To, co przez dziesięciolecia traktowano jako odpad, może okazać się jednym z najcenniejszych zasobów przyszłości. Stare hałdy, zużyta elektronika czy baterie samochodowe kryją pierwiastki, od których zależy rozwój energetyki, motoryzacji i obronności.
Grupa Virtus to warszawska spółka, która do lutego działała jako Raen. Wraz ze zmianą nazwy, zmieniła także kurs. Po inwestycjach w sektorze fotowoltaiki firma postawiła na branżę obronną i technologie dual-use, skupiając się na dostarczaniu specjalistycznego finansowania podmiotom związanym z wojskiem i bezpieczeństwem. Oprócz roli operatora kapitałowego, wśród licznych projektów spółki znalazł się również recykling surowców krytycznych z odpadów pokopalnianych.
Andrzej Kensbok – wiceprezes zarządu Grupy Virtus, wcześniej wiceprezes zarządu ds. finansowych KGHM Polska Miedź, prezes KGHM International w Toronto oraz prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
***
Aleksandra Gałka-Reczko: Zacznijmy od najprostszego pytania: czym w ogóle są surowce krytyczne?
Andrzej Kensbok: To surowce niezbędne do produkcji tego, bez czego gospodarka staje – mikroprocesorów, przetworników energii elektrycznej, silników, napędów, uzbrojenia, zaawansowanej elektroniki, motoryzacji, baterii. To elementy, które decydują o tym, czy dane państwo lub region może konkurować z innymi.
Tych pierwiastków jest wiele – to przede wszystkim metale: nikiel, lit, kobalt, kadm, antymon, bizmut, wolfram czy molibden a także tzw. metale ziem rzadkich, jak neodym czy hafn.
W produkcji których z tych surowców Polska ma największy potencjał?
Polska ma bogate złoża miedzi, eksploatowane od ponad 60 lat, przede wszystkim przez KGHM Polska Miedź, choć pojawiają się już nowi inwestorzy. Złoża metaliczne są zwykle polimetaliczne – z jednym dominującym metalem i całym szeregiem innych. W polskich złożach towarzyszące miedzi metale to głównie srebro, ale też złoto, pallad, platyna i nikiel. Dużych ilości pierwiastków ziem rzadkich tu jednak nie ma.
Historycznie prowadzono też w Polsce wydobycie uranu, w latach 40. i 50. XX wieku, ale zawartość uranu w tych złożach była zbyt niewielka, by wydobycie było opłacalne.
To jednak tylko złoża rodzime. Istnieje drugi rodzaj – tak zwane złoża antropogeniczne.
Antropogeniczne? Nazwa sugeruje, że stoi za nimi człowiek...
Dokładnie – to złoża pochodzące z działalności człowieka, traktowane dziś niemal na równi ze złożami rodzimymi. To odpady przemysłowe, które 50–60 lat temu trafiały na hałdy, bo ówczesne technologie hutnicze nie pozwalały wyekstrahować wszystkich pierwiastków albo po prostu nie były one wtedy przedmiotem zainteresowania. Dziś leżą na hałdach żużla hutniczego, a zawierają spore ilości cennych pierwiastków.
Drugi obszar to odpady zbierane na bieżąco – kable, elektronika, silniki, narzędzia skrawające, ale też kwasy i płyny przemysłowe zawierające roztwory metali. Te strumienie odzyskuje się dziś głównie metodami hydrometalurgicznymi i elektrorafinacji, zwracając surowiec do gospodarki – nie zawsze jako czysty metal, czasem jako sole czy tlenki metali.
Czy dobrze rozumiem, że prócz pierwiastków naturalnych, naszym zasobem są także... odpady?
Tak, Polska – jak wszystkie kraje wysoko rozwinięte – generuje dużo bieżących odpadów, które można przerabiać. Rusza już na przykład recykling baterii samochodowych – po około 10 latach tracą one pojemność na tyle, że muszą być wymieniane, neutralizowane, mielone i rozdzielane na sitach. Powstająca mieszanina jest bogata w różne pierwiastki i staje się przedmiotem obrotu handlowego oraz dalszego oczyszczania.
Ten proces będzie się pogłębiał – Europa zaczęła elektryfikację transportu kilkanaście lat temu, więc najstarsze baterie są już wyrzucane. Za 5–10 lat zaczną też być recyklowane wielkie, sieciowe magazyny energii. Gospodarka będzie więc coraz bardziej cyrkularna, w coraz większym stopniu oparta na surowcach wtórnych.
