Zwycięstwo studenckiego ruchu otwiera nowy rozdział w serbskiej polityce. Teraz kluczowe będzie to, czy uda mu się przełożyć protestacyjny sukces na skuteczne rządy.
Ruch, który wyrósł z dwóch lat studenckich protestów wygrał wybory bez klasycznej struktury partyjnej i wyraźnie rozpoznawalnego lidera.
Przez większą część kampanii nie ujawniał również, kto faktycznie obejmie władzę, jeśli odniesie zwycięstwo.
Ta niejednoznaczność była jednym z największych atutów politycznych ruchu. Teraz jednak może stać się jego poważnym problemem.
Na rozwój sytuacji w Serbii będą uważnie patrzeć nie tylko państwa regionu, lecz także Bruksela, Moskwa i Pekin.
Dotychczasowe wypowiedzi przedstawicieli Listy Studentów pozwalają już jednak dostrzec pierwsze sygnały dotyczące kierunku, w którym może podążyć nowy rząd.
Rosja: brak sankcji, ale co dalej?
Jedno z najbardziej jednoznacznych stanowisk dotyczy relacji z Rosją.
Socjolog i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci Listy Studentów Jovo Bakić zadeklarował, że nowy rząd nie nałoży sankcji na Moskwę.
Określił Rosję jako historycznie ważnego partnera Serbii. Argumentował, że sankcje wprowadzone przez niewielkie państwo, takie jak Serbia, miałyby ograniczony wpływ praktyczny, ale niosłyby poważne konsekwencje symboliczne.
Podobne stanowisko przedstawił akademik Serbskiej Akademii Nauk i Sztuk oraz profesor Wydziału Chemii Uniwersytetu w Belgradzie Radomir Saičić.
W rozmowie z RIA Nowosti podkreślił, że Lista Studentów nie zamierza nakładać sankcji na Rosję.
"Jak zapisaliśmy w naszym programie, Lista Studentów nie opowiada się za nakładaniem sankcji na Rosję" - stwierdził Saičić.
Przypomniał, że sama Serbia była w przeszłości objęta sankcjami i przekonywał, że takie środki nie rozwiązują problemów.
"Problemy należy rozwiązywać poprzez dialog, negocjacje i porozumienia, a nie sankcje" - powiedział.
Kandydat z listy "Studenci wygrywają" i potencjalny przyszły premier Dejan Šoškić zapowiedział poprawę stosunków z Chorwacją.
Zaznaczył jednak, że różnice w ocenie wydarzeń z lat 90. prawdopodobnie pozostaną poważne. Jednocześnie podkreślił, że Lista Studentów nie zajmuje się tym zagadnieniem.
W rozmowie z chorwackim portalem Index.hr Šoškić opowiedział się za zacieśnieniem relacji z Chorwacją i Unią Europejską.
Nie odpowiedział natomiast na pytanie o stanowisko przyszłego rządu wobec Rosji.
W kwestii Kosowa jego stanowisko było znacznie bardziej stanowcze.
"Lista Studentów opowiada się za pełnym poszanowaniem ram prawnych w Serbii, w tym prawa międzynarodowego. Ramy prawne w Serbii są więc dość jasne, ponieważ Konstytucja stwierdza, że Kosowo i Metochia są autonomiczną prowincją Serbii. Z kolei kluczowe dokumenty międzynarodowego porządku prawnego, takie jak rezolucja 1244 Rady Bezpieczeństwa ONZ, również to potwierdzają" - powiedział Šoškić.
Mniej kategorycznie wypowiedział się na temat integracji europejskiej.
"Uważam, że Serbia z pewnością znajdzie się w sytuacji, w której dużo łatwiej i szybciej będzie mogła spełnić kryteria unijne. To, czy po spełnieniu wszystkich warunków wejdzie kiedyś do Unii Europejskiej, będzie zależeć między innymi od tego, czy Unia zaoferuje Serbii pełne członkostwo, a także od tego, czy w referendum na końcu tego procesu obywatele Serbii opowiedzą się za taką opcją" - dodał.
