Według najnowszych szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, nasz kraj nie tylko wyprzedził Hiszpanię pod względem dochodu na mieszkańca liczonym według parytetu siły nabywczej (PPP), ale także znacząco zbliża się do poziomu Wielkiej Brytanii - długoterminowego lidera europejskiej gospodarki.
Według prognoz MFW w 2025 roku dochód na mieszkańca w Polsce, liczony według parytetu siły nabywczej (PPP), wyniósł około 58,56 tys. dolarów, nieznacznie więcej niż w Hiszpanii, gdzie szacowany jest na 58,35 tys. dolarów. Różnica ta wynika z szybszego tempa wzrostu polskiej gospodarki – PKB Polski ma wzrosnąć o ok. 3,6 proc., podczas gdy w Hiszpanii dynamika ma sięgnąć ok. 2,8 proc.
Premier Donald Tusk ocenił te dane jako znak, że Polska wkracza do "europejskiej elity gospodarczej”, zaznaczając przy tym, że kraj "prześcignął Hiszpanię” w tym istotnym wskaźniku.
Nie tylko Hiszpania pozostaje za Polską. Według danych MFW i prognoz, nasz kraj osiągnął już około 87 procent dochodu per capita Wielkiej Brytanii w ujęciu PPP. Jeszcze dekadę temu taki wynik wydawał się mało realny, a dziś zbliżanie się do poziomu brytyjskiego staje się możliwe.
Rządowe prognozy wskazują, że przy utrzymaniu obecnych trendów Polska mogłaby dorównać Wielkiej Brytanii w ciągu najbliższych 5–6 lat.
Polska bogaci się szybciej, ale to tylko część szerszego obrazu
Awans Polski w zestawieniach dochodu na mieszkańca według parytetu siły nabywczej (PPP), na który powoływał się premier Donald Tusk, wywołał dyskusję o tym, na ile ten wskaźnik rzeczywiście oddaje poziom zamożności społeczeństwa. W rozmowie z Euronews Marek Zuber, polski ekonomista i ekspert Akademii WSB zwraca uwagę, że choć PPP jest miarą niedoskonałą, to daje pełniejszy obraz niż samo PKB per capita.
"Dochód na mieszkańca pod względem parytetu siły nabywczej jest lepszy niż samo podzielenie PKB przez liczbę mieszkańców, bo uwzględnia możliwości zakupowe w danym kraju” – podkreśla.
Zuber jednocześnie zaznacza, że z najnowszych danych wynika przede wszystkim jedno: "Można powiedzieć tyle, że Polacy szybciej się bogacą niż Hiszpanie. Dogoniliśmy Hiszpanów”. To jednak, jak dodaje, "wciąż tylko jeden z elementów szerszej układanki opisującej realne bogactwo kraju".
"Dochód na mieszkańca z uwzględnieniem cen to jedno, ale stopa zastępowalności emerytur, wydatki na zdrowie czy skumulowane bogactwo mają ogromne znaczenie dla realnego poziomu życia” – tłumaczy.
Zwraca uwagę, że wciąż istotną różnicę wprowadzają dziedziczone majątki i nieruchomości, które w wielu krajach Zachodu podnoszą rzeczywiste bogactwo gospodarstw domowych, a w Polsce są jeszcze relatywnie skromne. Ekspert dodaje też, że dochód rozporządzalny, struktura wydatków i poziom bezpieczeństwa socjalnego w dużej mierze decydują o tym, jak odczuwane jest bogactwo, niezależnie od wzrostu PKB.
Wskazuje również, że obecne przyspieszenie gospodarcze w dużej mierze napędzane jest konsumpcją, wspieraną transferami społecznymi i wzrostem wynagrodzeń. "Odbicie, które obserwowaliśmy po 2023 roku, głównie wynika ze wzrostu wynagrodzeń w Polsce. Konsumpcja była w 2024 roku w zasadzie jedynym motorem wzrostu” – ocenia.
Polska przyspiesza, ale zbliża się do granicy zadłużenia
Choć polska gospodarka przyspiesza i notuje przyzwoite tempo wzrostu, analizy instytucji unijnych ostrzegają, że rozwój ten idzie w parze znarastającym zadłużeniem publicznym. Najnowszy raport Debt Sustainability Monitor 2025 Komisji Europejskiej prognozuje, że jeżeli obecna polityka fiskalna i tempo wzrostu zadłużenia się utrzymają, dług publiczny Polski może przekroczyć 100 proc. PKB już do 2036 roku, sięgając nawet około 107 procent – znacznie powyżej obecnych poziomów i progów stabilności finansowej.
Marek Zuber ostrzega przed nadmiernym wzrostem zadłużenia, przekroczenie 70 procent długu publicznego w relacji do PKB w najbliższych latach uważa za niemal pewne. "Nie grozi nam scenariusz grecki, ale dochodzimy do sufitu. Dalsze zwiększanie wydatków socjalnych może doprowadzić do gwałtownego odpływu kapitału” – zaznacza ekonomista.
Mimo tych zastrzeżeń pozostaje umiarkowanym optymistą, prognozując, że przy wzroście inwestycji i poprawie eksportu polska gospodarka może w tym roku urosnąć nawet o 4,5 procent.