Europosłowie uzgodnili uproszczenie przełomowej ustawy o AI. Zwolennicy mówią o cięciu biurokracji, krytycy o ustępstwie wobec Big Tech. Co się zmienia dla firm i obywateli.
Gdy unijna ustawa o sztucznej inteligencji weszła w życie w sierpniu 2024 roku, okrzyknięto ją najbardziej rygorystycznym prawem dotyczącym AI na świecie. Niecałe dwa lata później Europa już uzgodniła jej zmianę.
7 maja rządy państw UE i europosłowie zawarli porozumienie w sprawie tak zwanego „AI omnibusu” – pakietu ukierunkowanych poprawek wpisanych w szerszy program upraszczania regulacji cyfrowych. Celem jest ograniczenie biurokracji, uporządkowanie nakładających się przepisów oraz danie firmom więcej oddechu, bez naruszania opartej na ocenie ryzyka logiki ustawy.
Efektem jest zmieniony zestaw zasad, który wydłuża terminy, zawęża obowiązki i przedefiniowuje sposób egzekwowania najbardziej ambitnej unijnej regulacji cyfrowej. To, czy jest to rozsądna korekta kursu, czy po cichu wprowadzana deregulacja, zależy od tego, kogo zapytać.
Co się zmieniło?
Najbardziej odczuwalna zmiana dotyczy czasu. Wysokiego ryzyka systemy AI z załącznika 3 do ustawy, obejmujące m.in. zatrudnienie, edukację i ubezpieczenia zdrowotne, muszą być zgodne z przepisami do 2 grudnia 2027 roku. Termin przesunięto z lata 2026. AI wbudowana w produkty fizyczne, takie jak wyroby medyczne czy maszyny przemysłowe, także zyskała dodatkowy czas – obowiązki przesunięto do sierpnia 2028 roku.
Zawężono też definicję „wysokiego ryzyka”. Najsurowsze wymogi obejmą tylko te systemy AI, których awaria stwarza realne zagrożenie dla zdrowia lub bezpieczeństwa. Narzędzia, które jedynie wspierają użytkowników lub optymalizują działanie, nie uruchamiają już automatycznie pełnego reżimu. Producenci przyjęli tę zmianę z ulgą, jednak organizacje konsumenckie patrzą na nią z nieufnością.
Ograniczono nakładanie się przepisów z innymi unijnymi ustawami. Tam, gdzie regulacje sektorowe obejmują funkcje AI w lotnictwie, wyrobach medycznych czy usługach finansowych, firmy nie będą już równolegle oceniane według dwóch reżimów.
Jedna z bardziej kontrowersyjnych decyzji dotyczy maszyn, które całkowicie wyłączono spod ustawy o AI. Będą objęte odrębną regulacją sektorową. Firmy takie jak Siemens i ASML mocno zabiegały o tę zmianę. Dla Siergieja Łagodinskiego, europosła Zielonych i jednego z głównych głosów Parlamentu w sprawach cyfrowych, to sygnał ostrzegawczy.
„Wyłączając sektor maszyn, robimy pierwszy krok w stronę rozdrobnienia regulacji dotyczących AI” – powiedział Euronewsowi. Jako przestrogę wskazał Stany Zjednoczone, gdzie brak jasnych federalnych reguł pozostawił w ich miejsce mozaikę często sprzecznych przepisów stanowionych przez poszczególne stany.
„Z jednej strony wszyscy mówią, jak wolny i nieregulowany jest amerykański rynek AI. Z drugiej wielu nawet nie wie, który stan co reguluje” – stwierdził Łagodinski. „Brakuje jasnych wytycznych i ograniczeń”.
Porozumienie wprowadza też jeden istotny nowy zakaz: od 2 grudnia obowiązywać będzie blokada narzędzi AI tworzących niechciane, seksualnie jednoznaczne wizerunki, w tym deepfake’i. Ma to zamknąć lukę, której dotychczasowe przepisy nie obejmowały.
Co to oznacza dla firm
Dla przedsiębiorstw pakiet oznacza więcej czasu i mniej papierów. Małe i średnie firmy oraz mniejsze spółki o średniej kapitalizacji skorzystają z uproszczonej dokumentacji technicznej, wydłużonych terminów oraz szerszego dostępu do tzw. piaskownic regulacyjnych, gdzie systemy AI można testować przy czasowo złagodzonych wymogach.
Z założenia zmiany mają charakter proporcjonalny: mała firma korzystająca z gotowego chatbota ma znacznie mniej obowiązków niż przedsiębiorstwo sprzedające wysokiego ryzyka systemy AI używane przy decyzjach rekrutacyjnych. Dostosowanie się wciąż oznacza jednak konkretne koszty, a za niespełnienie wymogów nadal grożą kary finansowe.
Łagodinski mówi, że z takim rezultatem może się pogodzić. „Końcowe porozumienie jest czymś, z czym możemy być w porządku. Nie należę do tych, którzy twierdzą, że to katastrofa”. Jednocześnie zwrócił uwagę na ograniczenia takiego sposobu stanowienia prawa. „Nie możemy w nieskończoność ponownie otwierać procesu legislacyjnego i szukać skrótów. Ten proces jest dłuższy i jego integralność nie powinna być kwestionowana”.
Największe wyzwanie
Pod technicznymi korektami kryje się trudniejsze pytanie: czy jakiekolwiek prawo jest w stanie dotrzymać kroku rozwojowi AI? Łagodinski mówi o tym otwarcie. „Obawiam się, że nasze procesy legislacyjne są znacznie wolniejsze niż szybkie tempo innowacji” – powiedział, apelując, by Urząd ds. AI UE oraz Komisja Europejska pełniły rolę pośrednich regulatorów. Mieliby szybciej niż pełne cykle legislacyjne wypełniać luki poprzez wytyczne, kodeksy postępowania i działania egzekucyjne.
„Komisja bywa czasem bardzo ostrożna, działa wolno albo z opóźnieniem, dlatego tym ważniejsze jest, by Komisja i Urząd ds. AI jeszcze poważniej traktowały swoje obowiązki”.
Ustawa o AI, mimo wprowadzonych zmian, pozostaje najbardziej kompleksową regulacją dotyczącą sztucznej inteligencji na świecie. Jej oparta na ryzyku konstrukcja pozostała nienaruszona. Porozumienie tworzy jednak precedens: przepisy można ponownie otworzyć. Kolejny sprawdzian będzie dotyczył tego, czy Urząd ds. AI i państwa członkowskie rzeczywiście będą je egzekwować, czy też kolejne odroczenia i wyłączenia po cichu wydrążą ambitne cele ustawy.
Formalne zatwierdzenie przez rządy państw UE i Parlament Europejski jest spodziewane w najbliższych miesiącach.