Wstępne wyniki spodziewane są w sobotni wieczór, a pierwsze oficjalne dane mają zostać ogłoszone w niedzielę.
W sobotę na Łotwie otwarto lokale wyborcze w wyborach parlamentarnych, zdominowanych przez obawy związane z sąsiednią Rosją oraz kryzysem kosztów życia. Ten bałtycki kraj jest kluczowym filarem wschodniej flanki obronnej NATO, a eksperci podkreślają, że poparcie dla wspierania Ukrainy w wojnie z Rosją jest bardzo szerokie.
„Stosunek do Rosji to główny powód zachodniego, natowskiego i europejskiego zakotwiczenia Łotyszy” – mówi jeden z zachodnich dyplomatów w Rydze, dodając, że trudno sobie wyobrazić poważniejsze przetasowania na scenie politycznej.
Sondaże wskazują, że centroprawicowa Zjednoczona Lista, której przewodzi premier Łotwy Andris Kulbergs, będzie w sobotnim głosowaniu największą partią w parlamencie.
Jednak jego centroprawicowa koalicja, w skład której wchodzą także centrowa Nowa Jedność, nacjonalistyczny Sojusz Narodowy oraz Związek Zielonych i Rolników, ma po wyborach wyjść osłabiona.
Częściowe wyniki spodziewane są w sobotni wieczór, a wstępne oficjalne rezultaty mają zostać ogłoszone w niedzielę.
Obecna koalicja rządząca składa się ze Zjednoczonej Listy, Nowej Jedności, Związku Zielonych i Rolników oraz Sojuszu Narodowego. Sondaże sugerują, że blok ten raczej nie utrzyma władzy w obecnym kształcie.
Bezpieczeństwo najważniejsze dla wyborców
Bezpieczeństwo jest dla wyborców najważniejsze w kraju graniczącym z Rosją, który przez sporą część XX wieku pozostawał pod panowaniem Moskwy.
Jak ocenia Roberts Kits, analityk łotewskiego think tanku LaSER, „priorytetem będą obrona i bezpieczeństwo”. Poza nielicznymi głosami sprzeciwu istnieje szeroki konsensus w sprawie utrzymania wydatków wojskowych na poziomie blisko 5 proc. PKB oraz dalszego wspierania Ukrainy.
Jednak wyborców bardzo niepokoi też sytuacja gospodarcza.
Pod względem poziomu życia Łotwa jest najmniej zamożnym z trzech państw bałtyckich, mimo że od wejścia do UE w 2004 roku stopniowo nadrabia dystans.
Wzrost gospodarczy jest słaby. Wyborcy wskazują na rosnące koszty utrzymania, zły stan systemu opieki zdrowotnej i kłopoty finansów publicznych. Sytuację dodatkowo komplikuje duże zróżnicowanie regionalne.
Według raportu z Brukseli w regionie stołecznym, wokół Rygi, PKB na mieszkańca w 2024 roku sięgnął 101 proc. średniej unijnej.
Natomiast w pozostałych częściach kraju wskaźnik ten nie przekracza 50 proc.
Szczególnie napięta jest sytuacja we wschodnim regionie Łatgalia, gdzie mieszka duża większość ludności rosyjskojęzycznej i gdzie postępuje poważne wyludnienie.
„Najważniejszy problem to brak młodych ludzi, brak dobrych miejsc pracy” – mówi AFP 30‑letni Aigars Soikants, mieszkaniec Dyneburga, drugiego co do wielkości miasta w kraju.
„Pracy jest za mało (…) Ludzie wyjeżdżają” – mówi o mieście, w którym 90 proc. mieszkańców posługuje się rosyjskim.
Zaznacza, że zamierza głosować na „partię centrową albo prawicową, która działa w interesie państwa”.
Wzrost znaczenia populistów
Jak w wielu innych krajach Europy, obawy gospodarcze w okresie przedwyborczym wzmocniły partie populistyczne.
Partia Suwerenna Władza (Suverena vara, SV), krytykująca pomoc dla Ukrainy i wzrost wydatków wojskowych, w sondażach uzyskuje 9 proc. poparcia i może zająć w parlamencie drugie miejsce.
Uznawana przez krytyków za ugrupowanie prorosyjskie partia, na czele której stoi Julija Stepanenko, akcentuje przede wszystkim problemy gospodarcze Łotwy.
Jest jednak politycznie izolowana i, o ile nie wydarzy się sensacja, nie ma szans na wejście do przyszłej koalicji rządzącej.
Starannie unikając słowa "Ukraina", Vjaceslavs Stepanenko, lider listy SV w Łatgalii i mąż przewodniczącej partii, opowiada się za „wstrzymaniem wszelkiej pomocy dla jakiegokolwiek państwa zagranicznego”.
„To nam potrzeba pomocy, a nie odwrotnie” – mówi AFP.
Inne ugrupowanie populistyczne, Łotwa na Pierwszym Miejscu (LPV), także ma w sondażach 9 proc. poparcia, a jego lider, biznesmen Ainars Šlesers, bywa regularnie porównywany do prezydenta USA Donalda Trumpa.
Partia zdobywa poparcie dzięki konserwatywnemu przekazowi i obietnicom ożywienia gospodarki, a w przeciwieństwie do SV może stać się niezbędnym partnerem w rozmowach koalicyjnych.
„Kluczowe pytanie brzmi, czy Zjednoczona Lista będzie współpracować z partią Šlesersa” – mówi analityczka polityczna Sigita Struberga.
Głos rosyjskojęzycznych wyborców
Przez lata rosyjskojęzyczni wyborcy, którzy stanowią ok. 35 proc. ludności Łotwy, głosowali głównie na partię Zgoda. Dziś nie tworzą już jednolitego bloku.
Zgoda, która wygrywała kilka wyborów parlamentarnych, nie wchodząc jednak do rządu, zniknęła z łotewskiej Saeimy w 2022 roku i ma bardzo małe szanse na powrót.
„Nie powinniśmy postrzegać rosyjskojęzycznych wyborców jako jednolity blok o takim samym zachowaniu przy urnie” – podkreśla analityk Kits.
Choć kwestie tożsamości nie zniknęły, coraz większa część tego elektoratu kieruje się dziś przede wszystkim względami gospodarczymi i społecznymi.
„Zagłosuję na partię Šlesersa” – mówi AFP 62‑letni Valentin Trofimov, zegarmistrz z Dyneburga. Jego zdaniem w kraju „brakuje pieniędzy na wszystko”, w tym na transport, edukację i służbę zdrowia.
„Pensje są zbyt niskie” – dodaje.