Przesłanie Marty Kos do przyszłego rządu
Wiele wskazuje na to, że w relacjach z Rosją nowy rząd nie zamierza podążać za polityką Brukseli.
Komisarz UE ds. rozszerzenia Marta Kos rozmawiała z liderem Listy Studentów Iliją Srdanoviciem i jasno zaznaczyła, że zmiana władzy w Belgradzie nie zwalnia Serbii z obowiązku dostosowania polityki zagranicznej i bezpieczeństwa do wspólnego stanowiska Unii.
Bruksela zapowiada, że będzie oceniać działania nowego rządu, między innymi przez pryzmat jego stosunków z Moskwą.
Kos podkreśliła, że "Serbia nie będzie w stanie poczynić znaczącego postępu w kierunku członkostwa w UE, jeśli nie dostosuje swojej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa do polityki Brukseli, w tym stanowiska wobec Rosji i sankcji nałożonych na Moskwę za wojnę w Ukrainie".
Zapytana, czy Serbia mogłaby przystąpić do Unii bez przyłączenia się do sankcji przeciwko Rosji, komisarz wskazała, że brak zgodności w sprawach strategicznych poważnie utrudniłby postępy w negocjacjach.
"Prawdopodobnie nie będzie możliwe, aby kraj, który nie jest z nami zgodny w sprawach strategicznych interesów, czyli polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz naszej wspólnej opozycji wobec Rosji, zwłaszcza w kontekście wojny Rosji przeciw Ukrainie, osiągał postępy. To będzie bardzo, bardzo trudne" - powiedziała Kos.
Deklaracje Listy Studentów stoją w sprzeczności z jednym z głównych ostrzeżeń, które były prezydent Aleksandar Vučić formułował podczas kampanii.
Przekonywał, że zwycięstwo ruchu studenckiego doprowadziłoby z czasem do zasadniczej zmiany polityki wobec Moskwy, w tym do nałożenia sankcji.
Na razie nic nie wskazuje na to, by nowy rząd zamierzał zmienić dotychczasowe podejście do Rosji.
Wypowiedzi przedstawicieli ruchu sugerują raczej kontynuację obecnej polityki.
Program Listy Studentów zakłada utrzymanie neutralności wojskowej Serbii i odrzuca członkostwo w NATO.
W kwestii Kosowa ruch sprzeciwia się zarówno jednostronnej deklaracji niepodległości tego terytorium, jak i jego członkostwu w organizacjach międzynarodowych.
Różnice między dotychczasową a przyszłą władzą w Belgradzie w sprawie Kosowa mogą więc okazać się minimalne.
Problem ten nadal będzie obciążał relacje dyplomatyczne Serbii z Zachodem.
Można oczekiwać złagodzenia retoryki i ograniczenia gróźb, ale nie fundamentalnej zmiany stanowiska.
Zwycięstwa nowego ruchu nie należy zatem automatycznie interpretować jako geopolitycznego zwrotu Serbii.
Saičić przedstawił stanowisko ruchu wobec Kosowa w następujących słowach:
"Dla nas Kosowo to tymczasowo okupowane terytorium. Rosja zrobiła więcej dla obrony integralności terytorialnej Serbii w Kosowie i Metochii niż ten reżim. Fałszywi patrioci oskarżają studentów o brak patriotyzmu, ale to nie studenci podpisywali porozumienia z Brukseli i Waszyngtonu ani nie przyjęli planu francusko-niemieckiego".
Ruch proeuropejski
Lista Studentów jest szeroką koalicją skupiającą ludzi o bardzo różnych poglądach.
Jej członków połączył sprzeciw wobec rządów Aleksandara Vučicia i krytyka sposobu sprawowania przez niego władzy, a nie wspólny, precyzyjnie określony program ideologiczny.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada próbę pogodzenia kilku sprzecznych interesów.
