Cztery lata u władzy zmieniły Giorgię Meloni z politycznej outsiderki w jedną z najważniejszych postaci europejskiej prawicy. Teraz premier Włoch staje przed nowym wyzwaniem: jak utrzymać władzę, nie tracąc umiarkowanego kursu i kontroli nad koalicją.
To właśnie w porcie w Bari premier Giorgia Meloni świętuje w ten piątek cztery lata u władzy – najdłuższy nieprzerwany okres urzędowania rządu w osiemdziesięcioletniej historii powojennych Włoch.
„Rekord jest bezdyskusyjny, a jeśli uda jej się doprowadzić obecną kadencję do końca bez kryzysu rządowego, zapisze się w historii republiki” – mówi w rozmowie z Euronews Gianfranco Pasquino, emerytowany profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Bolońskim.
Dodaje: „Cała Europa dostrzegła zdolności przywódcze Giorgii Meloni. Zobaczono również, że potrafi sprawnie poruszać się na arenie międzynarodowej, powiedziałbym nawet – z pewną dozą oportunizmu. To, że przez cztery kolejne lata na czele włoskiego rządu stała ta sama osoba, miało ogromne znaczenie”.
Na scenie w Bari dominuje hasło: „Bardziej stabilny rząd, silniejsze Włochy”. Jednak zdaniem Roberto D'Alimonte, politologa i założyciela CISE – Centro Italiano Studi Elettorali, „stabilność Meloni jest dziełem przypadku, a nie wynikiem zmian strukturalnych”.
„Faktem jest jednak, że jeśli dziś z głosem Włoch bardziej się liczą, to także dlatego, że Meloni przez cztery lata uczestniczyła we wszystkich szczytach Rady Europejskiej, niezależnie od jej osobistych przymiotów. Od dziś wchodzimy jednak na terra incognita” – zauważa.
Dlaczego polityczny awans Vannacciego jest problemem dla Meloni
Nowym elementem na włoskiej scenie politycznej jest bez wątpienia rosnące poparcie dla skrajnie prawicowej partii Futuro Nazionale. Według sondaży ugrupowanie może dziś liczyć na 7,4 proc. poparcia, a więc więcej niż dwie partie wspierające Meloni w koalicji rządowej – Forza Italia (7,3 proc.) i Liga (5,5 proc.).
„Meloni stoi przed dylematem bez wyjścia” – kontynuuje politolog w rozmowie telefonicznej z Euronews.
„Aby wygrać wybory parlamentarne w 2027 roku, musiałaby otworzyć koalicję na partię byłego generała Roberto Vannacciego” – dodaje, odnosząc się do polityka, którego londyński dziennik finansowy Financial Times nazwał „koniem trojańskim Rosji we Włoszech”.
Były generał Roberto Vannacci mógłby podważyć konserwatywną, ale jednocześnie umiarkowanie proeuropejską i proukraińską linię premier. Mogłoby to zagrozić zarówno spójności koalicji, jak i jej społecznemu poparciu przed wyborami w 2027 roku.
W praktyce – jak mówi D'Alimonte – „Vannacci trzymałby potencjalny nowy rząd Meloni w stanie permanentnego szantażu. Ale jeśli Meloni zostawi go poza koalicją, ryzykuje przegraną w następnych wyborach”.
Nie można również zapominać, że nowy parlament włoski wybierze nowego prezydenta republiki – zgodnie z kalendarzem instytucjonalnym ma to nastąpić w lutym 2029 roku.
Meloni wzorem dla Marine Le Pen?
Sprawa nie dotyczy jednak wyłącznie Włoch. Jak tłumaczy w rozmowie z Euronews Marc Lazar, emerytowany profesor historii i socjologii polityki w Sciences Po w Paryżu oraz znawca europejskich partii politycznych, „w 2027 roku wybory odbędą się we Francji, we Włoszech, w Hiszpanii i w Polsce. Wyniki będą kluczowe, by zrozumieć, w jakim kierunku pójdzie Europa”.
