Iran ostrzegł, że wojska USA i Izrael staną się celami w razie ataku. Decyzja prezydenta Trumpa o wsparciu protestujących zwiększa napięcie w regionie.
Teheran ostrzegł, że wojska amerykańskie i Izrael będą "usprawiedliwionymi celami", jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się na atak, po tym jak prezydent Donald Trump ponownie wyraził poparcie dla irańskich protestujących.
"W przypadku ataku militarnego ze strony Stanów Zjednoczonych, zarówno okupowane terytorium* (Izraela), jak i ośrodki amerykańskiego wojska i żeglugi będą naszymi usprawiedliwionymi celami" - powiedział przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Baqer Qalibaf, przemawiając w niedzielę w parlamencie.
Iran nie uznaje Izraela i uważa go za okupowane terytorium Palestyny.
Według niemieckiego magazynu Der Spiegel, sekretarz stanu USA Marco Rubio oraz premier Izraela Benjamin Netanjahu rozmawiali w sobotę telefonicznie o możliwości interwencji USA w Iranie.
Ostrzeżenie pojawiło się po tym, jak prezydent Trump podkreślił gotowość Waszyngtonu do ochrony pokojowych demonstrantów.
W poście na platformie Truth Social napisał: "Iran patrzy na WOLNOŚĆ, być może jak nigdy dotąd. USA są gotowe do pomocy!!!".
Na początku tygodnia Trump ostrzegł, że może podjąć działania wobec protestujących, co spotkało się z ostrzeżeniem Departamentu Stanu:
"Nie graj w gry z prezydentem Trumpem. Kiedy mówi, że coś zrobi, ma to na myśli".
Według doniesień The New York Times i Wall Street Journal, powołujących się na anonimowych urzędników amerykańskich, Trumpowi przedstawiono w sobotę wieczorem różne opcje militarne wobec Iranu, jednak prezydent nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji.
Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 116 osób
Protesty w Iranie trwają już ponad dwa tygodnie. Demonstracje objęły stolicę - Teheran oraz drugie co do wielkości miasto w kraju Maszhad.
Tłumy wyszły na ulice, aby wyrazić sprzeciw wobec władzy.
Według amerykańskiej agencji Human Rights Activists liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 116 osób, w tym 37 członków sił bezpieczeństwa lub innych urzędników.
Aktywiści ostrzegają jednak, że rzeczywista liczba może być znacznie wyższa, ponieważ od trzech dni w całym kraju obowiązuje blokada internetu.
Monitor Netblocks podkreśla, że "środek cenzury stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrobytu Irańczyków w kluczowym momencie dla przyszłości kraju", a ograniczenia komunikacji trwają już ponad 60 godzin.
Grupy praw człowieka wskazują, że blokada może zwiastować represje wobec protestujących.
"Całkowite wyłączenie internetu w Iranie zazwyczaj poprzedza masową eliminację demonstrantów. W 2019 roku, kiedy wybuchły protesty, władze zabiły ponad 1000 osób po odcięciu sieci" - alarmuje Centrum Praw Człowieka w Iranie (CHRI).
Według Human Rights Activists News Agency zatrzymano co najmniej 2600 osób.
Szef irańskiej policji Ahmad-Reza Radan potwierdził aresztowanie głównych uczestników protestów, mówiąc, że "ostatniej nocy dokonano znaczących aresztowań, a osoby te, jeśli Bóg pozwoli, zostaną ukarane po przejściu procedur prawnych".
Szczegóły dotyczące liczby i tożsamości zatrzymanych nie zostały ujawnione.