1 września o godz. 4:45 rozpoczęły się obchody 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej z udziałem przedstawicieli władz. Karol Nawrocki skupił się na nierozliczonej kwestii reparacji od Niemiec, podczas gdy Donald Tusk mówił o zagrożeniach związanych z wojną w Ukrainie i potrzebie budowania sojuszy.
1 września 1939 roku pancernik „Schleswig-Holstein” otworzył ogień do Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. To wydarzenie oficjalnie uznaje się za początek II wojny światowej. Niemieckie ataki rozpoczęły się jednak także w innych miejscach — wcześniej lub niemal równocześnie. Około godz. 4:40 niemieckie lotnictwo zbombardowało Wieluń, a w miejscowościach przygranicznych doszło do pierwszych starć i ostrzałów.
Podczas obchodów 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte pojawili się przedstawiciele władz, którzy w swoich wystąpieniach odnieśli się także do obecnej sytuacji bezpieczeństwa. Prezydent Karol Nawrocki mówił o reparacjach i niemieckiej agresji, a premier Donald Tusk zwrócił uwagę na konieczność budowania realnych sojuszy oraz przestrzegał przed "brunatną falą agresji i pogardy".
Dwie wizje wojny: Nawrocki żąda reparacji od Niemiec, Tusk ostrzega przed Rosją
Obchody odbywają się w szczególnie napiętym okresie dla Europy, a zwłaszcza państw wschodniej flanki NATO, w związku z trwającą wojną w Ukrainie i rosnącymi wyzwaniami dla bezpieczeństwa regionu. To także okazja dla polityków do przedstawienia swoich wizji polityki zagranicznej, bezpieczeństwa i relacji z sojusznikami.
Na uroczystości jako pierwszy zabrał głos prezydent Karol Nawrocki.
„Pamięć o 1 września wymaga od nas prawdy i odpowiedzialności” – mówił, nawiązując do krzywd wyrządzonych Polakom przez Niemcy. Podkreślał, że 1 września 1939 roku rozpoczęła się „hekatomba” i „pandemonium”, które dotknęły naród polski za sprawą Niemców i Sowietów. Przypomniał, że podczas wojny zginął co szósty Polak.
Nawrocki mocno akcentował pamięć o niemieckiej agresji i krzywdach wyrządzonych Polsce, wskazując, że o tej części historii wciąż mówi się za mało zarówno w Niemczech, jak i w Europie. W swoim wystąpieniu stwierdził, że „Niemcy nie potrzebowały Adolfa Hitlera, żeby gardzić Polską, Polkami, Polakami, polskością”, podkreślając potrzebę przypominania o odpowiedzialności za zbrodnie popełnione podczas wojny.
Prezydent stwierdził też, że Polsce powinny zostać wypłacone reparacje, które służyłyby „nie tylko przeszłości” i „sprawiedliwości historycznej”, lecz także przyszłości. Jak zaznaczył, zadośćuczynienie powinno zostać przeznaczone na rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego.
"Apeluję stąd, z Westerplatte, do kanclerza Niemiec, do narodu niemieckiego. Załatwmy sprawę reparacji i zadośćuczynienia z myślą o sprawiedliwości historycznej, ale z myślą o przyszłości" - powiedział prezydent.
"Nigdy więcej wojny, nigdy więcej faszyzmu".
Nieco inną wizję przedstawił w swoim przemówieniu premier Donald Tusk. Zwrócił szczególną uwagę na to, że w obecnej sytuacji geopolitycznej Polska potrzebuje zarówno realnych sojuszy, jak i samowystarczalności własnej armii.
"Tu, z Westerplatte, popłynęły tysiące słów. Przez te dziesięciolecia zawsze mówiliśmy, my, Polacy, zawsze to samo - nigdy więcej wojny, nigdy więcej faszyzmu" - mówił.
Jak stwierdził "odpowiedzialność za koszmar II wojny światowej spada hitlerowskie Niemcy, ale także na sowiecką Rosję".
Tusk przekonywał, że najważniejszą lekcją z września 1939 roku powinno być wzmacnianie własnych zdolności obronnych i budowanie wiarygodnych sojuszy. Jak podkreślił, Polska nie może w razie zagrożenia liczyć wyłącznie na bohaterstwo swoich żołnierzy ani biernie czekać na pomoc innych państw. „Musimy polegać na własnej sile, na realnych sojuszach” – mówił.
Jednocześnie wskazał, że Polska musi wpłynąć na postawy "wszystkich przywódców wolnego świata", by z II wojny światowej wyciągnąć lekcję solidarności i jedności. "To nie może być sojusz na papierze", mówił. Wskazał też na odradzającą się w wielu krajach falę agresji.
"Nie możemy też pozwolić nikomu, ani tu w naszym domu w Polsce, ani w Europie, ani w Stanach Zjednoczonych na dopuszczenie do recydywy brunatnej fali agresji i pogardy. Bohaterstwo naszych żołnierzy tu, na Westerplatte, na Helu, Armii Krajowej, tych którzy szturmowali Monte Cassino, poszłoby na marne", stwierdził.
Kosiniak-Kamysz: "Żołnierze z Westerplatte nie pytali jeden drugiego, kto na kogo głosował"
Na uroczystościach głos zabrał także szef Ministerstwa Obrony Narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, który zwrócił uwagę na osamotnienie polskich żołnierzy podczas obrony Westerplatte. Podkreślał, że najważniejsze jest, by w przyszłości nie dopuścić do sytuacji, w której polscy żołnierze zostaną sami.
"Odwaga bohaterów, obrońców Westerplatte, nie miała granic. Granicę miały zapasy" – powiedział. Dodał, że 87 lat później jako minister obrony narodowej nie chce „wychowywać kolejnych poległych bohaterów”, lecz chce, by „polscy żołnierze zawsze wracali do domu”.
"Bohaterstwo to jest to, co zostaje, jak wszystkiego innego zabraknie" – stwierdził. – "Naszą rolą jest, żeby nie zabrakło".
Wskazał też na znaczenie zbudowania w społeczeństwie odporności, nawiązując do polaryzacji, która jest w Polsce coraz mocniej obecna.
Kosiniak-Kamysz podkreślał, że żołnierze z Westerplatte nie dzielili się według poglądów politycznych. „Nie pytali jeden drugiego, kto na kogo głosował. Mieli jeden mundur i jeden rozkaz” – mówił. Zaznaczył, że różnice są naturalną częścią wolnego społeczeństwa, jednak spór polityczny ma swoje granice. „Jest granica sporu, za którą przestaje być już sporem, a staje się prezentem dla tych, którzy nam źle życzą” – powiedział minister, nazywając to „górnolotnie zwana racją stanu”.
Uroczystości upamiętniające wybuch II wojny światowej odbywają się także w Wieluniu, gdzie pojawił się m.in. marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. O godz. 4:00 w mieście rozległy się syreny alarmowe.