"Każdy zgłoszony przypadek nieprawidłowości w liczeniu głosów jest sprawdzany i analizowany" pisze w serwisie X premier Donald Tusk. Głos w sprawie liczenia zabrał też Krzysztof Gawkowski. Wicepremier i minister ds. cyfryzacji apeluje do PKW, by uważnie przyjrzała się sprawie.
O zaskakującym odwróceniu poparcia w drugiej turze wyborów prezydenckich w niektórych komisjach pisali m.in. Roman Giertych, szefowa sztabu Rafała Trzaskowskiego Wioletta Paprocka, czy przewodniczący Rady Miasta Krakowa Jakub Kosek. To właśnie w stolicy Małopolski, w komisji nr 95 doszło nieprawidłowości w wynikach drugiej tury wyborów prezydenckich.
W pierwszej turze Rafał Trzaskowski zdobył tam 550 głosów, a Karol Nawrocki 218, co dało mu dopiero trzecie miejsce za Sławomirem Mentzenem. Z kolei w drugiej turze Nawrocki zdobył dwa razy więcej głosów niż jego kontrkandydat. Trzaskowski miał dostać 540 głosów (o 10 mniej niż w I turze), a Nawrocki 1132.
Postępowanie wyjaśniające w tej sprawie prowadzi okręgowa komisja wyborcza w Krakowie. Przewodniczący Rady Miasta Krakowa - Jakub Kosek w poście w mediach społecznościowych podał, że głosy zostały źle wprowadzone do protokołu.
"Z tego, co dziś wiemy, w protokole popełniono błąd – a wyniki kandydatów zostały zamienione" - podkreśla Kosek.
Krzysztof Gawkowski jest zaskoczony takimi "błędami". "Liczę na to, że zostanie to wyjaśnione, bo jak sam patrzyłem na wyniki tych komisji obwodowych, to w przeszłości takich przypadków nigdy nie mieliśmy" – mówi wicepremier i minister cyfryzacji. "To ważne, żebyśmy wiedzieli, dlaczego czasami było o 200 procent przyrostu na jednego kandydata w jednej komisji, skoro z takiej nawet matematycznej perspektywy wydaje się to dość nieprawdopodobne".
Protesty wyborcze. PKW: Termin do 16 czerwca
Do sprawy odniosła się Państwowa Komisja Wyborcza (PKW). W odpowiedzi na pytania Euronews przedstawiciele PKW przypominają, że wszelkie nieprawidłowości należy zgłaszać do Sądu Najwyższego do 16 czerwca.
"Obecnie wyniki głosowania w obwodzie mogą zostać zweryfikowane wyłącznie przez Sąd Najwyższy w związku z rozpatrywaniem protestów wyborczych".
"Okręgowa komisja wyborcza, która przyjmuje protokoły głosowania od obwodowych komisji wyborczych nie jest uprawniona do zakwestionowania protokołu z powodu tego, że wyniki ustalone przez obwodową komisję wyborczą odbiegają od wyników w sąsiednich obwodach głosowania lub od wyników z pierwszego głosowania (I tury)"- przekazuje PKW.
Reakcja Sztabu Rafała Trzaskowskiego
Szefowa sztabu Rafała Trzaskowskiego wymienia inne komisje, w których wyniki diametralnie różniły się między pierwszą a drugą turą na niekorzyść kandydata Platformy Obywatelskiej.
W obwodowej komisji nr 35 w Tychach w pierwszej turze Nawrocki otrzymał 192 głosy, a Trzaskowski 352. W drugiej na Nawrockiego zagłosowało 581 osób, podczas gdy na kandydata Platformy Obywatelskiej 347.
W obwodowej komisji nr 35 w Grudziądzu w pierwszym głosowaniu na Nawrockiego głos oddało 156 osób, a na Trzaskowskiego 317. W drugiej turze szef IPN dostał 427 głosów, a prezydent Warszawy 296.
W Strzelcach Opolskich w obwodowej komisji nr 9 w pierwszej turze Nawrocki otrzymał 107 głosów, a Trzaskowski 311, a w drugiej na kandydata z poparciem PiS zagłosowało już 416 osób. Z kolei na przedstawiciela Platformy Obywatelskiej 223.
W związku z podejrzeniem wystąpienia nieprawidłowości Paprocka zaapelowała o zgłaszanie protestów wyborczych do Sądu Najwyższego.
Wyborcy składają skargi
Również wyborcy prezydenta-elekta Karola Nawrockiego złożyli już pierwsze skargi. Jedna z nich dotyczy dwóch członków jednej z warszawskich komisji obwodowych, którzy nosili czerwone korale. Charakterystyczna biżuteria kojarzona jest powszechnie z Joanną Senyszyn. Lewicowa polityczka startowała w pierwszej turze wyborów prezydenckich, przed drugą turą przekazała poparcie Rafałowi Trzaskowskiemu a jego żonę obdarowała sznurem czerwonych korali.
Roman Giertych, który już po wyborach ogłosił, że zapisuje się do Platformy Obywatelskiej, aktywnie monitoruje kwestię ewentualnych nieprawidłowości.
"Od wczoraj otrzymałem setki e-maili z informacjami o nieprawidłowościach w poszczególnych komisjach (...) W wielu komisjach wyniki głosowania w drugiej turze wyborczej nie odpowiadają tym z pierwszej tury. Jeżeli mamy w niektórych wzrost dla pana Nawrockiego o 400%, a dla Trzaskowskiego spadek, to jest oczywiste że wystąpił błąd (a raczej przekręt)" - podaje polityk w mediach społecznościowych.
