Po rekonstrukcji rządu miało być spokojnie, ale w CDU narasta krytyka wobec Friedricha Merza. Członkowie mówią o złej atmosferze, a sposób potraktowania byłego ministra transportu Patricka Schniedera budzi gniew.
Rekonstrukcją rządu kanclerz Friedrich Merz próbuje uratować to, co jeszcze da się uratować z jego części gabinetu. Cztery z ośmiu zmian zostały dziś przypieczętowane. W berlińskim zamku Bellevue, siedzibie prezydenta federalnego, Frank-Walter Steinmeier wręczył trzem nowym lub przeniesionym na inne stanowiska politykom ich akty mianowania.
Dotychczasowa minister zdrowia Nina Warken (CDU) obejmie funkcję szefowej Urzędu Kanclerskiego. Jej miejsce zajmie dotychczasowy sekretarz generalny CDU Carsten Linnemann. Steffen Bilger (CDU) stanie na czele ministerstwa transportu.
Ze stanowiska odwołany zostaje dotychczasowy minister w Urzędzie Kanclerskim, Thorsten Frei (CDU). Obejmie on po Jensie Spahnie funkcję przewodniczącego klubu parlamentarnego CDU. Głosowanie ma się odbyć jeszcze dziś.
Dla Merza może to jednak oznaczać początek pracy nad samym sobą. Wsparcie z własnych szeregów słabnie. Także ze strony szefa CDU w Bremie, Heiko Strohmanna. „Nie chcę mówić, że panują u nas katastrofalne nastroje. Ale wszystko zmierza w tym kierunku”, powiedział przewodniczący landowej organizacji z miasta hanzeatyckiego dziennikowi Tagesspiegel. „Wielu członków jest niezadowolonych z kanclerza.”
Merz nie potrafi porwać wielu członków partii: „Za mało tłumaczy swoją politykę”, ocenił Strohmann, mówiąc o kanclerzu. „Chciałbym, żeby Friedrich Merz podczas urlopu zastanowił się nad swoim postępowaniem.” Zmianę na stanowisku kanclerza określił jednak jako „bzdurę”.
Z kręgów partyjnych FAZ informuje o „podłej” atmosferze. Sytuację określa się jako „destrukcyjną”. Zachowanie Merza przy odwołaniu ministra transportu Patricka Schniedera (CDU) nazywane jest „podłym” i „niegodnym”.
Söder uspokaja i mówi o „przejściowym niepokoju”
Już w czwartek w ubiegłym tygodniu Merz poinformował Schniedera, że zamierza go odwołać. Następca wycofał się jednak w ostatniej chwili. Dlatego Merz przez kilka dni trzymał w tajemnicy planowaną zmianę. Jak pisze Bild, przez doniesienia mediów o powolnych poszukiwaniach nowego ministra transportu Schnieder poczuł się publicznie upokorzony. W niedzielę miał sam poprosić Merza o dymisję.
Brat Patricka Schniedera, premier Nadrenii-Palatynatu, Gordon Schnieder, najwyraźniej okazał mu solidarność. Po odejściu Schniedera jego frakcja w landtagu wystosowała list do Merza. Odwołano w nim planowane spotkanie. Jako powód wskazano brak wzajemnego zaufania i brak szacunku.
Przewodniczący klubu parlamentarnego SPD Matthias Miersch oczekuje, że teraz w Unii (CDU/CSU) znów może zapanować spokój. Jak wyjaśnił Miersch w rozmowie z RTL i n-tv, sposób, w jaki kanclerz Friedrich Merz przeprowadził personalne roszady w rządzie, klubie i partii, nie zaszkodził czarno-czerwonej koalicji. „Sam kanclerz powiedział przecież, że wyobrażał to sobie inaczej” - dodał. - „Zakładam więc, że od dziś rzeczywiście zapanuje spokój i że musimy wrócić do ważnej pracy.”
Także szef CSU Markus Söder mówił o „przejściowym niepokoju”. Mimo to pozwolił sobie na uszczypliwość pod adresem Merza: „W imieniu CSU chcę powiedzieć: u nas wszystko pozostaje po staremu, nasz personel jest znakomity, mamy trzech silnych ministrów federalnych, trzymamy się naszego zespołu, który bardzo dobrze się sprawdził” - stwierdził Söder, cytowany przez Tagesschau.
Bezpośrednim impulsem do szerokiej wymiany kadr była decyzja o ojcostwie dotychczasowego przewodniczącego klubu CDU, Jensa Spahna. Spahn wraz ze swoim mężem został ojcem za pośrednictwem surogatki w USA. Wcześniej Spahn sprzeciwiał się dopuszczeniu macierzyństwa zastępczego w Niemczech. Po tym, jak Merz wezwał go do ustąpienia, Spahn ostatecznie złożył rezygnację.