Serbia może zacieśniać współpracę polityczną i gospodarczą z Unią Europejską, jednocześnie utrzymując neutralność wojskową, odrzucając sankcje wobec Rosji i zachowując dotychczasowe powiązania energetyczne oraz dyplomatyczne z Moskwą.
To będzie trudne zadanie. Unia Europejska pozostaje największym partnerem gospodarczym Serbii, natomiast Rosja ma istotne znaczenie ze względu na współpracę energetyczną i poparcie dla serbskiego stanowiska w sprawie Kosowa.
Nowe władze będą musiały pogodzić te interesy, choć w serbskiej polityce często przedstawiano je jako wzajemnie wykluczające się.
Lista Studentów jest w szerokim sensie ruchem proeuropejskim. Nie oznacza to jednak, że można ją utożsamiać z typową partią, której głównym celem jest szybkie przystąpienie do UE.
Jej relacje z Brukselą mogą być znacznie bardziej złożone niż w przypadku ugrupowań jednoznacznie podporządkowujących swoją politykę procesowi akcesyjnemu.
Najbardziej otwarcie o integracji europejskiej mówił lider ruchu, dr Ilija Srdanović.
"Pozostaniemy na ścieżce integracji europejskiej. Serbia zobowiązała się do procesu integracji europejskiej już w 2000 roku, 26 lat temu. Ta praca będzie kontynuowana. Proces będzie kontynuowany. Co z pewnością możemy obiecać, to że nie zrobimy tego, co zrobił poprzedni rząd: nie dopuścimy, by poparcie dla integracji europejskiej w Serbii spadło o 20 punktów procentowych w ciągu 15 lat. To jest bilans, ogólny rezultat działań poprzedniego rządu. Z pewnością w pełni dostosujemy nasze polityki krajowe do rozdziałów 23 i 24, w oparciu o te same wartości cywilizacyjne: poszanowanie praworządności i równości, działania antykorupcyjne, funkcjonowanie instytucji oraz wolność mediów. Te rozdziały są główną przeszkodą w dalszym postępie na drodze do integracji europejskiej".
Studenci i wielu ich zwolenników podchodzą jednak do Brukseli z dużą nieufnością.
Krytykują sposób, w jaki Unia Europejska traktowała poprzedni rząd Serbii.
Przez lata utrzymywała bliskie relacje z administracją Vučića, mimo narastających zastrzeżeń dotyczących standardów demokratycznych, wolności mediów, warunków wyborów i koncentracji władzy.
Europejskie instytucje wysyłały przy tym niejednoznaczne sygnały.
Parlament Europejski od niemal dwóch dekad konsekwentnie krytykuje serbskie władze.
W swoich raportach określał Serbię jako "państwo zawłaszczone".
Komisja Europejska przyjmowała bardziej umiarkowane stanowisko, balansując między presją a próbami porozumienia z Belgradem.
Rada Europejska natomiast, zwłaszcza po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, w praktyce nie doprowadziła do istotnego przyspieszenia procesu integracji Serbii.
W rezultacie unijna polityka wobec Belgradu była trudna do jednoznacznego odczytania. Dla wielu sympatyków ruchu studenckiego gotowość Brukseli do współpracy z rządzącą Serbską Partią Postępową (SNS) nie była przejawem pragmatyzmu dyplomatycznego.
Odbierali ją raczej jako dowód tolerowania autorytarnych tendencji w imię regionalnej stabilności.
Bałkany Zachodnie: szansa na nowy początek
Polityka regionalna może być jednym z obszarów, w których nowy rząd najszybciej pokaże różnicę w stosunku do poprzedników.
Lista Studentów sygnalizuje gotowość do poprawy relacji z sąsiadami i prowadzenia bardziej przewidywalnej, mniej konfrontacyjnej polityki.
Szczególne znaczenie będą miały stosunki z Bośnią i Hercegowiną oraz Chorwacją.
W przypadku Bośni i Hercegowiny ruch może opowiedzieć się za konsekwentnym przestrzeganiem porozumienia z Dayton oraz zobowiązań Serbii wynikających z ustanowionego w nim porządku konstytucyjnego.
