Pedro Sánchez zwołuje nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego po kryzysie migracyjnym w Ceucie; presja trwa, PP chce szybszych powrotów.
Premier Hiszpanii, Pedro Sánchez, w trybie nadzwyczajnym zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego 25 dni po wybuchu kryzysu migracyjnego w Ceucie. Władze przyznają, że miasto wciąż jest „bardzo dalekie” od powrotu do normalności po masowym napływie ponad 72 tys. osób przez przejście graniczne Tarajal w dniach 30 i 31 lipca.
Gremium zbierze się w pałacu La Moncloa przed pierwszym po wakacjach letnich posiedzeniem Rady Ministrów, aby przeanalizować sytuację i skoordynować reakcję na skutki kryzysu, który nadal wywiera silną presję na służby ds. cudzoziemców, wymiar sprawiedliwości i ochronę zdrowia w mieście autonomicznym.
Delegat rządu w Ceucie, Miguel Ángel Pérez Triano, przyznał w poniedziałek, że miasto wciąż jest „dalekie od normalności” i wykluczył możliwość swojej dymisji, uznając, że odejście w samym środku kryzysu byłoby „absolutną nieodpowiedzialnością i tchórzostwem”.
Pérez Triano wypowiedział się po spotkaniu z kierownictwem Brygady ds. Cudzoziemców i Granic Policji Narodowej, aby omówić sytuację powstałą po nielegalnym przekroczeniu granicy przez ponad 72 tys. osób na przejściu Tarajal. Presja na instytucje nie słabnie, a różne szczeble administracji starają się wzmacniać swoje zasoby, by sprostać skutkom kryzysu.
PP domaga się więcej urzędników do rozpatrywania powrotów migrantów
Opozycja w poniedziałek zwiększyła presję na rząd. Jej rzecznik, Borja Sémper, zaapelował, by do Ceuty skierować „wszystkie jednostki ds. cudzoziemców, jakich będzie trzeba” i by pracowały na trzy zmiany – rano, po południu i w nocy – aby przyspieszyć procedury repatriacji migrantów, którzy nadal przebywają w mieście.
„To nie do przyjęcia”, że powroty rozpatruje się tak, jakby była to zwykła sytuacja, bo jest wyjątkowa” – przekonywał Sémper. „Trzeba zmobilizować tylu urzędników, ilu będzie trzeba, na tak długo, jak będzie trzeba. Wszyscy muszą wrócić i to jak najszybciej” – dodał.
Borrell krytykuje europejską reakcję
Tymczasem były szef hiszpańskiej i unijnej dyplomacji Josep Borrell nazwał reakcję części rządów europejskich na masowy napływ migrantów do Ceuty „histeryczną, nieproporcjonalną i absurdalną”.
Borrell szczególnie zakwestionował odpowiedź Unii Europejskiej i ubolewał, że kilka państw członkowskich powiązało kryzys z hiszpańską polityką migracyjną. „Wiele krajów – wszystkie poza Francją, Portugalią, Luksemburgiem i Irlandią – wpadło w panikę. Europejska solidarność zniknęła. Prawo trzeba stosować”.
Były minister spraw zagranicznych opowiedział się za koniecznością wzmocnienia granic, ale zwrócił też uwagę na sytuację nieletnich oraz potencjalnych wnioskodawców o azyl, którzy pozostają w Ceucie.
„Rząd Hiszpanii słusznie podkreśla, że nieletni mają prawa: trzeba stosować przepisy” – zauważył. Jednocześnie zaapelował, by Hiszpania zajęła wobec Brukseli bardziej zdecydowane stanowisko i odrzucił tezę, że kryzys można przypisać hiszpańskiej polityce migracyjnej.