest bezprecedensowe i wyraźnie niezgodne z konstytucją" - powiedział Bruce Ackerman, wybitny prawnik z Yale Law School. - "Ale republikańska większość, w dużej mierze złożona z twardogłowych Trumpa, kontroluje agendę i może zablokować każde głosowanie".
Ostatecznie tylko zwycięstwo Demokratów w wyborach śródokresowych w listopadzie może naprawdę zmienić równowagę sił na Kapitolu.
Ponadto, według Lee, WPR jest "trudnym aktem prawnym", ponieważ jego konstytucyjność pozostaje przedmiotem intensywnej, trwającej debaty prawnej.
Podczas gdy prezydenci często postrzegali ją jako niekonstytucyjne naruszenie władzy wykonawczej, zwolennicy WPR postrzegali ją jako niezbędne potwierdzenie konstytucyjnej roli Kongresu w prowadzeniu wojny.
"Wszyscy prezydenci od tamtej pory przestrzegali litery rezolucji, jednocześnie twierdząc, że nie jest ona wiążąca" - dodała. - "Nie jest więc jasne, czy Trump naruszyłby rezolucję o uprawnieniach wojennych, dokonując inwazji na Grenlandię".
Dodała jednak, że "stałoby się to większym kryzysem konstytucyjnym, gdyby prezydent nakazał wojsku zaatakować sojusznika traktatowego, a nie grupę przemytników narkotyków. Niezwykle trudno byłoby udowodnić, że (inwazja na Grenlandię) jest zgodna z prawem".
Gdyby Trump wydał taki rozkaz, dowództwo wojskowe przeszłoby od prezydenta do sekretarza obrony do odpowiedniego dowódcy nadzorującego operację.
"W tym momencie dowódca musiałby podjąć decyzję, czy wykonać rozkaz, prawdopodobnie w oparciu o jakieś uzasadnienie prawne, czy też nie. Pytanie brzmi więc, czy te rozkazy są zgodne z prawem?".
Wojsko amerykańskie jest zobowiązane do wykonywania rozkazów zgodnych z prawem i przeszkolone w zakresie odmowy wykonywania rozkazów niezgodnych z prawem. Inwazja na Grenlandię bez upoważnienia Kongresu, przeciwko sojusznikowi NATO i z naruszeniem zobowiązań traktatowych budziłaby poważne obawy co do legalności.
"Jedyną reakcją dowódcy powinno być: Nie mogę wykonać tego rozkazu" - powiedział Lee.
A jednak jest to bardziej skomplikowane. Amerykańscy oficerowie wojskowi przysięgają wspierać i bronić konstytucji, która jest najwyższym prawem, a nie przysięgać wierność jednej osobie lub partii politycznej.
Członkowie zaciągniętej służby składają podobną przysięgę, ale dodają zobowiązanie do "wykonywania rozkazów prezydenta Stanów Zjednoczonych i rozkazów oficerów mianowanych nade mną". Subtelna różnica.
W 2016 roku profesor Ackerman służył jako doradca prawny kapitana armii amerykańskiej Nathana Michaela Smitha, który pozwał ówczesnego prezydenta Baracka Obamę do sądu w związku z walką z Państwem Islamskim w Iraku i Syrii. Jego argumentem było to, że Obama naruszył WPR, kontynuując konflikt bez wsparcia Kongresu w ramach czasowych określonych w ustawie.
Po tym, jak sąd okręgowy odrzucił pozew jako "kwestię polityczną", Ackerman odwołał się i ponownie przegrał. Sprawa nie trafiła do Sądu Najwyższego, prawie dekadę po pierwotnym procesie, Ackerman zasugerował, że podobna sprawa może osiągnąć ten poziom.
"To wciąż kwestia historyczna, której całkowite rozstrzygnięcie może zająć lata" - powiedział.
Wśród konsekwencji ewentualnej akcji wojskowej Trumpa byłoby zatem zarówno wyzwanie dla wojskowego łańcucha dowodzenia, jak i potencjalnie ogromna bitwa prawna.
Amerykański system jest rzekomo zaprojektowany tak, aby zapobiegać nadużyciom prezydenckim, ale inwazja na Grenlandię popchnęłaby go bliżej krawędzi niż prawie jakikolwiek inny scenariusz poza krajowymi środkami autorytarnymi.
"Rzecz w tym, że nic z tego nie jest nam narzucane, nic z tego nie jest robione w znaczących celach" - powiedział profesor Koh. - "To wyraźnie wojna z wyboru".