Takie podejście mogłoby ograniczyć ingerencję Belgradu w wewnętrzne sprawy sąsiada i zmniejszyć napięcia między oboma państwami.
Istotne będzie również podejście do Milorada Dodika - faktycznego lidera bośniackich Serbów, który przez 14 lat utrzymywał bliskie relacje z dotychczasowymi władzami Serbii i otwarcie je wspierał.
Można przypuszczać, że nowy rząd przynajmniej ograniczy polityczną bliskość z Dodikiem.
W relacjach z Chorwacją ważnym punktem odniesienia pozostaną porozumienie z Erdutu oraz prawa i status polityczny serbskiej mniejszości.
Ewentualna zmiana kursu mogłaby polegać na połączeniu obrony interesów Serbów mieszkających poza granicami kraju z działaniami na rzecz ograniczenia napięć z sąsiadami.
Nie musiałoby to oznaczać rezygnacji z dotychczasowych postulatów, lecz zmianę sposobu ich realizacji.
Bardziej powściągliwa polityka Belgradu mogłaby poprawić relacje także z Czarnogórą.
Zarówno w Podgoricy, jak i w Sarajewie działania poprzednich władz Serbii często postrzegano jako nieprzewidywalne, a niekiedy nadmiernie ingerujące w sprawy wewnętrzne sąsiadów.
Węgry: szczególnie ciekawy sprawdzian
Stosunki z Węgrami będą kolejnym wczesnym testem dla nowego rządu.
Administracja Vučića zbudowała wyjątkowo bliskie relacje z Viktorem Orbánem.
Współpraca obejmowała politykę, gospodarkę i kontakty osobiste przywódców.
W rezultacie Budapeszt stał się jednym z najważniejszych partnerów Belgradu w Unii Europejskiej.
Pojawienie się Pétera Magyara na węgierskiej scenie politycznej może zmienić dotychczasowy układ.
Rząd Listy Studentów prawdopodobnie będzie bliższy europejskiej orientacji Magyara niż modelowi politycznemu Orbána.
Nie musi to jednak oznaczać osłabienia współpracy gospodarczej między Serbią a Węgrami. Wzajemne interesy są zbyt istotne, by łatwo z nich rezygnować.
Znaczenie może mieć natomiast polityczna chemia między przywódcami. Nowy rząd stanie przed pytaniem, czy zdoła zbudować relacje z Budapesztem na innych zasadach.
Zamiast osobistych więzi między liderami większą rolę mogłaby odgrywać współpraca instytucjonalna dwóch sąsiadujących państw europejskich.
Chiny: być może największy znak zapytania
O ile w sprawie Rosji Lista Studentów przedstawiła już stosunkowo jasne stanowisko, o tyle jej podejście do Chin pozostaje znacznie mniej określone.
Za rządów Vučića chińskie przedsiębiorstwa umocniły swoją pozycję w serbskiej infrastrukturze, górnictwie i przemyśle.
Pekin stał się jednym z najważniejszych partnerów gospodarczych Serbii, ustępując pod tym względem jedynie Unii Europejskiej.
Skala dotychczasowych inwestycji sprawia, że nowy rząd nie będzie mógł po prostu z nich zrezygnować.
Jednocześnie Lista Studentów może znaleźć się pod presją części własnego elektoratu, który oczekuje dokładniejszego przyjrzenia się chińskim przedsięwzięciom.
W centrum uwagi mogą znaleźć się przejrzystość inwestycji, standardy środowiskowe, zamówienia publiczne oraz działalność chińskich przedsiębiorstw państwowych.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz nie zakłada więc zerwania współpracy z Pekinem.
Chińska obecność gospodarcza w Serbii jest zbyt duża, by taki krok był łatwy do przeprowadzenia.
Możliwa jest natomiast zmiana charakteru tej współpracy. Zamiast partnerstwa strategicznego silnie powiązanego z polityką mogłyby dominować bardziej standardowe relacje inwestycyjne.