W Polsce Prawo i Sprawiedliwość, partia politycznie bliska Braciom Włochom, raczej nie wydaje się dziś zdolna do powrotu do władzy. W Hiszpanii natomiast Vox, którego lider utrzymuje bardzo bliskie relacje z Meloni, mógłby wejść do rządu wraz z Partią Ludową – historyczną formacją centroprawicową należącą do Europejskiej Partii Ludowej.
„Wiele osób na francuskiej prawicy” – dodaje Lazar – „spogląda na koalicję partii konserwatywnych, którą Meloni zdołała utrzymać przez cztery długie lata, jak na model”.
Marine Le Pen może jednak obrać kurs odmienny od innych europejskich sił konserwatywnych, wybierając specyficzną, francuską wersję polityki narodowej.
Lazar mówi: „Le Pen uważa, że może wygrać samodzielnie, a gdyby jej się to udało, natychmiast wycofałaby francuskie wsparcie dla Ukrainy, narażając Unię Europejską na poważne niebezpieczeństwo, także dlatego, że Francja jest jedynym mocarstwem nuklearnym w UE”.
Napięte relacje między europejskimi partiami prawicy mogą więc odbić się na spójności Unii, wystawiając na próbę kruche równowagi polityczne, które w ostatnich latach z trudem udawało się utrzymać.
„W Europie jest bardzo wielu, którzy z trudem rozumieją osobistą i ideologiczną rywalizację między Meloni a Le Pen, do tego stopnia, że naturalnym partnerem Rassemblement National we Włoszech nie są Bracia Włosi, lecz Liga Matteo Salviniego”.
RN i Liga zasiadają bowiem w tej samej grupie w Parlamencie Europejskim – Patrioci dla Europy – podczas gdy FdI i Vox Santiago Abascala należą do grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.
Dlaczego zmierzamy ku Europie ojczyzn?
„Pod koniec przyszłego roku możemy obudzić się w Europie ojczyzn, opartej na współpracy poszczególnych państw, a nie w Europie, którą znamy dziś – nastawionej na integrację ponadnarodową” – mówi w rozmowie z Euronews Giovanni Orsina, dyrektor School of Government na Uniwersytecie Luiss.
„Ta fala prawicy z pewnością głęboko zmieni Europę, ale nie jestem katastrofistą: europejska współpraca i integracja są nam potrzebne” – dodaje.
W 2022 roku Meloni budziła obawy jako potencjalna niszczycielka Unii Europejskiej. Tymczasem w ostatnich latach uczestniczyła w pracach europejskich instytucji w sposób konstruktywny. Wywalczyła również dla Włoch stanowisko wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej dla Raffaele Fitto, obecnego wysłannika ds. kwestii cypryjskiej.
„Meloni uchodzi za odpowiedzialną i wiarygodną w europejskiej układance. Gdyby Marine Le Pen w Pałacu Elizejskim, a nawet AfD, poszły śladem Meloni, byłaby to dobra wiadomość” – uważa Orsina, przekonany, że ostatecznie realpolitik może przeważyć nad konserwatywnym dogmatyzmem.
Mimo to zarówno Marc Lazar, jak i Giovanni Orsina podkreślają, że nie istnieje jedna, uniwersalna forma konserwatyzmu. Tendencje do umiarkowania lub radykalizacji mogą więc różnić się w zależności od kraju.
„Każdy nacjonalizm ma z definicji własną specyfikę, bo jest zakorzeniony w tradycjach konkretnego narodu. Dlatego tak trudno nam wyobrazić sobie Europę rządzoną przez nacjonalistów” – mówi Lazar.
I konkluduje: „Mimo wszystko trudno wyobrazić sobie świat bez Unii Europejskiej. Jestem przekonany, że ostatecznie znajdziemy sposób, by ją utrzymać i sprawić, żeby działała”.