Dezinformacja to dziś jedno z kluczowych narzędzi geopolitycznych. Eksperci podkreślają, że Polska i Europa muszą wzmacniać odporność informacyjną. O zagrożeniach, finansowaniu i wyzwaniach dla mediów i polityków debatowano na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.
W 2027 roku odbędą się w Polsce wybory parlamentarne. Od pytania o to, jaka jest dziś największa słabość systemu informacyjnego w Polsce i co można zrobić, by ją wzmocnić, rozpoczął się panel „Dezinformacja i odporność”, z udziałem zarówno fact-checkerów, jak i polityków.
„To się wydaje oczywiste, ale oczywiste nie jest”,
Na początku stycznia prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę, która miała dostosować polskie przepisy do unijnego Aktu o usługach cyfrowych, jednocześnie apelując o przygotowanie w ciągu dwóch miesięcy jej poprawionej wersji. Do weta jako pierwszy odniósł się podczas panelu minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Jak stwierdził, sposobem na ograniczenie dezinformacji jest przygotowanie prawa, które da państwu narzędzia do walki z tym zjawiskiem. „I przypominam, że w Polsce takie prawo zostało przygotowane, zostało przygotowane a później przez pana prezydenta Nawrockiego zablokowane i zawetowane. Obecnie trwają przygotowania dwóch kolejnych ustaw, które łączą w jedną całość też przeciwdziałanie dezinformacji i jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to na biurku pana prezydenta już w wakacje taka ustawa będzie” - zaznaczył.
Według Rafała Trzaskowskiego, prezydenta Warszawy i kandydata na prezydenta w ostatnich wyborach, głównym problemem w kwestii dezinformacji jest reaktywne podejście.
„Potrzebne są uregulowania prawne, natomiast jako samorządowiec uważam, że powinniśmy postawić na edukację” - mówił.
Jak podkreślił, nowe pokolenia należy uczyć weryfikacji informacji. „Trzeba ich uczyć, że nie wszystko, co znajdą w internecie odpowiada prawdzie. Trzeba ich uczyć, że jeżeli pracują ze sztuczną inteligencją, to nawet sposób formułowania pytania często wpływa na odpowiedź” - zaznaczył.
„To się wydaje oczywiste, ale oczywiste nie jest” - powiedział.
Algorytmy i problem finansowania
Na problem zasięgów i kwestię algorytmów zwrócił uwagę redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński.
„Jeżeli w największej partii opozycyjnej, ale też wiemy doskonale, że są też politycy w partii rządzącej, którzy, nie chcę powiedzieć trollują, ale trochę się jak trolle zachowują, i to jest ich główna aktywność polityczna, to liderom partyjnym jest to na rękę”, powiedział. „Media też czasami gonią za clickbaitem. Wszyscy gramy dokładnie w tej samej grze” - dodał.
Według badań, na które powołała się prezeska zarządu Wyborcza i Gazeta.pl Aleksandra Sobczak, algorytmy w sieci premiują głównie konflikt i treści ekstremistyczne.
„To czego ja oczekuję w szybkim tempie, to jest ujawnienie algorytmów, według których jesteśmy poddawani tym procesom i uregulowanie tych algorytmów” - zaznaczyła.
Problem z odpornością na dezinformację wydaje się jednak znacznie szerszy niż kwestie algorytmów, jak twierdzi Marcel Kiełtyka ze Stowarzyszenia Demagog. Chodzi o brak strategii, a także stałego finansowania działań mających na celu walkę z dezinformacją.
Na samą dezinformację wydawane są ogromne sumy pieniędzy. „Wczoraj na jednym z paneli słyszałem dane, mówiące o kwotach miliardów euro, wydawanych na dezinformację dotyczącą energii wiatrowej. Czyli ktoś celowo wydaje pieniądze na to, żeby przekazywać fałszywe informacje na temat zmian klimatycznych, na temat skuteczności polityki państwowej, w związku z tym, że promuje odnawialne źródła energii” - mówił Michał Szułdrzyński.
„Z drugiej strony niektóre amerykańskie media likwidują działy fact checkingu”. Jak wskazał, w obliczu emocji, fakty przestają mieć znaczenie. „W upolitycznionym, spolaryzowanym świecie fact-checking przestaje działać” - zauważył.
„Głoszenie fałszywych informacji nie jest wolnością słowa".
Paneliści podnieśli również problem braku reakcji platform społecznościowych na treści zgłaszane jako fałszywe, a także spolaryzowanej debaty, w której fact-checking stał się narzędziem politycznym.
„Cenzura, czy wolność słowa dotyczy głoszenia poglądów” - powiedział Michał Szułdrzyński. „Głoszenie fałszywych informacji nie jest wolnością słowa. Zdejmowanie fałszywych informacji nie jest ograniczeniem wolności słowa, nie jest cenzurą” - dodał.
W Europie coraz większą rolę odgrywa obecnie egzekwowanie obowiązków platform cyfrowych wynikających z DSA, przy jednoczesnym poszanowaniu wolności słowa. Eksperci podkreślają, że sam fact-checking nie wystarczy – potrzebne są systemowe działania oraz krajowa strategia bezpieczeństwa informacyjnego oparta na współpracy państwa, regulatorów, mediów i sektora technologicznego.