Nikt lepiej od Koreańczyków nie wie, jaką drogę muszą pokonać chińscy importerzy, by podbić polski rynek. O tym, a także o motoryzacyjnych preferencjach Polaków, rozmawiamy ze Stanisławem Dojsem z Hyundai Motor Poland. Co nad Wisłą się hejtuje, a co wychwala pod niebiosa?
Euronews: Gdyby spojrzeć na polski rynek samochodowy z lotu ptaka, to co zobczymy?
Stanisław Dojs: Przede wszystkim zobaczymy niekończący się marsz SUV-ów i crossoverów. Jeszcze kilka lat temu rynek był znacznie bardziej zróżnicowany, dziś SUV-y dominują praktycznie w każdym segmencie. W Hyundaiu najlepiej sprzedaje się Tucson, czyli przedstawiciel segmentu C-SUV, i podobnie jest u wielu konkurentów. Klasyczne kompakty, kombi, limuzyny czy liftbacki stopniowo tracą znaczenie. Niemal całkowicie zniknęły już vany, a kolejnym „ginącym gatunkiem” stają się małe samochody miejskie napędzane wyłącznie silnikami spalinowymi.
Czyli Polacy przestali marzyć o sedanach, a zakochali się w SUV-ach?
To nie tylko polska specyfika. Ten sam trend widać w całej Europie. Klienci cenią wyższą pozycję za kierownicą, poczucie bezpieczeństwa i praktyczność. SUV stał się dziś samochodem rodzinnym, służbowym i miejskim jednocześnie.
A kim jest przeciętny klient kupujący dziś nowy samochód?
Nie ma już jednego typowego klienta. Inaczej kupują osoby prywatne, inaczej firmy. Klienci indywidualni patrzą przede wszystkim na niezawodność, reputację marki, warunki gwarancji i dostępność serwisu. Kupują auto na wiele lat. Z kolei klienci biznesowi częściej leasingują lub wynajmują samochody na trzy lub pięć lat i dokładniej analizują koszty finansowania. Łączy ich jedno: wszyscy chcą SUV-a :-)
Polacy kupują samochody sercem czy kalkulatorem?
Jednym i drugim. Zakup nowego auta zawsze jest mieszanką emocji i racjonalnych argumentów. Najpierw samochód musi się spodobać. Klient musi chcieć oglądać go codziennie pod swoim domem. Dopiero później zaczyna analizować spalanie, utratę wartości, koszty serwisu czy warunki gwarancji.
Co dziś przesądza o zakupie? Cena? Wyposażenie?
Cena nadal pozostaje kluczowym argumentem, szczególnie w połączeniu z atrakcyjnym finansowaniem. Ale równie ważne są przestrzeń w kabinie i wielkość bagażnika. Polacy bardzo zwracają na to uwagę.
Co ciekawe, bezpieczeństwo stało się czymś oczywistym. Dzisiejsze samochody prezentują bardzo wysoki i wyrównany poziom pod tym względem, więc rzadko zdarza się, aby klient wybrał konkretny model wyłącznie dlatego, że zdobył kilka punktów więcej w testach zderzeniowych.
Wokół elektromobilności wciąż trwa gorąca dyskusja. Jak wygląda rzeczywistość?
Polska wciąż odstaje od Europy Zachodniej. Samochody elektryczne odpowiadają za około 5 proc. rynku, podczas gdy w wielu krajach europejskich są już filarem sprzedaży. Po zakończeniu programów dopłat tempo wzrostu wyraźnie spowolniło.
Jednocześnie praktycznie kończy się era diesla. Jeszcze kilkanaście lat temu był królem polskich dróg, dziś jego udział spadł poniżej 10 proc.
A zatem największym zwycięzcą są hybrydy?
Zdecydowanie tak. Hybrydy HEV są dziś prawdziwą gwiazdą rynku. Klienci postrzegają je jako rozsądny kompromis między kosztami użytkowania a wygodą. Nie trzeba ich ładować, spalają mniej paliwa, a jednocześnie nie budzą obaw związanych z zasięgiem.
Widać także, że dobrze trzymają wartość na rynku wtórnym, co dodatkowo zachęca klientów.
Dlaczego Polacy nadal podchodzą do elektryków z rezerwą?
Najczęściej pojawiają się trzy obawy. Pierwsza to zasięg i dostępność ładowania. Druga to cena zakupu. Trzecia dotyczy żywotności akumulatorów.
Wielu kierowców obawia się, że po kilku latach bateria będzie zachowywać się podobnie jak w starym smartfonie i gwałtownie utraci pojemność. Tymczasem doświadczenia pokazują, że nowoczesne akumulatory starzeją się znacznie wolniej, niż powszechnie się uważa.
Czy często zdarza się, że klient przychodzi po auto spalinowe i wyjeżdża hybrydą?
Tak, to coraz częstszy scenariusz. Natomiast klient zainteresowany samochodem elektrycznym zazwyczaj już wie, czego szuka. To świadoma decyzja, a nie przypadkowy wybór.
Jak zmieniły się oczekiwania kierowców wobec wyposażenia?
Gdybyśmy przenieśli dzisiejszy podstawowy model samochodu o 30 lat wstecz, zostałby uznany za wersję luksusową. Klimatyzacja, rozbudowane multimedia, aktywne systemy bezpieczeństwa, asystenci pasa ruchu czy tempomat są dziś standardem.
Klienci przyzwyczaili się do komfortu i nie chcą już z niego rezygnować.
A za co są gotowi dopłacać?
Przede wszystkim za komfort, technologie i lepsze wyposażenie. Coraz większe znaczenie mają też systemy cyfrowe, integracja ze smartfonami oraz funkcje online.
Chińskie marki szturmem zdobywają europejskie rynki. To realne zagrożenie?
To z pewnością jedno z największych wyzwań dla całej branży. Jednak naszym zdaniem nie da się wygrać z chińskimi producentami wyłącznie regulacjami czy cłami. To może dać czas, ale nie rozwiąże problemu. Moim zdaniem ostatecznie wygrywa po prostu ten, kto ma lepszy produkt.
Co przyciąga klientów do chińskich samochodów?
Przede wszystkim bardzo atrakcyjny stosunek ceny do wyposażenia. Klienci dostają bogato wyposażone auta za kwoty, które jeszcze niedawno były trudne do wyobrażenia.
Jak można na to odpowiedzieć?
Przede wszystkim szybką ofensywą produktową. Potrzebna jest szeroka gama modeli, zarówno elektrycznych, jak i hybrydowych oraz spalinowych. Klienci muszą mieć wybór.
Konkurencja z Chin sprawia też, że tempo innowacji gwałtownie rośnie. W efekcie największym beneficjentem całej rywalizacji będzie klient, który dostanie więcej technologii, lepsze wyposażenie i atrakcyjniejsze ceny.
Jak będzie wyglądał polski rynek samochodowy pod koniec dekady?
Będzie bardziej zelektryfikowany, ale niekoniecznie całkowicie elektryczny. Hybrydy nadal będą rosły w siłę, udział aut elektrycznych będzie stopniowo zwiększał się wraz z rozwojem infrastruktury, a diesle staną się produktem niszowym.
Jednego można być niemal pewnym: miłość Polaków do SUV-ów raczej nigdzie nie zniknie. Natomiast najciekawsze będzie obserwowanie starcia tradycyjnych producentów z chińską konkurencją. Ta walka dopiero się zaczyna, a jej wynik zdecyduje o kształcie rynku na najbliższe lata.