W Heidelbergu powstaje blok w kilka tygodni zamiast miesięcy. Czy masowy druk 3D złagodzi kryzys mieszkaniowy w Niemczech, czy to tylko pokaz?
Dane są przygnębiające: według „Sozialen Wohn-Monitor 2026” na koniec 2024 roku w całym kraju brakowało ok. 1,4 mln mieszkań. To rekordowy poziom. Najbardziej cierpią młodzi ludzie, seniorzy i osoby z niepełnosprawnościami, które mogą zostać wypchnięte z miast. Jednocześnie gospodarka budowlana hamuje: w 2024 roku w Niemczech oddano do użytku tylko ok. 251,9 tys. mieszkań, o 14,4 proc. mniej niż rok wcześniej – podaje Federalny Urząd Statystyczny.
W sytuacji niedoboru fachowców, eksplodujących kosztów budowy i skomplikowanych procedur pozwoleń pomysł, by dom po prostu „wydrukować”, brzmi niemal zbyt dobrze, by był prawdziwy. A jednak właśnie to próbują dziś udowodnić kilka firm w Niemczech i w Europie.
Od unikatowego projektu do produktu seryjnego
Drukowanie budynków w technologii 3D wciąż uchodzi za nową technologię w budownictwie, choć w Niemczech osiągnięto już kilka ważnych kamieni milowych. W Beckum w Nadrenii Północnej-Westfalii zespół architekta Alexandra Hoffmanna z biura projektowego Mense-Korte (obecnie Korte Hoffmann) wydrukował pierwszy w Niemczech w pełni zrealizowany w technologii 3D dom mieszkalny.
W ciągu 100 godzin samego druku, między 2020 a 2021 rokiem, powstał dwukondygnacyjny dom jednorodzinny o ok. 160 mkw. powierzchni mieszkalnej i gładkich, łukowo wygiętych ścianach. Cała realizacja zajęła ok. osiem miesięcy, a dziś dom jest zamieszkany.
W rozmowie z Euronews Hoffmann wspomina początki, które nie zawsze były łatwe: „Rozwój nie przyspieszył tak mocno, jak mieliśmy nadzieję”. Po domu w Beckum w 2023 roku powstał Wavehouse w Heidelbergu. Powstałe centrum serwerowe służyło przede wszystkim jako studium wykonalności technologicznej i dzięki swojej charakterystycznej, falującej fasadzie pokazało, jak dużą swobodę projektową daje druk 3D.
Z każdym kolejnym projektem Hoffmann coraz wyraźniej widział jednak, że efektowne pojedyncze budynki same w sobie nie rozwiązują zasadniczego problemu. Gdzie tak naprawdę tkwi problem mieszkaniowy w Niemczech? Nie w braku oryginalnej architektury, lecz w niedoborze zwykłych, przystępnych cenowo mieszkań – podkreśla architekt. Z takiego myślenia narodził się projekt DREIHAUS – pierwszy seryjny, trzykondygnacyjny budynek mieszkalny drukowany w technologii 3D.
DREIHAUS: gdy eksperyment staje się produktem
Zaledwie kilka metrów od Wavehouse firma PERI 3D Construction, dostawca rozwiązań druku 3D w budownictwie, wspólnie z biurem Korte-Hoffmann i innymi partnerami drukuje od razu trzy budynki wielorodzinne o różnej wielkości.
Łącznie powstanie 21 lokali, które w przyszłości mają służyć jako mieszkania przeznaczone na komercyjny wynajem. Partnerzy projektu spodziewają się korzyści, które robią wrażenie: budowa ma przebiegać o 30 proc. szybciej i być o 10 proc. tańsza niż tradycyjna realizacja stanu surowego. W praktyce na jeden budynek wielorodzinny potrzeba tylko od 14 do 26 dni druku. Alexander Hoffmann jasno określa ambicje projektu: wyjątkowość DREIHAUS polega na w pełni przemyślanym, zoptymalizowanym pod druk 3D i skalowalnym koncepcie budynku. To podejście ma umożliwić szybką realizację mieszkań, które są jednocześnie tanie, zrównoważone i architektonicznie dopracowane.
Zdaniem dr. Fabiana Meyer-Brötza, dyrektora zarządzającego PERI 3D Construction, właśnie tu leży klucz do sukcesu: „W centrum uwagi nie jest już sama technologia druku 3D, lecz w pełni zaprojektowany, znormalizowany i powtarzalny koncept budynku”. Jednocześnie budowanie pozostaje zawsze lokalne – jak przyznaje Meyer-Brötz, firma instalacyjna w Heidelbergu ma inne wymagania wobec łazienek niż przedsiębiorstwo działające 200 km dalej.
