Na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa 2026 przywódcy debatują o obronie Europy, lecz luki w unijnym eksporcie broni nadal pozwalają wysyłać ją do krajów wysokiego ryzyka.
Unia Europejska stara się wzmocnić swój przemysł zbrojeniowy, zwiększyć wydatki na obronność i usprawnić wspólne zakupy uzbrojenia. Przygotowuje się na mniejsze zaangażowanie militarne USA i chce ograniczyć udział amerykańskich firm w kontraktach, dlatego Bruksela zachęca do szybszej produkcji i ściślejszej współpracy. Mimo obowiązujących zasad luki i niejasności nadal pozwalają jednak, by broń trafiała do krajów wysokiego ryzyka.
Zbrojeniowy zwrot, który zmienia system
UE zobowiązała się wspierać Ukrainę, wzmacniać własny przemysł obronny i kupować więcej sprzętu z europejskich źródeł dzięki nowym programom, takim jak EDIS i pakiet Defence Readiness Omnibus na 2025 rok. Mają one uprościć wspólną produkcję, skrócić procedury licencyjne i przyspieszyć dostawy amunicji, pojazdów oraz zaawansowanych systemów. Do 2030 roku Unia chce, by co najmniej połowa wydatków obronnych trafiała do europejskich dostawców, a wewnętrzny handel uzbrojeniem wzrósł do 35 procent rynku.
Zasady eksportu broni w Europie nie są jednolite. Każde państwo podejmuje własne decyzje licencyjne, powołując się na artykuł 346 Traktatu o funkcjonowaniu UE.
Wspólne stanowisko UE 2008/944/WPZiB określa osiem kryteriów, m.in. w zakresie praw człowieka i ryzyka konfliktu. COARM, grupa robocza ds. eksportu broni, wymienia informacje i decyzje odmowne, ale nie ma kompetencji, by uchylać decyzje rządów.
Luki w systemie i różne standardy
Brak centralnej kontroli sprzyja powstawaniu luk prawnych. Broń może swobodnie krążyć w obrębie Unii na podstawie łagodniejszych przepisów, a potem być wysyłana do państw trzecich, gdzie wymogi licencyjne są mniej rygorystyczne. „Właśnie tu widać erozję europejskich zasad, które tworzono już 20–30 lat temu. Dziś, pod wpływem presji geopolitycznej, te reguły same znalazły się pod presją” – mówi Frank Slijper, kierownik projektu w holenderskiej organizacji pokojowej PAX.
Dotychczasowe przykłady pokazują, jak łatwo obchodzi się przepisy. Od 2015 roku europejskie uzbrojenie wysyłane do Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest na szeroką skalę wykorzystywane w wojnie w Jemenie. „Nie jest tajemnicą, że jednym z głównych motorów handlu bronią jest ropa. Z jednej strony umożliwia europejskim państwom dostęp do surowca, z drugiej – dostawy broni do tych samych krajów naftowych” – zauważa Slijper.
Kontrole po dostawie, które mają zapobiegać nadużyciom, w praktyce niewiele dają. „Nawet jeśli broń trafi do zakazanych lub niepożądanych odbiorców, ewentualne konsekwencje są niewielkie, krótkotrwałe i nie wpływają poważnie na ogólne relacje w handlu bronią między tymi państwami” – tłumaczy Slijper. COARM może wysyłać decyzje odmowne i śledzić eksport, ale bez wiążących uprawnień na poziomie UE rządy narodowe częściej stawiają interesy przemysłowe i strategiczne ponad zasady w zakresie praw człowieka.
Wojna w Ukrainie dodatkowo pogłębiła problem. Aby zrealizować cele NATO i wesprzeć Kijów, UE i państwa członkowskie zwiększyły produkcję i transfery, a przepisy ze Wspólnego stanowiska interpretują miejscami bardziej elastycznie. „Cały system kontroli eksportu uzbrojenia znalazł się pod ogromną presją, bo Unia chce rozbudować własny przemysł zbrojeniowy, a zbyt surowe zasady postrzegane są jako przeszkoda w tym procesie” – mówi Slijper.
Dylemat wspólnego rynku
Jednym z głównych celów pakietu Defence Readiness Omnibus jest ułatwienie transferu uzbrojenia wewnątrz Unii, co jednak może stworzyć nową lukę prawną. Jeśli dany sprzęt powstaje w kilku krajach, kontrolę końcową przeprowadza jedynie państwo, w którym jest montowany, a nie te, które dostarczyły części. W praktyce pozwala to omijać surowsze krajowe kontrole, gdy broń przemieszcza się po Europie.
Duże wpływy ma także sam przemysł zbrojeniowy. „Oczywiście zależy mu na rozwoju i zyskach, ale to europejscy politycy wspierają rozbudowę tej branży. Głos firm zbrojeniowych jest przy tym znacznie donośniejszy niż głos organizacji społecznych, przez co obawy o prawa człowieka schodzą niestety na dalszy plan” – zauważa Slijper.
Postulaty reformy
Zdaniem ekspertów Unia mogłaby rozwiązać część problemów dzięki kilku reformom. Zamiast niewiążących wytycznych wprowadziłaby twarde przepisy, które pozwoliłyby takim ciałom jak COARM egzekwować wspólne standardy licencyjne lub blokować eksport do odbiorców wysokiego ryzyka. Można też zaostrzyć kontrolę nad transferami wewnątrz UE, tak aby sprzęt nie krążył w oparciu o łagodniejsze zasady i nie omijał surowszych kontroli krajowych.
Unia mogłaby również wzmocnić monitoring po dostawie, wprowadzając surowsze sankcje i ewentualne egzekwowanie przepisów na poziomie unijnym. Upowszechnianie szczegółowych danych o eksporcie, odbiorcach końcowych i odmowach licencji zwiększyłoby przejrzystość i rozliczalność całego systemu.
Slijper proponuje prostą odpowiedź na presję przemysłową i strategiczną: „Jeśli tak trudno jest zbudować europejski potencjał przemysłowy, to przynajmniej zadbajmy o to, by nie eksportować poza Unię Europejską. Cały ten potencjał jest potrzebny Europie, żeby uzupełnić zapasy broni przekazanej Ukrainie, ale też by stać się znacznie bardziej niezależną od Stanów Zjednoczonych”.
W praktyce luki są dobrze widoczne. Duże państwa członkowskie luźniej podchodzą do zapisów Wspólnego stanowiska, transfery w obrębie UE mogą omijać kontrole krajowe, a monitoring po dostawie pozostaje słaby. COARM nie ma też narzędzi, by egzekwować przepisy. Jednocześnie uwagi organizacji społecznych dotyczące praw człowieka często przegrywają z lobbingiem przemysłu i kalkulacjami strategicznymi.