Po ostatniej fali upałów woda staje się w Polsce wyzwaniem na miarę transformacji energetycznej. Temat podnosi Federacja Przedsiębiorców Polskich. Jak w praktyce wygląda ich lobbing w Brukseli i jak pokazać polskim przedsiębiorcom, że ignorowanie kryzysu wodnego po prostu przestanie się opłać?
O tym dlaczego polski biznes nie radzi sobie z lobbingiem w Brukseli i co należy zrobić, by polski głos był bardziej słyszany rozmawiamy z Magdaleną Rzeczkowską, dyrektor brukselskiego biura FPP, minister finansów w latach 2022-2023.
Jakub Janas: Czy nazwisko byłej minister wystarczy, żeby zmienić kierunek unijnych regulacji?
Magdalena Rzeczkowska, dyrektor brukselskiego biura FPP: Oczywiście, że nie. Budowana przez lata rozpoznawalność w Brukseli pomaga "otwierać drzwi", ale kontakty należy podtrzymywać, rozwijać i wszystko musi się opierać na jakości merytorycznej. Dlatego bywam w Brukseli praktycznie co tydzień. Nie da się tego robić zdalnie oraz samemu.
Ale fizycznie jest Pani w tej Brukseli sama. Jednoosobowe biuro nie upilnuje tysięcy stron unijnego prawa.
Dlatego musimy być selektywni jeżeli chodzi o tematy i priorytety, bo nie da się śledzić wszystkiego, co dzieje się w Brukseli. Natomiast przy takich małych biurach jak nasze trzeba te dwie rzeczy łączyć: zarówno fizyczną obecność w Brukseli jak i osobisty kontakt z naszymi członkami. Pozwala to nie tylko tłumaczyć prawo unijne, ale i ocenić, czy danym tematem należy zająć się w kraju, czy na poziomie unijnym. A często i tu i tu.
Z mojej poprzedniej rozmowy z szefem Business & Science Poland można było odnieść wrażenie, że bez dużego biura i sztabu ludzi w sercu dzielnicy europejskiej nie da się uprawiać skutecznego lobbingu. Wy macie budżet do 200 tysięcy euro rocznie i biuro na uboczu.
Przy małym biurze i skromnych zasobach jest zdecydowanie trudniej, tu pełna zgoda. Ale gdy ma się mniejszy budżet, kluczowa staje się jakość relacji i przygotowanie merytoryczne. Nieskromnie powiem, że moje wieloletnie doświadczenie w administracji publicznej i szerokie kontakty niezmiernie pomogły nam na starcie.
Co w takim razie jest priorytetem Federacji?
Najbardziej absorbuje nas temat gospodarki wodnej, ale to nie jedyny temat. Cały czas bardzo żywy jest na przykład temat reformy celnej, głównie w obszarze e-commerce. Przeszedł on już w wymiar praktyczny, czyli wdrożenie w Polsce, dlatego rozmawiamy teraz głównie z Ministerstwem Finansów i Departamentem Ceł.
Do niedawna temat gospodarki wodnej wydawał się niszowy. Co chcecie zmienić?
Przede wszystkim zabiegamy o to, żeby woda nie była postrzegana jako temat niszowy, czy wyłącznie środowiskowy. Tegoroczna susza wyraźnie pokazuje wartość wody dla społeczeństwa, natury i gospodarki. Nie możemy dopuścić, żeby niedobory wody powodowały konkurencję o ten zasób. Obecnie zabiegamy o to, by w unijnym akcie o gospodarce o obiegu zamkniętym potraktować wodę jako zasób do wielokrotnego wykorzystania.
W Polsce i w Europie mamy problem z definicją wody przeznaczonej do różnych celów. Dziś wodę w standardzie do picia często wykorzystujemy do mycia powierzchni przemysłowych, ponieważ brakuje przepisów pozwalających na stosowanie zróżnicowanego standardu w zależności od potrzeb, czyli zasady Fit for Purpose. Żeby umożliwić ponowne wykorzystanie wody i poprawić efektywność, potrzebujemy regulacji, które stworzą ramy do ponownego jej wykorzystania.