Spojrzenie w stronę Francji
DREIHAUS nie jest jedynym europejskim projektem, który chce upowszechnić druk 3D w budownictwie. W Bezannes pod Reims na północy Francji w kwietniu 2026 roku oficjalnie oddano do użytku ViliaSprint² – jak dotąd największy w Europie budynek wielorodzinny wydrukowany w technologii 3D, trzykondygnacyjny obiekt z dwunastoma mieszkaniami socjalnymi o łącznej powierzchni ok. 800 mkw. Szczególnie istotne jest to, że to pierwszy we Francji budynek, w którym zarówno konstrukcja nośna, jak i wszystkie ściany powstały w całości na miejscu, bezpośrednio z drukarki.
Sam etap druku trwał tylko 34 dni zamiast planowanych 50, dzięki czemu cała inwestycja zakończyła się w 12, a nie w typowych 15 miesiącach. Do obsługi druku potrzebnych było też wyraźnie mniej wykwalifikowanych pracowników niż na tradycyjnym placu budowy.
Inwestor wydaje się przekonany do pilotażu: w kolejnym projekcie, obejmującym ok. 40 mieszkań, mają zostać jednocześnie użyte dwie drukarki, co ma wielokrotnie skrócić czas druku.
Skąd naprawdę bierze się przewaga kosztowa
Prof. Harald Kloft jest inżynierem budownictwa i wykłada na Technische Universität Braunschweig, gdzie kieruje Instytutem Projektowania Konstrukcji. Od lat prowadzi badania nad cyfrową produkcją w budownictwie i jest przewodniczącym specjalnego programu badawczego DFG TRR 277 „Additive Fertigung im Bauwesen”, poświęconego technikom addytywnym.
W rozmowie z Euronews zwraca uwagę – obok ograniczonego zapotrzebowania na personel – na jeszcze jedną zaletę: podczas gdy tradycyjne ściany są w całości wypełniane betonem, maszyna drukuje tylko pojedyncze pasma. „Oszczędza się nawet do 50 proc. materiału” – wyjaśnia Kloft. Powstałe pustki można sensownie wykorzystać, na przykład na poprowadzenie instalacji czy warstwę izolacji.
Jeszcze ciekawiej robi się przy samej geometrii. Kloft, sięgając do przykładu historycznych ceglanych powłok pioniera z Urugwaju Eladia Dieste, pokazuje, jak wygięte formy dzięki swojej statyce oszczędzają materiał: zakrzywiona ściana o grubości zaledwie 15 centymetrów może być równie stabilna jak prosta ściana o grubości 40 centymetrów. „To nie tylko kwestia designu, lecz w gruncie rzeczy zasada lekkiej konstrukcji” – podkreśla Kloft.
Cementowy haczyk: zrównoważoność sprowadza się do ceny
Znacznie trudniej jest przy bilansie emisji CO₂. Kloft nie kryje: „Jeśli porównamy kilogram zwykłego betonu z kilogramem betonu do druku 3D, to bilans CO₂ tego drugiego materiału jest dziś w wielu przypadkach jeszcze gorszy”. Powód, jak tłumaczy ekspert, jest prosty: beton musi szybciej osiągać wytrzymałość, co zazwyczaj wymaga większej ilości cementu i dodatków. Gdy jednak spojrzymy na cały proces budowy, obraz nieco się zmienia. Według Klofta już trwają szeroko zakrojone badania, które mają uczynić materiały do druku 3D bardziej zrównoważonymi.
Właśnie w tym miejscu wkracza firma Heidelberg Materials: w projekcie DREIHAUS w Heidelbergu po raz pierwszy w realizacji w technologii druku 3D zastosowano nowy cement evoZero, którego nieuniknione emisje CO₂ są wychwytywane bezpośrednio w cementowni. W porównaniu z tradycyjnym cementem portlandzkim, jak podaje menedżer produktu, Beda Eber, spółka osiąga „redukcję emisji CO₂ rzędu ok. 55 proc.”.
