We wtorek niemiecka policja zatrzymała prawicowego aktywistę Roberta Bąkiewicza, który wraz z działaczami Ruchu Obrony Granic chciał ustawić krzyż przy pomniku ofiar II wojny światowej. Według policji przemarsz z krzyżem nie został wcześniej zgłoszony. Bąkiewicz mówi o „skandalu w Berlinie”.
Do zdarzenia doszło podczas przemarszu Roberta Bąkiewicza wraz z członkami Ruchu Obrony Granic, a dokładnie w momencie, w którym członkowie zgromadzenia zebrali się, by iść w stronę pomnika upamiętniającym Polaków zabitych podczas II wojny światowej, by postawić tam krzyż. Jak relacjonował sam Bąkiewicz na antenie TV Republika, uczestnicy otrzymali zgodę na przemarsz, jednak bez krzyża i tabliczek z napisami. Z kolei obecny na miejscu policjant miał poinformować zgromadzonych, że wydarzenie powinno zostać zgłoszone w niemieckim urzędzie co najmniej tydzień wcześniej.
Bąkiewicz i awantura wokół krzyża w Berlinie
Jak poinformowała berlińska policja we wtorek przed godziną 16, „około 15 osób w żółtych kamizelkach zebrało się w parku rzeźb przed Reichstagiem w Tiergarten. Niosąc transparenty i duży drewniany krzyż oraz wznosząc głośne okrzyki, zamierzały udać się do polskiego kamienia pamięci”.
Z komunikatu wynika, że funkcjonariusze zaproponowali uczestnikom zorganizowanie stacjonarnej demonstracji w parku rzeźb lub indywidualne udanie się do pomnika. Mimo to grupa ruszyła w jego kierunku z krzyżem i transparentami. W związku z tym policja podjęła interwencję, stosując środki przymusu.
Członkowie Ruchu Obrony Granic zostali, jak twierdzi policja, zwolnieni po akcji policji. Robert Bąkiewicz twierdzi jednak, że w Berlinie doszło do "skandalu", a Niemcy odmawiają Polakom "chrześcijańskiego upamiętnienia milionów polskich ofiar II WŚ!". . Przed policyjną interwencją uczestnicy zgromadzenia odśpiewali „Rotę”.
"Skandal w Berlinie"
Robert Bąkiewicz opisał całą sytuację na platformie X. Jego wpis szybko zyskał szeroki zasięg w mediach społecznościowych.
Relację z wydarzeń z perspektywy Roberta Bąkiewicza przedstawiła również TV Republika. Lider Ruchu Obrony Granic twierdził, że podczas policyjnej interwencji został zamknięty w „klatce bez tlenu”.
"Tam nas przyduszali, po prostu śmiali się Niemcy, zamknęli mnie w takiej klatce bez tlenu (...) metody widać mają cały czas te same", mówił lider Ruchu Obrony Granic na antenie telewizji Republika. "Wsadzali mi palce do oczu, do nosa, dusili mnie, bili. To są bandyci".
Prezes Telewizji Republika Tomasz Sakiewicz zapowiedział usunięcie reklam niemieckich firm z anteny stacji oraz wezwał do bojkotu niemieckich produktów.
Radosław Sikorski: "Propagowanie faszyzmu jest tam surowo karane"
Do sprawy szybko odnieśli się również polscy politycy. Szef MSZ Radosław Sikorski skomentował wydarzenia ironicznym wpisem, zachęcając do śledzenia strony „Polak Za Granicą”.
"W związku z rozpoczynającym się sezonem urlopowym zachęcam do śledzenia strony Polak Za Granicą. Należy przestrzegać lokalnego prawa oraz wypełniać polecenia służb porządkowych. Konsulowie RP udzielają pomocy, ale nie zawsze mogą ochronić przed skutkami zachowań nieroztropnych. Życzę udanych wakacji i bezpiecznego powrotu do kraju", napisał na X.
Na słowa ministra zareagowała córka działacza, pisząc o wstydzie. „Może Pan kpić z mojego taty i pouczać Polaków. Ale władza mija szybciej, niż się wydaje. A wstyd za takie słowa zostaje”, napisała. Sikorski nie pozostał dłużny. „Proszę tatusiowi przekazać, aby uważał, jak zamawia w Niemczech pięć piw, bo propagowanie faszyzmu, z oczywistych historycznych powodów, jest tam surowo karane”, odpowiedział.
Do wydarzeń odniósł się również prezes PiS Jarosław Kaczyński, który we wpisie opublikowanym na platformie X napisał o „nożu w plecy”.
„Biorąc pod uwagę, jak dzisiaj brutalnie zostali potraktowani nasi obywatele w Berlinie, jedynego, czego możemy się spodziewać ze strony Niemiec, które ani nie przepracowały swojej nazistowskiej i imperialistycznej przeszłości, ani swojego stosunku do Polaków, to noża w plecy”, stwierdził.
Poseł PiS Przemysław Czarnek również skomentował sprawę. W Sejmie stwierdził, że „niemieckie bojówki w mundurach brutalnie spacyfikowały i pobiły polskich patriotów, którzy z krzyżem chcieli uczcić pamięć milionów pomordowanych Polaków”. Działania niemieckich służb określił mianem „niemieckiego rasizmu wobec Polaków”.
Z kolei poseł KO, a wcześniej prezes prawicowo-narodowej partii Liga Polskich Rodzin Roman Giertych ocenił, że „wszystko, co robi pan Bąkiewicz, to jest kpina”.
Wydarzenia skomentował także wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Jego zdaniem działania Roberta Bąkiewicza mają charakter prowokacyjny i szkodzą interesom Polski.
"Prowokacje pana Bąkiewicza, zarówno w Polsce, jak i za granicą, służą Federacji Rosyjskiej. To jest realizacja strategii niebezpieczeństwa państwa polskiego, a nie strategii bezpieczeństwa państwa polskiego. To niszczenie wspólnoty narodowej, państw europejskich i rozbijanie NATO", powiedział.
Donald Tusk: "Czułbym się taki niepoważny"
Do zachowania Bąkiewicza odniósł się też premier Donald Tusk na konferencji prasowej.
"Jakbym zaczął w tej chwili zastanawiać się, co robi i w jaki sposób działa, Bąkiewicz, to czułbym się taki niepoważny", powiedział. "To, co robi Bąkiewicz, jest kompromitujące. Coraz częściej muszę bronić polskie służby, policję, straż graniczną przed Bąkiewiczem", stwierdził, odnosząc się w ten sposób do tzw. patroli obywatelskich organizowanych przez Ruch Obrony Granic przy granicy polsko-niemieckiej w lipcu zeszłego roku.
Ich uczestnicy obserwowali ruch na granicy i próbowali samodzielnie identyfikować migrantów. Działalność ta wywoływała kontrowersje, a media informowały o licznych incydentach i napięciach z udziałem uczestników patroli.