Wątpliwości Romana Giertycha budzi także aplikacja promowana przez posła PiS Dariusza Mateckiego i rzekomo służąca do weryfikacji osób z zaświadczeniem o zmianie miejsca do głosowania. Polityk zwraca uwagę, że aplikacja nie została w żaden sposód zweryfikowana ani zaakceptowana przez PKW, a to otwiera pole do manipulacji wyborczych.
PSL: Zbyt poważna sprawa, żeby po prostu machnąć ręką
Rzecznik PSL i wieloletni członek komisji wyborczych Miłosz Motyka w rozmowie z Euronews wyraził opinię, że kwestie nieprawidłowości w liczeniu głosów powinny być starannie sprawdzone.
"Nie powinno dochodzić do sytuacji, gdzie mając kilku członków komisji wyborczej z różnych formacji politycznych, z urzędów gmin, z urzędów miast, mamy sytuację, w której źle zapisuje się w protokole wynik, który rzutuje na końcowy wynik [wyborów – red.]. To zbyt poważna sprawa, żeby po prostu machnąć ręką. Dlatego każda z tych informacji powinna zostać zweryfikowana i zawsze PKW powinna przeprowadzić stosowne postępowanie także z przewodniczącym komisji. Celem tu jest tak naprawdę weryfikacja nieprawidłowości".
Rzecznik skomentował także sytuację z komisji 95 w Krakowie, gdzie głosy Rafała Trzaskowskiego błędnie zostały przypisane Karolowi Nawrockiemu. Członkowie komisji tłumaczyli błąd zmęczeniem.
"Trudno mi sobie wyobrazić, żeby kilku dorosłych ludzi nie zauważyło tej różnicy i żeby ona się powtarzała w tylu komisjach. Wydaje mi się, że ludzie podejmują dużo trudniejsze decyzje niż ocena organoleptyczna wysokości kupki z głosami albo przeczytanie czterech cyfr".
Czy Motyka uważa, że nieprawidłowości mogą wpłynąć na zmianę wyniku wyborczego? Zapytaliśmy także, czy wynik drugiej tury w jego ocenie trzeba przeliczać w całości ponownie.
"Uważam, że to jest za daleko posunięte. Chciałbym poznać skalę i dopiero wtedy podejmować decyzje. Nie uważam tego za zasadne, bo ta różnica i tak była duża, tych nieprawidłowości nie ma aż tak wiele, choć oczywiście te, które są, są trudne do zrozumienia" - powiedział Motyka.
Prawa strona krytykuje
Były przewodniczący Konfederacji - Janusz Korwin-Mikke w emocjonalnym wpisie skomentował sprawę. "Naprawdę te orły chcą od nowa liczyć głosy? Będziemy liczyć, dopóki nie wygra nasz kandydat? Myślałem, że bardziej się już skompromitować nie mogą, ale – jak widać – mogą".
Do sprawy odniósł się także były premier Mateusz Morawiecki.
PiS: „To ma służyć stworzeniu mitu o zwycięstwie, które miało być odebrane”
Poseł PiS Radosław Fogiel w rozmowie z Euronews zaznacza, że badanie nieprawidłowości jest standardową procedurą, ale krytycznie ocenia działania części członków koalicji rządzącej.
„Tu zaczynamy mieć do czynienia niestety ze zorganizowaną akcją i tworzeniem całej narracji o rzekomym fałszerstwie. Na przykład przoduje w tym Roman Giertych w mediach społecznościowych i środowisko, które wokół niego się tworzyło, choć zaczynają to powtarzać również media takie jak TVP Info, Gazeta Wyborcza. Próbuje się budować narrację o rzekomo masowych nieprawidłowościach na granicy fałszerstwa, które miały sprawić, że zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego przypisano Karolowi Nawrockiemu” (...) „Tu mamy do czynienia z tym, że środowisko Platformy Obywatelskiej zaczyna kreować chaos, niepokój społeczny. Formułują tego typu tezy i to jest sprawa poważna i niebezpieczna”.
Zapytaliśmy posła PiS o wpis Donalda Tuska, w którym premier stwierdził że zakładanie, że wybory zostały sfałszowane, nie służy polskiemu państwu:
„Jest nadzieja na to, że premier zachował resztki odpowiedzialności i zdrowego rozsądku, bo kiedy powoływał się na patostreamerów i freak fighterów, to można było mieć wątpliwości”.
Radosław Fogiel dodaje, że twierdzenia członków sztabu Rafała Trzaskowskiego i koalicji rządzącej mogą mieć jeszcze jeden cel:
„Gdybym miał zgadywać, po co ktoś ma to robić, zakładając, że w tym szaleństwie jest metoda, a nie jest to wynik wyłącznie paranoi politycznej, powiedziałbym że służyć to ma stworzeniu mitu o zwycięstwie, które miało być odebrane. W związku z czym to nie jest niczyja wina, że kampania była fatalna. Za przegraną nie trzeba nikogo rozliczać, nie trzeba zadawać żadnych pytań, bo po prostu nas oszukano”.
„Podejrzewam, że niedługo po objęciu funkcji przez Karola Nawrockiego będziemy mieli do czynienia znowu z przemysłem pogardy wobec prezydenta” – podsumowuje poseł PiS.
Misja OBWE podsumowuje wybory
Obserwatorzy reprezentujący wspólną misję Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE oraz Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy stwierdzili w oświadczeniu, że wybory przeprowadzono "profesjonalnie i sprawnie". Ich zdaniem, w obydwu turach była przestrzegana wolność słowa, zrzeszania się i pokojowego zgromadzania. Zwrócili jednak uwagę na stronniczość mediów a także nieprawidłowości w finansowaniu kampanii.
Karol Nawrocki wygrał II turę wyborów prezydenckich różnicą 369 451 głosów, czyli o 1,19 punktu procentowego. To najmniejsza różnica głosów między kandydatami od 1990 roku.