Nie tylko domy mieszkalne: od supermarketu po ochronę wybrzeża
Że druk 3D dawno już wykroczył poza same budynki mieszkalne, pokazuje kolejne przedsięwzięcie: według inwestora pierwszy na świecie supermarket wydrukowany z betonu w technologii 3D w Neubulach w Badenii-Wirtembergii. Także Kloft widzi dużo szersze pole zastosowań – na przykład w ochronie wybrzeża na wyspie Sylt czy w zabezpieczeniach przeciwpowodziowych, gdzie kształty betonowych elementów można dokładnie dopasować do przebiegu prądów wodnych zamiast budować masywne, proste mury.
Prawdziwe hamulce: system
W jednym eksperci są zgodni: największym problemem nie jest sama technologia. Inżynier budownictwa Harald Kloft wylicza, że budowa kosztuje ok. 3,5–4,5 tys. euro za metr kwadratowy, podczas gdy nowe mieszkanie w Monachium kosztuje między 10 a 12 tys. euro za metr. „Gdzie trafia pozostałe sześć czy osiem tysięcy euro? Nie do firm budowlanych, lecz do inwestorów, do deweloperów”. Jego wniosek: to nie samo budowanie jest za drogie, za drogie są mieszkania.
Architekt Alexander Hoffmann uważa, że największy hamulec tkwi raczej w mentalności branży budowlanej: „Za mało odwagi” – stwierdza krótko. Obaj praktycy wskazują też na niemieckie procedury uzyskiwania pozwoleń na budowę jako poważną przeszkodę. Potwierdza to Federalne Ministerstwo Budownictwa, które za główne wady uznaje „brak standardowych rozwiązań w zakresie zbrojenia, ograniczone właściwości materiałów, wysokie koszty inwestycyjne oraz nadal bardzo emisyjne wykorzystanie cementu”.
„W budownictwie nie mamy lobby”
Na pytanie o konkretne programy wsparcia dla technik addytywnych przedstawicielka Federalnego Ministerstwa Budownictwa odpowiada: „Nie planuje się żadnych szczególnych instrumentów wsparcia dla procesów wytwarzania addytywnego”. Kloft krytykuje brak ukierunkowanej pomocy: „W budownictwie nie mamy takiego lobby jak przemysł samochodowy”. Także Meyer-Brötz z PERI 3D Construction uważa, że wiele trzeba nadrobić: obecne systemy dopłat wspierają przede wszystkim seryjne i modułowe budownictwo z prefabrykowanych elementów – „w gruncie rzeczy starą technologię” – podczas gdy drukowanie budynków w technologii 3D pozostaje na uboczu.
Na jakim etapie jest dziś ta technologia?
Kloft opisuje obecną fazę rozwoju druku 3D w budownictwie, odwołując się do krzywej cyklu hype’u: około 2020 roku technologia znajdowała się na „szczycie wygórowanych oczekiwań”, potem przyszła wojna w Ukrainie i spowolnienie gospodarcze – euforia opadła. „Teraz jesteśmy na dole” – mówi Kloft. To właśnie stamtąd zwykle zaczyna się droga w stronę „plateau produktywności”. Meyer-Brötz potwierdza: „Fazę pilotażową mamy już za sobą. Teraz chodzi o stopniowe skalowanie tego sposobu budowania”. Zanim przełoży się to jednak na ogólnokrajowe statystyki dotyczące budownictwa mieszkaniowego, minie jeszcze kilka lat.
Między masową produkcją a indywidualnym domem
Harald Kloft widzi budownictwo przyszłości nie jako czystą „fabrykę druku 3D”, lecz jako konstrukcje hybrydowe, które w zależności od potrzeb łączą różne techniki i materiały, przy czym druk 3D ma odgrywać kluczową rolę. Dla Hoffmanna DREIHAUS jest już gotowym produktem, porównywalnym z domem prefabrykowanym – tyle że przeznaczonym dla szerokich grup mieszkańców, a nie dla „górnych 5 czy 10 proc.” społeczeństwa.
Bynajmniej nie chodzi mu wyłącznie o cenę, lecz także o jakość samego mieszkania: „Oczywiście jakieś mieszkania są, ale nie są dobrej jakości. Jak sprawić, by można było w nich mieszkać w godnych warunkach?” – pyta. W ten sposób świadomie odcina się od prostych rozwiązań w stylu bloków z wielkiej płyty.
Między pionierskim domem w Beckum a mieszkaniami w Heidelbergu minęło zaledwie pięć lat, a jednak widać ogromny skok – od pojedynczego unikatu do powtarzalnego konceptu. Tymczasem kolejne landy wprowadzają własne projekty druku budynków, dzięki czemu z dawnego eksperymentu powoli, lecz konsekwentnie wyrasta normalna praktyka budowlana.