Mając doświadczenie z pracy w KGHM, mogę dodać, że krajowa produkcja miedzi tej spółki składa się już w około 30 proc. z miedzi ze złomu. KGHM bardzo szeroko korzysta z takiego przerobu wtórnego, podobnie jak wiele innych firm hutniczych.
Jeszcze kilkanaście lat temu w dyskusjach o recyklingu pojawiało się pytanie, czy nie jest to proces bardziej kosztowny niż wydobywanie surowców od zera. Czy to się opłaca?
Opłaca się. W niektórych procesach technologicznych wsad z recyklingu jest po prostu niezbędny – jak w produkcji stali, gdzie potrzebny jest wsad złomu. W innych przypadkach zależy to od popytu, podaży i cen metali.
Kilkanaście lat temu miedź kosztowała 1500 dolarów za tonę – to była wtedy dobra cena. Dziś oscyluje między 10 a 12 tysięcy dolarów za tonę, więc ekonomika jest zupełnie inna. To sprawia, że bardzo opłacalny jest recykling miedzi i towarzyszących jej metali. Podobnie jest z górnictwem – kopalnie nieopłacalne jeszcze kilka lat temu dziś znów wracają do gry.
Firmy górnicze i metalurgiczne są bardzo wyczulone na kwestie ochrony środowiska, ale niezależnie od tego, zupełnie pozbawiony sentymentu rachunek ekonomiczny pokazuje, że odzyskiwanie surowców wtórnych bardzo się opłaca – zwłaszcza że towarzyszą im metale szlachetne, jak złoto, pallad czy platyna, które dziś osiągają bardzo wysokie ceny.
Jakie branże mogą być zainteresowane pozyskiwaniem surowców z recyklingu?
Branże docelowe – motoryzacja czy zbrojeniówka – kupują metale w bardzo określonych formach: stopy, kształtowniki, blachy, pręty o ściśle zadanej czystości. Produkt z naszej instalacji elektrorafinacji musi jeszcze przejść przeróbkę w hucie, która wytworzy z niego produkt zgodny ze specyfikacją klienta końcowego. Dla baterii to na przykład ściśle określony nanoproszek kadmowy czy litowy, dla amunicji przeciwpancernej – pręty wolframowe, z których odkuwa się rdzenie pocisków.
Takich gotowych produktów sami nie zapewniamy, ale wiemy, że nasze metale trafią do tych branż, a także do produkcji elektroniki czy silników elektrycznych. Widzimy więc swoją rolę jako dostawcy dla hut wyższego rzędu.
Wspomniał pan o bogatym dziedzictwie górniczym Polski na tle innych rynków unijnych i światowych. Jak ten dorobek nas dziś pozycjonuje?
Polska jest jednym z niewielu krajów, gdzie działalność górniczą i hutniczą prowadzono od stu, czasem dwustu lat – podobnie jak Niemcy, w pewnym stopniu Hiszpania, Francja, Szwecja, Stany Zjednoczone, a później też Chile, Peru i Chiny.
Dzięki tym tradycjom mamy w Polsce ponad 1350 zlokalizowanych i opisanych hałd odpadów – niektóre liczą sobie nawet 200 lat. Nie wszystkie zostały zbadane pod kątem zasobności metali, ale wiele ma swoje opisy w Państwowym Instytucie Geologicznym. To duże zasoby, atrakcyjne właśnie dlatego, że dawniej nie było zainteresowania odzyskiem niektórych pierwiastków albo brakowało technologii.
Polska jest też krajem handlowym, tranzytowym, z wieloma firmami zajmującymi się obrotem współczesnymi odpadami przemysłowymi. Krzyżują się tu szlaki handlowe wielu strumieni odpadów, które mogą być oczyszczane na miejscu zamiast eksportowane – to redukuje ślad węglowy.
Jesteśmy zdania, że odpady trzeba przerabiać tam, gdzie są składowane. Nasza technologia jest mobilna, kontenerowa – cały układ mielenia, roztwarzania w kwasie, elektrorafinacji i neutralizacji mieści się na niewielkim, utwardzonym obszarze. Jest też nisko energochłonna, więc można ją lokalizować nawet tam, gdzie nie ma przyłączy do linii energetycznych wielkiej mocy.
Chciałbym też dodać, że stosowana przez nas technologia jest "rodzimym" rozwiązaniem. Rozwija ją prof. Przemysław Łoś z zespołem z Politechniki Wrocławskiej, przy współpracy z Politechniką Śląską i Instytutem Metali Nieżelaznych, a z sukcesem została już wdrożona w Chinach i Chile.
