Jeszcze niedawno dyplomację kojarzono głównie z rządami i pałacami ministerstw. Dziś coraz częściej to miasta przejmują rolę aktywnych graczy na arenie międzynarodowej - budując własne sieci współpracy, wpływając na debatę o demokracji i reagując na globalne kryzysy szybciej niż państwa.
Światowe stolice coraz częściej przestają pełnić wyłącznie funkcję administracyjną, a zaczynają odgrywać rolę aktywnych uczestników międzynarodowej debaty publicznej.
Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów tego procesu jest rozwój Paktu Wolnych Miast, który w ostatnich latach przekształcił się z regionalnej inicjatywy Europy Środkowej w rozbudowaną, globalną sieć współpracy samorządów.
Do porozumienia dołączają kolejne metropolie ze Stanów Zjednoczonych, w tym Boston, Chicago, Seattle, San Diego, San Antonio, Oklahoma City oraz Montgomery. To istotny krok, który wyraźnie przesuwa ciężar inicjatywy poza dotychczasowe ramy europejskie i nadaje jej realnie międzynarodowy charakter.
Rosnąca sieć współpracy miast
Pakt Wolnych Miast został podpisany w grudniu 2019 roku przez burmistrzów Warszawy, Pragi, Bratysławy i Budapesztu podczas spotkania w Budapeszcie. Sygnatariuszami byli Zdeněk Hřib, Gergely Karácsony, Rafał Trzaskowski oraz Matúš Vallo.
Celem inicjatywy była odpowiedź na obserwowane wówczas procesy centralizacji władzy, ograniczania przejrzystości decyzji publicznych oraz osłabiania mechanizmów demokratycznych na poziomie lokalnym.
Mimo różnic politycznych między sygnatariuszami, łączy ich przekonanie o potrzebie bardziej otwartego i efektywnego modelu zarządzania miastami. Wspólnie deklarują przywiązanie do wartości progresywnych i inkluzywnych oraz sprzeciw wobec nacjonalistycznego populizmu.
Do kluczowych wyzwań, na które odpowiada Pakt, należą m.in. kryzys klimatyczny, konkurencyjność gospodarcza, cyfryzacja, migracja oraz narastające nierówności społeczne. Obecnie sieć obejmuje już 39 miast, stając się platformą regularnej wymiany doświadczeń i koordynacji działań samorządów.
Bratysława gospodarzem kluczowych rozmów
Już 12 maja w Bratysławie odbędzie się spotkanie przedstawicieli miast należących do Paktu Wolnych Miast. W centrum rozmów znajdą się m.in. kryzys mieszkaniowy, rosnące obciążenia budżetowe samorządów, transformacja przestrzeni miejskiej oraz napięcia w relacjach między władzami centralnymi a lokalnymi.
Samorządy jako obrońcy wolności
Znaczenie międzynarodowej współpracy miast podkreśla w rozmowie z Euronews była ambasador USA przy ASEAN oraz była zastępczyni burmistrza Los Angeles ds. stosunków międzynarodowych Nina Hachigian, obecnie prezes organizacji ALLIES (Alliance for Local Leaders International), która wspiera Pakt jako partner strategiczny.
„Burmistrzowie na całym świecie koncentrują się nie tylko na ochronie ludzi, ale także na ochronie norm i systemów, na których Amerykanie polegają od setek lat. Obejmuje to m.in. ochronę praw obywatelskich, umożliwianie pokojowych protestów oraz zapewnianie przejrzystości i odpowiedzialności władz lokalnych” – podkreśla Hachigian.
Jej zdaniem coraz wyraźniej widoczna jest zbieżność doświadczeń miast europejskich i amerykańskich.
„W Stanach Zjednoczonych wiele praw i norm, które chronią wolność, słabnie na poziomie federalnym. To doświadczenie, które samorządy w Europie Środkowo-Wschodniej dobrze znają. Dlatego możliwa jest wymiana perspektyw i strategii” – zaznacza.
Wyzwania społeczne i polityczne w USA
Hachigian zwraca uwagę, że jednym z istotnych obszarów napięć w USA pozostaje polityka imigracyjna oraz kwestie związane z protestami społecznymi.
„Funkcjonariusze federalni codziennie zatrzymują ludzi na ulicach. W większości przypadków są to osoby, które nie popełniły przestępstw. Miasta starają się reagować poprzez kampanie informacyjne ‘Know Your Rights’, ochronę pokojowych protestów oraz działania prawne przeciwko rządowi federalnemu” – mówi.
Odniosła się również do dyskusji wokół kontrowersyjnego Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE), odpowiedzialnego za egzekwowanie przepisów imigracyjnych.
W styczniu doszło do dwóch tragicznych zdarzeń z udziałem agentów ICE, które wstrząsnęły amerykańską opinią publiczną. Zginęły dwie osoby – obywatele USA, a sposób działania funkcjonariuszy wywołał poważne kontrowersje i szeroki sprzeciw.
Nagrania z obu incydentów sugerowały, że życie agentów nie było bezpośrednio zagrożone, a użycie siły mogło być nieadekwatne. W konsekwencji odwołano z funkcji dowódcę Border Patrol Grega Bovino.
Pojawiły się także doniesienia, że Donald Trump zaproponował zmianę skrótu ICE na „NICE”, co miałoby - według niego - poprawić wizerunek agencji. Według części politologów był to jednak przede wszystkim gest wizerunkowy, mający złagodzić kontrowersje wokół jej działań. Innego zdania pozostaje Nina Hachigian.
„Rebranding nie poprawi wizerunku ICE w oczach większości Amerykanów. Zamiast tego agencja powinna wrócić do bardziej ostrożnego i selektywnego działania” – podkreśla w rozmowie z Euronews.
Miasta jako motor zmian
W ocenie przedstawicielki ALLIES to właśnie samorządy stają się jednym z kluczowych filarów współczesnej demokracji.
„To burmistrzowie dają mi nadzieję. Są odważni i optymistyczni, wykonują trudną pracę w trudnych warunkach, ale każdego dnia starają się poprawić życie swoich mieszkańców” - mówi.
Dodaje również, że miasta często stają się miejscem realnej zmiany społecznej:
„Kiedy w Polsce prawo aborcyjne stało się bardziej restrykcyjne, odbyły się ogromne protesty. A w Budapeszcie, mimo zakazu świętowania praw osób LGBTQ+, zorganizowano dużą paradę równości. Takie przykłady mogą być bardzo interesujące dla amerykańskich burmistrzów” - podsumowuje.