Wiązałyby się one z większą przejrzystością i wymogiem konkurowania na równych zasadach.
Ostatecznie polityka zagraniczna nowego rządu może okazać się mniej próbą wyboru między Wschodem a Zachodem, a bardziej dążeniem do zdefiniowania na nowo stosunków Serbii z Rosją, Chinami i Unią Europejską.
Problem, który niesie władza
Największa niewiadoma może jednak dotyczyć nie Rosji, Chin ani Unii Europejskiej, lecz samej Listy Studentów.
Przez niemal rok ruch skutecznie ukrywał swoją wewnętrzną strukturę polityczną.
W pewnym momencie spekulowano, że jego liderem mógłby zostać rektor Uniwersytetu w Belgradzie Vladan Đokić.
Ostatecznie nie wystartował on nawet w wyborach parlamentarnych.
Ten epizod pokazuje, jak skutecznie studenci unikali ujawniania swoich planów.
Dlatego również obecne spekulacje dotyczące obsady najważniejszych stanowisk należy traktować z ostrożnością.
W nieformalnych rozmowach jako potencjalnego kandydata na prezydenta wymienia się akademika Radomira Saičicia.
Z kolei ekonomista Dejan Šoškić pojawia się wśród możliwych kandydatów na premiera. Na tym etapie są to jednak wyłącznie spekulacje, a nie potwierdzone decyzje.
Lista Studentów już wielokrotnie zaskakiwała obserwatorów. Nie można wykluczyć, że zrobi to ponownie.
Od ruchu do rządu
Przekształcenie ruchu w sprawnie działający rząd będzie musiało nastąpić szybko.
Zdecentralizowana struktura pomagała podczas protestów i walki politycznej, ale w administracji państwowej może prowadzić do paraliżu decyzyjnego.
Opinia publiczna będzie oczekiwać jasnych informacji o osobach odpowiedzialnych za gospodarkę, politykę zagraniczną, obronność, sprawy wewnętrzne, służby bezpieczeństwa, edukację i wymiar sprawiedliwości.
Państwowa biurokracja również będzie potrzebować konkretnych wytycznych.
Przed Listą Studentów stoi zatem trudne zadanie przejścia od autorytetu moralnego do odpowiedzialności politycznej.
Podczas protestów wystarczyło wskazywać, co należy zmienić. Sprawowanie władzy wymaga już podejmowania konkretnych decyzji i ponoszenia ich konsekwencji.
To zasadnicza różnica między ruchem protestu a rządem.
Pierwsze oznaki zmian
Polityczne trzęsienie ziemi zaczęło już oddziaływać na instytucje wykraczające poza parlament.
W środę dyrektorka generalna serbskiego nadawcy publicznego RTS Manja Grčić zrezygnowała ze stanowiska zaledwie osiem miesięcy po objęciu funkcji.
Dymisja nastąpiła po naciskach ze strony części pracowników stacji, nieformalnych organizacji pracowniczych oraz Listy Studentów.
Domagali się oni zmian w kierownictwie nadawcy.
Przebudowa serbskiego krajobrazu medialnego należy do najważniejszych postulatów ruchu studenckiego.
Szczególne znaczenie mają media bezpośrednio lub pośrednio finansowane ze środków publicznych.
Wydarzenia wokół prywatnej stacji TV Informer pokazały jednak, że gwałtowne zmiany mogą wiązać się również z zagrożeniami.
W poniedziałkowy wieczór grupa protestujących wtargnęła do siedziby Informer TV, jednego z najbardziej zagorzałych zwolenników rządów Vučića.
Doszło do starć z policją przed budynkiem oraz z pracownikami stacji.
Lista Studentów zdystansowała się następnie od incydentu i wezwała do zachowania spokoju oraz powstrzymania się od przemocy.
To istotne rozróżnienie. Ograniczenie wpływu polityków na media jest jednym celem. Zastąpienie dotychczasowej presji inną byłoby czymś zupełnie odmiennym.