Czy ta technologia jest bezpieczna dla środowiska lokalnego?
Tak – funkcjonuje, w innej skali, od 60 lat w Zagłębiu Miedziowym, w Legnicy i Głogowie. Elektrorafinacji poddawana jest cała miedź produkowana w KGHM. To technologia zamknięta – nie dochodzi tu do wylewania kwasu, bo jest on oczyszczany przez elektrolizę i wraca, odtwarzając metal na katodach. W ten sposób jesteśmy w stanie wyizolować pojedyncze metale np. tantal, niob, antymon, hafn, złoto czy srebro z bardzo złożonych i niejednorodnych strumieni odpadowych, w warunkach łagodnych dla środowiska i bez generowania kolejnych odpadów. Poza jakąś naturalną katastrofą nie ma ryzyka planowego oddziaływania na środowisko.
Oczywiście, jak każda działalność górnicza, wytwarza pewne pylenie czy spaliny koparek, ale niczym się to nie różni od sąsiedztwa innych instalacji przemysłowych. Odpady rzadko leżą w centrum miasta – z reguły na starych, poprzemysłowych terenach. My nie chcemy ich nigdzie wywozić – chcemy przerabiać je dokładnie tam, gdzie leżą.
Czy z racji tego, że technologia jest tak mobilna, rozważacie eksportowanie tej usługi do innych krajów UE albo na rynki globalne?
Oczywiście i to się już dzieje. Jesteśmy w fazie proof of concept – pierwsza instalacja powstaje na Dolnym Śląsku. Podobne instalacje funkcjonują już w Chinach i w Chile, również pod nadzorem zespołu profesora Łosia. Doświadczenia stamtąd wskazują, że w Polsce również można z powodzeniem przerabiać tutejsze odpady.
Chcemy jednak uzyskać namacalny dowód w postaci działającej instalacji, pokazującej efektywność odzysku, czystość materiału, zużycie energii i przepustowość. Dopiero wtedy będziemy gotowi do ekspansji – zamawiania kolejnych, większych instalacji.
Czy na podstawie tych wyliczeń jesteście już w stanie oszacować skalę produkcji, na przykład w tonach metali rocznie?
Wszystko zależy od tego, jakie metale będziemy odzyskiwać, a to z kolei zależy od tego, z właścicielami jakich hałd wejdziemy we współpracę i czy uzyskamy pozwolenia środowiskowe. Hałdy zawierają różne pierwiastki, więc do każdej trzeba dobrać odpowiednie katody i proces elektrochemiczny.
Nie jest wykluczone, że będziemy współdziałać też z firmami zajmującymi się recyklingiem, które sprzedają wstępnie obrobiony materiał – dzięki naszej technologii mogłyby oczyszczać go do czystego metalu i sprzedawać z wyższą marżą. Wtedy działalibyśmy usługowo, jako podmiot oczyszczający dany strumień odpadów.
Sporo dyskutuje się dziś w Unii Europejskiej o uniezależnieniu się od Chin, spory wokół cieśniny Ormuz pokazały, jak kruchy potrafi być łańcuch dostaw. Czy technologia recyklingu ma realną szansę przyczynić się do uniezależnienia UE i Polski od dostaw z Chin?
Chiny prowadzą świadomą politykę surowcową od co najmniej 20 lat, która teraz przynosi efekty. Europa postawiła sobie cel, by osiągnąć przynajmniej 25 proc. produkcji surowców krytycznych z odzysku do 2030 roku. To cel dość aspiracyjny – obecnie Unia zaspokaja to zapotrzebowanie w jakichś 2–3 proc., więc realizacja w tym terminie może być nierealna i zapewne zostanie przesunięta w czasie. Niemniej jasno widać, że UE dostrzegła problem i daje narzędzia finansowe i regulacyjne pobudzające rozwój technologii.
To po części pokłosie mniej więcej trzydziestu lat zaniedbywania europejskiego górnictwa. Nasza technologia wychodzi naprzeciw tej potrzebie – nawet gdyby przyczyniła się tylko o dodatkowe pół procenta, byłby to krok we właściwym kierunku. A gdyby dało się ją łatwo adaptować do różnych składów chemicznych odpadów spotykanych w Europie, to szansa na szybkie zwiększenie skali.
Critical Raw Materials Act przewiduje możliwość dofinansowania takich projektów – w Polsce uzyskały je już dwa programy, jednym z nich jest firma Elemental Holdings. My również chcemy spełnić te wymogi i ubiegać się o finansowanie.
Czy zauważa pan jakieś zmiany w unijnej polityce surowcowej?