Chodzi nam również o wodę jako nośnik zasobów, ponieważ dzięki nowoczesnym technologiom oczyszczania i odzysku ze ścieków oraz szarej wody można wyodrębnić energię cieplną (odzysk ciepła), biogaz (metan) czy fosfor, azot do nawozów. Oraz oczywiście samą wodę do ponownego wykorzystania.
Tylko że unijne dotacje nie wystarczą na przebudowę całego przemysłu.
Dlatego pracujemy nad ułatwieniem i zwiększeniem skali inwestycji z większym zaangażowaniem kapitału rynkowego. Temu ma służyć unijne działanie pod nazwą Water Resilience Investment Accelerator. Jako Federacja, poprzez grupę ekspercką, której przewodniczę, oraz we współpracy z Water Europe, mocno zabiegamy o to, by działanie nie skończyło się zaledwie na zrealizowaniu kilku projektów w oparciu o środki unijne.
Priorytetem jest jakość wody, w tym oczyszczanie z chemikaliów (PFAS), ponowne wykorzystanie wody oczyszczonej, innowacje oraz rozwiązania oparte na naturze, które pomagają zatrzymać wodę w środowisku. Nasz główny postulat wobec Komisji jest jednak inny. Chcemy aby na bazie tego programu powstała platforma umożliwiająca budowanie projektów biznesowych dotyczących wody i modeli finansowania takich inwestycji. Miejsce, gdzie spotkaliby się właściciele problemów, dostawcy rozwiązań oraz inwestorzy.
Jak w takim razie polski biznes powinien na to odpowiedzieć? Chodzi o to, żeby aktywnie współtworzyć te zasady, zamiast tylko biernie przyjmować nowe unijne obowiązki?
Chodzi o to, żebyśmy po pierwsze sami wiedzieli, jak chcemy, aby to prawo wyglądało. Komisja Europejska zaczyna już budować metodologię pod ocenę efektywności wodnej, która ma mierzyć cel 10% oszczędności w zależności od sektora czy geografii. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której to my jako Polska zaproponujemy gotowy pomysł, a nie będziemy biernie czekać na unijne przepisy, które na koniec nas po prostu gniotą.
Czy polskie firmy są gotowe na zmianę?
Nie do końca. Właśnie dlatego przygotowaliśmy wspólnie z naszymi członkami propozycje strategii wodnej dla przemysłu oraz dla rolnictwa. W dokumencie dotyczącym przemysłu wskazujemy konkretne działania, które należy podjąć, aby odpowiedzieć na unijne wymogi, ale też dobrze przygotować się do wykorzystania środków europejskich oraz do realizacji dodatkowych inwestycji wspieranych przez Europejski Bank Inwestycyjny.
Kluczowe jest jednak to, że sami jako organizacja biznesowa nie wdrożymy proponowanych rozwiązań. Potrzebujemy, aby ten temat podjęły właściwe ministerstwa: Infrastruktury, Klimatu oraz Rolnictwa. Liczymy tutaj na współpracę, bo działania powinniśmy zacząć od uporządkowania danych. Możemy właściwie zarządzać wodą tylko wtedy, gdy wiemy, jakim zasobem dysponujemy, ile jej używamy i jakie mamy potrzeby na przyszłość.
Musimy mieć strategię krajową, wiedzieć jak chcemy podejść do tematu wody w odpowiedzi na strategię unijną. I wtedy możemy prowadzić skuteczną politykę w Bruskeli.
Może w tym tkwi przepis na sukces. Wybrać jeden trudny temat, a potem wciągnąć w niego administrację w Warszawie, żeby uwiarygodnić unijną agendę w oczach własnych członków.
Tak i dotyczy to właściwie każdej sprawy brukselskiej. Uważam, że rzecznictwa interesów czy lobbingu nie powinno się prowadzić w całkowitym oderwaniu od Stałego Przedstawicielstwa RP oraz właściwych ministerstw w kraju. Unijne procesy decyzyjne zbiegają się przecież w dwóch miejscach: w Parlamencie Europejskim, gdzie próbujemy pokazywać rzeczywistość europosłom, oraz w Radzie UE, gdzie decydują oficjalne stanowiska rządów. Ponadto obecność ministerstw oraz Stałego Przedstawicielstwa RP przy UE w tym procesie jest elementem, który realnie pomaga zwiększyć zainteresowanie samych firm.
