Rosja wykorzystuje rosyjskojęzycznych obywateli z krajów bałtyckich w propagandzie przeciwko Łotwie, Litwie i Estonii. Liczba faktycznych przesiedleń pozostaje minimalna.
Rosja konsekwentnie promuje programy przesiedleńcze dla rosyjskojęzycznych mieszkańców krajów bałtyckich, obiecując im "lepsze życie" i "powrót do historycznej ojczyzny".
Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Od 2022 roku do Rosji przeniosło się z Łotwy, Litwy i Estonii zaledwie 1640 osób.
Ci, którzy decydują się na wyjazd, często stają się narzędziem propagandy.
Ich historie wykorzystywane są do budowania narracji o "rusofobii" krajów bałtyckich.
Sprawa Mamykina: od europosła do propagandysty
Na Łotwie wybuchł skandal wokół byłego europosła Andrejsa Mamykina. Władze rozważają pozbawienie go obywatelstwa po tym, jak w 2024 roku przeniósł się do Rosji.
Opozycyjna frakcja "Łotwa Pierwsza" wskazuje, że Mamykin w programie Rossija 1 wzywał Rosję do ataków na kraje bałtyckie. Dla łotewskich parlamentarzystów to bezpośrednie wezwanie do wojny i naruszenie prawa międzynarodowego.
Mamykin przez lata był dziennikarzem, a od 2014 roku pełnił kadencję w Parlamencie Europejskim.
Po przeprowadzce do Rosji stał się stałym uczestnikiem propagandowych programów, krytykując Łotwę i ośmieszając jej polityków.
Kontrowersyjne wypowiedzi, w tym o łotewskim prezydencie, były wykorzystywane do dyskredytacji krajów bałtyckich.
Jesienią 2023 roku łotewska Służba Bezpieczeństwa Państwowego wszczęła przeciwko niemu postępowanie karne z artykułu o usprawiedliwianie zbrodni wojennych.
Powodem były jego wypowiedzi na rosyjskich kanałach państwowych i mediach społecznościowych, w których określił inwazję Rosji w Ukrainie "wielką świętą sprawą".
Sprawa Wołkowa: emocjonalny przekaz i polityczna reakcja
Na Litwie uwagę przyciągnął rosyjski opozycjonista Leonid Wołkow, mieszkający w Wilnie.
W styczniu była pracownica FBK Anna Tiron opublikowała zrzut jego prywatnej wiadomości, w której krytykował Denisa Kapustina i ukraińskich urzędników, nazywając ich "nazistami" i "nikczemnymi technologami politycznymi".
Litewskie władze oceniły, że takie słowa mogą być wykorzystane przez wrogie reżimy do celów propagandowych.
Nie wszczęto jednak postępowania karnego.
Wołkow nie pojawiał się w rosyjskich mediach, nie popierał agresji i nie wzywał do przemocy wobec Litwy.
Minister spraw wewnętrznych Vladislav Kondratovic oświadczył, że nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego, a Departament Migracji potwierdził jego niezmieniony status prawny.
Dwa przypadki - jedna rzeczywistość
Mamykin i Wołkow pochodzą z różnych światów. Jeden świadomie angażuje się w rosyjską propagandę, drugi popełnił błąd w prywatnej korespondencji.
Obaj stali się jednak punktem zainteresowania mediów i władz, ponieważ kraje bałtyckie żyją pod presją Rosji. Wojna w Ukrainie uwrażliwiła region na kwestie lojalności, dyskursu publicznego i bezpieczeństwa informacji.
Każde słowo mogące zostać wykorzystane przez Kreml podlega uważnej kontroli.
Propaganda przesiedleńcza jako narzędzie wpływu
Kreml rozwija programy przesiedleńcze, tworzy konta TikTok promujące "szczęście w historycznej ojczyźnie" i wykorzystuje migrantów jako dowód "rusofobii" krajów bałtyckich.
Andriej Mamykin, Marina Kornatowska i Olga Czerniawska stali się elementami tego medialnego konstruktu.
Ich wypowiedzi w rosyjskich kanałach telewizyjnych i wywiadach dla mediów państwowych są używane w wojnie informacyjnej.
Państwa bałtyckie podejmują decyzje w zależności od charakteru wypowiedzi i potencjalnego zagrożenia. Przypadki mogą się różnić, ale zasada pozostaje niezmienna: ochrona przestrzeni informacyjnej to kwestia bezpieczeństwa narodowego.