Myślę, że polityka unijna się nie zmieni – tych krytycznych pierwiastków nie przybędzie, a Chiny swojej polityki też nie zmienią. To problem, który będzie istniał przez co najmniej kilka dekad. Dlatego wiele państw, w tym UE i USA, chce się wyrwać z chińskiego uścisku, oferując finansowanie i ulgi pozwoleniowe, by produkować surowce krytyczne na własnym terenie. Nazywamy je „chińskimi", choć nie zawsze pochodzą z Chin – są za to tam rafinowane i kontrolowane przez chińskie podmioty.
Stoimy na stanowisku wolnego rynku i będziemy współpracować także z podmiotami chińskimi. Unia Europejska chce jednak, żeby część surowców krytycznych pochodziła ze źródeł unijnych, i to wtórnych – z odzysku.
Biorąc pod uwagę imponującą liczbę przebadanych hałd – czy myśli pan, że Polska ma szansę stać się liderem w tej branży?
Z całą pewnością – nie tylko ze względu na liczbę hałd, ale przede wszystkim tradycje przemysłowe. Produkty wytworzone w Polsce w przemyśle ciężkim czy wydobywczym budzą automatyczny szacunek w świecie. Mamy znane na całym świecie firmy produkujące maszyny górnicze, jak Famur czy Fasing. KGHM to siódmy co do wielkości producent miedzi i drugi co do wielkości producent srebra na świecie – firma szanowana także na londyńskiej giełdzie metali.
Jesteśmy dziś znani jako kraj silnie rozwijający przemysł zbrojeniowy, a przy tym nigdy nie porzuciliśmy ambicji motoryzacyjnych – jesteśmy producentem pojazdów ciężarowych, autobusów, wózków widłowych. Bardzo bym sobie życzył, żebyśmy zaczęli produkować też pierwszy polski samochód elektryczny.
Jesteśmy też krajem znanym z branży stoczniowej i kolejowej – to przestrzeń, w którą dobrze wpisuje się odzysk metali z odpadów przemysłowych. Mamy już kilku dużych, ponadnarodowych graczy w recyklingu – Eneris, Orzeł Biały, MoBruk, FBSerwis a także Elemental, który buduje kolejne zakłady. To pozwala wierzyć, że postawienie akcentu na rozproszoną, ale dobrze zarządzaną przeróbkę odpadów daje szansę na zbudowanie w Polsce szerokiego przemysłu odzysku pierwiastków krytycznych. W tej kolejce stoi zresztą wiele krajów – Szwecja, Finlandia, Niemcy, Czechy, myślę że niedługo także Ukraina. Jestem jednak spokojny, że Polska może tu odgrywać istotną rolę.
Czy recykling będzie zastępował wydobycie, czy raczej mu towarzyszył?
Będzie towarzyszył. Wydobycie będzie prowadzone, choć myślę, że w mniejszym stopniu w Polsce i UE – bardziej w Afryce, Australii czy Ameryce Południowej. Z pewnością w jakiś sposób do tej gry wróci też Rosja, może po zakończeniu wojny w Ukrainie. Wydobycie rodzime będzie się więc rozwijało, ale popyt na recykling będzie równolegle rósł.
KGHM kiedyś produkował 10 proc. swojej miedzi ze złomów, teraz produkuje 30 proc. – i nikt nie ma z tym problemu, bo to dokładnie ten sam pełnowartościowy surowiec. Na tym polega piękno metali – są w stu procentach recyklowalne, podobnie jak stal czy szkło. Wydobycie pierwiastków rodzimych będzie coraz droższe i trudniejsze – już dziś niektóre kopalnie budowane są na wysokości 4,5 tysiąca metrów nad poziomem morza.
Myślę, że przekroczyliśmy już pewną granicę – złom i odpady nie są już czymś wstydliwym. Ktoś, kto dziś zajmuje się odzyskiem surowców wtórnych, budzi zainteresowanie, także instytucji finansowych chętnych do pożyczania pieniędzy. Ten obraz społeczny recyklingu bardzo się zmienił z negatywnego na pozytywny.
Kiedy zatem udostępnicie pierwsze zrecyklingowane surowce swoim nabywcom?
To proces czasochłonny, ale liczymy, że pierwsza instalacja zostanie uruchomiona zimą tego roku. Jeśli warunki pogodowe pozwolą na pełne uruchomienie, poddamy ją testom już w produkcji – i wtedy będziemy mogli pochwalić się, jakie pierwiastki odzyskujemy, w jakich ilościach i z jaką efektywnością.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.