Tylko że na Waszym ostatnim okrągłym stole z unijną komisarz ds. środowiska spotkałem przedstawicieli globalnej Coca-Coli, za to część polskich firm wolała połączyć się online. Nie byli zainteresowani?
Było to trochę rozczarowujące. W lobbingu nie chodzi o to, że wchodzisz do gabinetu i od razu wychodzisz z gotowym rozwiązaniem. Te spotkania są po to, by polska firma fizycznie zaistniała w świadomości urzędników, by zapamiętano jej nazwę i wyzwania. Zapewniam, że pani komisarz bardzo uważnie słuchała.
Może polscy menedżerowie po prostu uważają, że to strata czasu?
Tylko, że te relacje zawsze wracają. Z moich obserwacji wynika jednak, że polskie firmy nie pojawiają się często na spotkaniach z Komisją. Wolą latać do Brukseli na spotkania z polskimi europosłami. Tylko po co lecieć aż do Brukseli w tym celu?
Europosłowie mają realny głos w głosowaniach nad dyrektywami.
Oczywiście, że są ważni, ale z krajowym europosłem można spotkać się w jego biurze w Polsce, nie trzeba organizować delegacji. W naszym biznesie pokutuje kalka ze spotkań z posłami na Sejm, bo polskich przedsiębiorców zdecydowanie bardziej interesują tematy krajowe, koszty pracy, energii. Częściej panuje podejście: “dopóki nie ma nakazu albo zachęt, to tematu nie dotykam”.
Tylko że tutaj kluczowym partnerem do rozmowy jest Komisja Europejska, bo to ona proponuje nowe rozwiązania prawne. Stąd też naszą misją jest być tu wsparciem dla naszych członków.
Porozmawiajmy o pieniądzach. Nadchodzący unijny budżet zmieni zasady gry. Skończą się bezwarunkowe granty, a miliardy będą dzielone bezpośrednio w Brukseli w ramach konkursów. Jeśli polskie firmy nie nauczą się tu walczyć, po prostu wykluczą się z podziału tych pieniędzy?
Tak, bo to będą ostatnie lata z tak dużą kopertą krajową. Nasz kraj się rozwija i bogaci, więc wkrótce naturalnie zostaniemy płatnikiem netto. Już teraz unijne pieniądze diametralnie zmieniają charakter. To nie są dawne bezwarunkowe granty, lecz kontynuacja filozofii znanej z KPO, gdzie nowe fundusze często mają charakter zwrotny i są warunkowe, tzn. muszą realizować zadeklarowane reformy, efekty.
W Brukseli wpływ zyskuje się wyłącznie poprzez widoczność i relacje. Jeśli polski biznes będzie tutaj niewidoczny, te pieniądze i szanse inwestycyjne po prostu stracimy.
Skoro to wszystko jest tak oczywiste, dlaczego polskich firm wciąż tu nie ma? Czy to tylko kwestia pieniędzy?
Myślę, że ogromną barierą jest samo słowo lobbing, które w Polsce wciąż kojarzy się fatalnie. Przez to negatywne odczucie po prostu nie nauczyliśmy się tego robić i często nie wiemy, jak do tego podejść. Tutaj, w Brukseli, lobbing nie jest niczym złym.
Wręcz przeciwnie, unijny mechanizm opiera się na przejrzystości.
Jako Federacja staramy się, aby nasze propozycje były zawsze zbilansowane, czyli brały pod uwagę zarówno interes przedsiębiorcy, jak i państwa. W kraju robimy dokładnie to samo. Musimy wreszcie sami uwierzyć w to, że profesjonalne rzecznictwo interesów jest wartościowe, dobre i po prostu potrzebne polskiej gospodarce.
„Przebijanie brukselskiej bańki” to nowa seria wywiadów o mechanizmach wpływu w Brukseli. Poprzednią rozmowę o działaniu największego polskiego biura lobbingowego w stolicy UE znajdziesz tutaj.