Nowe władze będą oceniane nie tylko na podstawie tego, kogo odsuną od stanowisk, lecz także zasad, które wprowadzą.
Powinny one obowiązywać niezależnie od tego, kto będzie sprawował władzę w przyszłości.
Wyniki wyborów zwróciły również uwagę na rolę mediów w politycznych przesileniach.
Eksperci od dawna wskazują, że ich wpływ bywa przeceniany. Podczas kampanii studenci mieli znacznie mniejszą obecność w mediach niż obóz rządzący, a mimo to odnieśli przekonujące zwycięstwo.
Pokazuje to, że władza i opozycja funkcjonowały w dużej mierze w odmiennych rzeczywistościach informacyjnych.
Tradycyjne media nie utraciły całkowicie znaczenia, ale coraz trudniej jest im samodzielnie narzucać dominującą narrację polityczną.
Podobne zjawisko można obserwować w Stanach Zjednoczonych i wielu krajach europejskich. Serbia nie jest pod tym względem wyjątkiem.
Równolegle pojawiają się postulaty zmian w służbach bezpieczeństwa, w tym żądania dymisji kierownictwa serbskiego wywiadu.
Prokuratorzy zaczęli podejmować wcześniej nierozstrzygnięte sprawy, a pierwszym działaniom śledczym towarzyszyły zatrzymania.
Wiele wskazuje na to, że instytucjonalne wstrząsy nie ograniczą się do kilku dymisji.
Wybory prezydenckie będą kolejnym testem
Polityczna transformacja Serbii nie zakończy się na wyborach parlamentarnych. Wybory prezydenckie są spodziewane przed końcem roku.
Oznacza to, że Lista Studentów wkrótce będzie musiała odpowiedzieć na kolejne zasadnicze pytanie: kto ma reprezentować nową Serbię?
Ruch stanie przed problemem, którego dotychczas skutecznie unikał. Będzie musiał wskazać konkretnych ludzi i nadać swojej władzy wyraźne oblicze.
Rząd nie może pozostać anonimowy. Ktoś musi objąć urząd premiera, a ministrowie przejąć odpowiedzialność za poszczególne resorty.
Państwowe przedsiębiorstwa potrzebują dyrektorów, służby bezpieczeństwa - nowego kierownictwa, a instytucje publiczne - osób gotowych odpowiadać za podejmowane decyzje.
Lista Studentów będzie więc musiała w krótkim czasie przekształcić się z ruchu społecznego w sprawnie funkcjonującą strukturę rządową.
Jej zwycięstwo było efektem zbiorowej mobilizacji. Jednym z największych atutów ruchu pozostawał brak jednej dominującej postaci, która skupiałaby na sobie całą uwagę.
Wybory prezydenckie i formowanie rządu wymagają jednak wskazania konkretnych liderów.
Premier musi negocjować i koordynować pracę administracji. Prezydent reprezentuje państwo na arenie międzynarodowej.
Ministrowie podejmują decyzje, których skutki ponoszą obywatele. W pewnym momencie ktoś musi wziąć odpowiedzialność również za te działania, które okażą się niepopularne.
Równie trudne zadanie czeka Vučića jako lidera opozycji. Nie może już ponownie ubiegać się o urząd prezydenta, a jego dominacja w Serbskiej Partii Postępowej przez ostatnie 14 lat utrudniała wyłonienie polityka, który mógłby stać się jego naturalnym następcą.
Dlatego najbliższe tygodnie mogą okazać się ważniejsze niż samo zwycięstwo wyborcze.
Lista Studentów udowodniła, że potrafi wygrać, nie ujawniając całej swojej strategii.
Teraz musi pokazać, że potrafi również rządzić i jednocześnie zachować zasady, które doprowadziły ją do władzy.
Przez rok studenci trzymali swoje karty w ukryciu. Teraz muszą je odsłonić.
Serbia, Unia Europejska, Rosja, Chiny i pozostałe państwa Bałkanów Zachodnich będą uważnie obserwować każdy ich ruch.