Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Tysiąc brakujących głosów. Dlaczego nie ma nas w Brukseli?

Komisja Europejska
Komisja Europejska Prawo autorskie  The European Broadcasting Service (EBS)
Prawo autorskie The European Broadcasting Service (EBS)
Przez Jakub Janas
Opublikowano dnia Zaktualizowano
Udostępnij
Udostępnij Close Button

W Komisji Europejskiej, sercu unijnej władzy wykonawczej, powinno pracować o co najmniej tysiąc więcej Polaków, by nasza reprezentacja odpowiadała potencjałowi demograficznemu państwa. Dlaczego, po ponad 20 lat po akcesji, wciąż nie możemy tego miejsca zająć?

  • Polacy stanowią 5.3% ogółu zatrudnionych w Komisji Europejskiej, podczas gdy z naszego potencjału demograficznego w UE wynika, że powinno być nas co najmniej 8.2%
  • Oznacza to, że tylko w samej KE zatrudnienie powinno znaleźć prawie tysiąc polskich obywateli więcej, niż obecnie
  • Polska nie jest jedynym niedoreprezentowanym krajem; z problemem boryka się w sumie piętnaście państw członkowskich w tym Niemcy, Niderlandy czy Szwecja.
  • Zdecydowana większość osób, które dostały się do Komisji, to osoby, które wcześniej pracowały w Brukseli. Ten trend w ostatnich latach się nasila
  • Silna reprezentacja krajowa pomaga sprawić, że Unia nie jest postrzegana jako "obca" i zwiększa szanse na zrozumienie lokalnej specyfiki już na wczesnym etapie tworzenia prawa

Systemowa dziura, a nie brak talentu

W czasie, gdy Unia decyduje o polityce klimatycznej, umowie Mercosur i wydatkach na obronność, fizyczna obecność w instytucjach jest kluczowa.

REKLAMA
REKLAMA

Nie brakuje jednak młodych, zdolnych Polaków chętnych do pracy w Brukseli. Problem leży znacznie głębiej, a największą dziurę widać na kluczowym dla całej machiny operacyjnej poziomie – w kadrze kierowniczej średniego szczebla.

"Dlaczego to jest tak ważny element? Dlatego, że Heads of Units to jest ten poziom, który prowadzi postępowanie rekrutacyjne" – przyznaje dyplomata ze Stałego Przedstawicielstwa RP przy UE.

Pierwsza fala polskich urzędników, która zasiliła unijne instytucje tuż po akcesji, zdążyła się już zadomowić, ale ten strumień wysechł. "Mniej więcej w okolicach 2010- 2012 to się kończy” - analizuje Piotr Nowak, Prezes Network PL, organizacji zrzeszającej polskich profesjonalistów w UE. "I mniej więcej od 2012 do 2018 napływ nowych kadr z Polski wyraźnie spowolnił". Jak zauważa Nowak, „teraz to się zmienia, głównie dzięki młodemu pokoleniu. Jednak ten napływ jest ciągle zbyt mały”.

Bezpośrednim objawem tej systemowej dziury jest, jak wskazuje organizacja Polish European Professionals Network (PEPN), niska partycypacja w konkursach organizowanych przez Europejski Urząd Doboru Kadr (EPSO). W latach 2015-2021 Polacy stanowili mniej niż 4% wszystkich kandydatów. Skoro nie podchodzimy do egzaminów, nie ma nas na listach laureatów, z których rekrutują instytucje unijne. Jak przełamać to błędne koło?

"Żeby dostać pracę w Brukseli, trzeba być w Brukseli"

Ta bariera to nie tylko skomplikowane procedury, ale przede wszystkim wadliwy, centralny system naboru.

Jeden z moich rozmówców ujawnia nieoficjalne dane Komisji, które rzucają światło na realia brukselskiego rynku pracy: zdecydowana większość osób, które dostały się do Komisji, to osoby, które już wcześniej pracowały w Brukseli lub uczestniczyły w stażach w instytucjach. Szacunki mówią o 80-90%; co więcej, w ostatnich latach ta sytuacja się pogarsza.

Choć główną ścieżką wejścia są otwarte konkursy dla wszystkich Europejczyków, rzeczywistość bardziej przypomina mozolną drogę od stażu do etatu.

Na głównego winowajcę często wskazywane jest działanie wcześniej wspomnianego EPSO. Działania urzędu, często określane jako niewydolne ze względu na przewlekłość i skomplikowanie postępowań konkursowych, od lat zniechęcają zarówno doświadczonych specjalistów, jak i ambitnych absolwentów.

