Niesfinalizowany formalnie rozłam wewnątrz PiS ma przełożenie także na polityczną układankę w Parlamencie Europejskim. Obóz Mateusza Morawieckiego to trzech europosłów, którzy mogą być języczkiem u wagi. Zwłaszcza w perspektywie przetasowań w PE w ciągu najbliższych miesięcy.
Morawiecki rezygnuje z szefowania partii EKR
Choć obóz polityków zgromadzonych wokół Mateusza Morawieckiego wciąż jeszcze oficjalnie jest częścią Prawa i Sprawiedliwości, to sam były premier antycypując pewne wydarzenia zrezygnował z funkcji przewodniczącego partii EKR (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy). Szefem partii konserwatywnej był półtora roku, po tym jak zastąpił na tym stanowisku premier Włoch, Giorgię Meloni. Jako, że z formalnego punktu widzenia sprawował tę funkcję z nadania PiS (PiS należy do EKR), jego rozwód z PiS sprawia, że tego mandatu już nie ma. Ogłoszona przez Morawieckiego rezygnacja, w formie listu do członków EKR, została przyjęta. I póki co obowiązki przewodniczącego przejął włoski europoseł z partii Meloni (Frattelli Italia), Carlo Fidanza. Jest to jednak tylko rozwiązanie tymczasowe.
Nie wiadomo jeszcze kto docelowo zastąpi byłego premiera Polski. W spekulacjach medialnych pojawiają się najczęściej nazwiska dwóch polskich europosłów: Adama Bielana (który jest obecnie przewodniczącym polskiej delegacji w grupie EKR w PE) i Tobiasza Bocheńskiego. Ale to wcale nie jest pewne, bo stanowisko wcale nie musi przypaść komuś z Polski. Mało realne wydaje się, by otrzymał je jakiś włoski polityk. Włosi są już wystarczająco mocno reprezentowani zarówno we władzach partii EKR (Włoch - Nicola Procaccini jest także szefem związanego z EKR think tanku New Direction) i grupy EKR w Europarlamencie. Stąd pojawiają się opinie, że w ramach równowagi może ta funkcja przypaść politykowi z innego kraju - np. rumuńskiemu politykowi, niedawnemu kandydatowi na prezydenta kraju - Giorgiu Simionowi. Simion, szef partii AUR jest obecnie wiceprzewodniczącym partii EKR. Podobnie jak siostrzenica Marine Le Pen, francuska europosłanka Marion Macheral. Nominując kogoś spoza Polski, EKR zachowałby neutralność w stosunku do polskich zawirowań. Decyzja powinna zapaść po wakacjach.
Parlament Europejski. Przetasowania na półmetku
Ale to nie koniec przetasowań. Bardzo to wszystko ciekawie wygląda w kontekście misternej układanki politycznej, jaką jest Parlament Europejski. Zgodnie z zasadą w połowie pięcioletniej kadencji PE może dochodzić do wewnętrznych przetasowań. Dotyczy to stanowiska przewodniczącego tej instytucji, jego zastępców, a także przynajmniej niektórych komisji. O kolejną, trzecią już kadencję stara się obecna przewodnicząca, pochodząca z Malty i należąca do EPL (Europejska Partia Ludowa), Roberta Metsola. Choć jeszcze kilkanaście lat temu sytuacja, w której trzeci raz z rzędu stanowisko szefa PE miałby sprawować ten sam polityk, z tej samej partii politycznej byłaby nie do przyjęcia (ze względu na układ sił), teraz nie jest to wykluczone. Tym bardziej, że uchodząca raczej za koncyliacyjnego polityka Metsola stara się zachować poprawne relacje ze wszystkimi partiami i tym samym zaskarbić sobie ich poparcie. Zmiany mogą nastąpić na pozycjach wiceprzewodniczących PE, których jest aż 14. Obecnie EKR ma dwoje wiceprzewodniczących - są to łotewski europoseł Roberts Zile i włoska europosłanka Antonella Siberna. Z powodu kordonu sanitarnego swoich przedstawicieli nie ma trzecie pod względem liczby posłów grupa czyli Patrioci za Europą (85 europosłów obecnie). Teoretycznie EKR miałby szanse na stanowisko trzeciego wiceprzewodniczącego. Pod warunkiem, że dalej będzie czwartą co do wielkości grupą. A zwłaszcza jeśli udałoby mu się wyprzedzić Patriotów, którzy mają tylko o jednego członka więcej.
I tu dochodzimy do wątku polskiego. W obecnej (czyli od 2024 roku) kadencji Polacy z Prawa i Sprawiedliwości są drugą po Włochach z partii Meloni najliczniejszą delegacją - w sumie 20 europosłów. W związku z tym mają m.in. stanowisko współprzewodniczącego grupy EKR - jest nim Patryk Jaki (drugi współprzewodniczący to Włoch, Nicola Procaccini) i kwestora, którym jest Kosma Złotowski.
Wśród tych 20 członków polskiej delagacji jest trzech, którzy przystąpili do Stowarzyszenia Rozwój Plus założonego przez Mateusza Morawieckiego: Waldemar Buda, Michał Dworczyk i Piotr Muller.
Czy pozostaną w EKR?
- Nasze poglądy odpowiadają wartościom reprezentowanym przez EKR. Jesteśmy gotowi je dalej reprezentować - w rozmowie z Euronews deklaruje Piotr Muller, były rzecznik rządu Mateusza Morawieckiego, który jest też rzecznikiem prasowym polskiej delegacji EKR. Unika jednak jednoznacznej odpowiedzi na to, czy po zmianach zostaną w EKR.
- Co to kwestii polskiej delegacji, to najpierw musimy to przedyskutować ze swoimi kolegami z grup w EKR po szerszej dyskusji o naszej obecności w grupie - mówi.
Co nie jest ani zapewnieniem chęci pozostania w EKR, ani zapowiedzią opuszczenia grupy. Gdyby doszło do tego, że trzech europosłów opuściłoby w ciągu najbliższych miesięcy EKR - czyli w czasie kiedy są na nowo obsadzane funkcje w PE - pogorszyłoby to pozycję negocjacyjną frakcji konserwatywnej. Z tego samego powodu EKR też nie miałby ochoty sam z siebie wyrzucić tych trzech europosłów. Co z kolei sprawia, że trzech współpracowników Morawieckiego może być języczkiem u wagi.
Póki co wakacje, które w politycznym sensie zaczynają się w Brukseli od poniedziałku, będą czasem wstrzymywanych decyzji. Polityczne gierki na pełną skalę wrócą we wrześniu, kiedy już też będzie najprawdopodobniej znana polityczna sytuacja Morawieckiego i jego sojuszników.