Trudności urzędu sprawiły, że zgodnie ze specjalnym sprawozdaniem Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, w latach 2019–2023 zorganizowano o 1/3 mniej konkursów EPSO. Przełożyło się na zmniejszenie liczby kandydatów dostępnych do rekrutacji, a następnie kilkuset procentowy wzrost liczby pracowników tymczasowych, pracujących na gorszych kontraktach.

Problemy dotyczą nawet tak absurdalnych sytuacji, jak ostatnie anulowanie konkursów z powodu oskarżeń o wykorzystanie AI do przygotowania pytań konkursowych.

Ten systemowy paraliż jest pogłębiony przez fakt, że informacja o możliwościach kariery nie dociera wszędzie. Przewagę mają tutaj studenci z dużych ośrodków akademickich (Warszawa, Wrocław, Kraków) i to oni częściej aplikują na staże.

"Świadomość jest niższa w mniejszych miastach oraz na kierunkach technicznych i specjalistycznych – takich jak informatyka, inżynieria czy nauki ścisłe” dodaje Weronika Tołsciuk, współzałożycielka PEPN.

Tymczasem Komisja Europejska coraz częściej poszukuje ekspertów z tych dziedzin, lecz wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, że w Brukseli istnieje duże zapotrzebowanie na takie kompetencje.

Piotr Nowak, Prezes Network PL oraz Weronika Tołsciuk, współzałożycielka Polish European Professionals Network (PEPN)
Piotr Nowak, Prezes Network PL oraz Weronika Tołsciuk, współzałożycielka Polish European Professionals Network (PEPN) Euronews

"Gra o Tron": minister z CV w ręce

W ostatnich latach większość państw unijnych prowadziła twardą grę o stanowiska.

Jak ujawnia jeden z moich rozmówców, w Polsce długo panowało przekonanie, że praca w Brukseli to forma dezercji: "często polska władza nie postrzega Polaków pracujących w instytucjach unijnych jako swoich ambasadorów, tylko po prostu jako ludzi, którzy przeszli na druga stronę". A jak robili to inni?

"Czasami zdarza się tak, że minister z jednego z krajów UE po prostu przyjeżdża z CV kandydata i idzie na rozmowę do dyrektora generalnego" – zdradza kolejny z moich rozmówców.

Każdy ma swój model. Włosi i Hiszpanie "idą masą", wystawiając po trzech, a nie jednego kandydata na każde stanowisko, zwiększając swoje szanse. Francuzi z kolei płacą swoim ekspertom delegowanym do Stałego Przedstawicielstwa za budowanie sieci kontaktów, zanim w ogóle zaczną właściwą pracę.

Najbardziej pragmatyczni są jednak gospodarze. Belgowie często zaczynają od szczebli technicznych, by później awansować na wyższe stanowiska. Sama centralizacja agencji unijnych w Brukseli im to ułatwia. Zaczyna się to jednak zmieniać - w Polsce obecnie znajduje się siedziba Frontexu, czyli Europejskiej Agencji Straży Granicznej, a nasz kraj walczy właśnie o siedzibę obecnie powstającej europejskiej agencji celnej.

Czy powinniśmy załamywać ręce? Niekoniecznie

W początkowej próżni stworzonej przez państwo, siłą napędową stały się oddolne organizacje i pragmatyczne działania na najniższym szczeblu.

"Nasze stowarzyszenie Network PL jest przykładem, kiedy to my sami, bez systemowego wsparcia, zaczęliśmy zbierać tych ludzi" – mówi Piotr Nowak.

„Gdy w 2017 roku przyjechałam na staż do Parlamentu Europejskiego, zaskoczyło mnie, że właściwie nie istniało żadne instytucjonalne wsparcie pomagające młodym osobom pokierować swoją dalszą karierą w strukturach UE. Nie było też narzędzi czy przestrzeni do budowania sieci kontaktów w Brukseli. Brakowało organizacji, która zrzeszyłaby młode polskie pokolenie w Brukseli i jednocześnie promowałaby możliwości kariery w instytucjach unijnych wśród Polek i Polaków. Ta potrzeba stała się motorem napędowym do założenia PEPN ponad dwa lata temu.” - wspomina Tołściuk.

To właśnie ta samoorganizacja przejęła na siebie część ciężaru wsparcia, networkingu i transferu wiedzy. Tę rolę pełnią dwie główne sieci: Network PL, skierowany do doświadczonych profesjonalistów z instytucji unijnych, oraz PEPN, który zrzesza młodsze pokolenie eurokratów oraz przedstawicieli sektora prywatnego.

Wszyscy moi rozmówcy są zgodni co do jednego: głównym obszarem, który w końcu zaczął w pełni działać systemowo, jest praca u podstaw, czyli opieka nad stażystami. To tu Stałe Przedstawicielstwo RP przy UE, we współpracy z organizacjami pozarządowymi, odnosi realne sukcesy i stało się hubem dla polskiego narybku. Jak wyjaśniają dyplomaci ze Stałego Przedstawicielstwa, ich działania obejmują m.in. cykliczne spotkania informacyjne dla wszystkich polskich stażystów z instytucjach unijnych oraz webinaria dla studentów w kraju. Dodatkowo placówka rekrutuje "EU Staff Ambassadors" – urzędników pełniących rolę mentorów dla kandydatów – i wspiera organizacje zrzeszające polską kadrę.

Efekty tej pracy u podstaw bywają zaskakujące. Nowak przywołuje przykład stażysty o polsko-francuskich korzeniach, który podsumował różnicę w podejściu obu krajów: "Polacy, zrobiliście dla mnie mnóstwo rzeczy. Od Francuzów nie dostałem nic".

Wszyscy moi rozmówcy chwalą darmowe szkolenia przygotowujące do egzaminów EPSO, organizowane najpierw przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, a od lipca przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. To konkretny ruch, który, jak ujął to Nowak, "realnie obniża próg wejścia".

Powstają też nowe, lokalne inicjatywy: "w tym roku w kwietniu powstało Centrum Staży Europejskich na UMCS-ie w Lublinie; uczelnia wyszła z założenia, że chce podejść do tego tematu systemowo".

Polska lobbuje też za twardymi rozwiązaniami, czego dowodem są konkursy narodowe w Parlamencie Europejskim oraz nowe przepisy (GIPs) przyjęte przez Komisję. Nadzieje na przełom wzmacnia fakt, że nadzór nad unijną administracją sprawuje obecnie polski komisarz, Piotr Serafin.

Nie o lobbing chodzi, a o poczucie współtworzenia

Dlaczego obecność w instytucjach europejskich jest tak ważna? Czy chodzi o to, by mieć "swoich ludzi", którzy będą lobbować za polskim interesem?

"Komisja Europejska jako całość ma działać w interesie całej UE, a jej pracownicy nie powinni działać jedynie na rzecz interesów swojego kraju" – wyjaśnia Weronika Tołściuk z PEPN.

Gra toczy się o coś więcej: o legitymizację instytucji i jakość tworzonego prawa.

Jak tłumaczy Tołściuk, "jeśli obywatele z danego kraju będą wiedzieli, że instytucje tworzone są również przez ich współobywateli, będą się z tymi instytucjami bardziej identyfikować". Wizerunkowo, niedostateczna reprezentacja sprawia, że Polska jest postrzegana jako kraj mniej zaangażowany w procesy decyzyjne Unii.

Po drugie i najważniejsze, chodzi o wzajemne zrozumienie. Unia tworzy regulacje dla 450 milionów ludzi. Aby te prawo unijne było skuteczne i akceptowane, musi uwzględniać lokalne realia. "To nie tyle kwestia działania w interesie narodowym, ile zapewnienia, że mamy odpowiednią liczbę osób, które rozumieją nasze lokalne realia w każdym zakątku UE, w tym w Polsce" – podkreśla PEPN w swoim komentarzu.

Odpowiednia reprezentacja Polaków – podobnie jak obywateli każdego państwa członkowskiego – to gwarancja, że głos ekspercki rozumiejący lokalną specyfikę, potrzeby oraz wrażliwość będzie słyszany nie tylko na etapie politycznych sporów, ale już na wczesnym etapie tworzenia prawa.

Przez lata ograniczone wsparcie instytucjonalne było łatane oddolnymi inicjatywami organizacji takich jak PEPN czy Network PL. Dopiero od niedawna polska administracja dostrzegła, że prawdziwa gra o wpływy toczy się również na poziomie urzędniczym. Jej obecne działania są słusznym kierunkiem. Pozostaje jednak pytanie czy opieka nad stażystami i szkolenia przygotowujące do egzaminów wystarczą, by nadrobić zaległości i zająć należne miejsce przy stole.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

Czy Warszawa stanie się siedzibą nowej agencji unijnej? Decyzja już w marcu

Chuligański atak na polski konsulat w Brukseli. Obraźliwe hasła podczas szczytu UE

Europejski komisarz ds. budżetu Piotr Serafin w Grecji