Francja doprowadziła do wykreślenia uzbecko-rosyjskiego oligarchy Aliszera Usmanowa z unijnej listy sankcyjnej. W Brukseli pozostał gorzki posmak, a urzędnicy i dyplomaci obawiają się, że decyzja stworzy niebezpieczny precedens.
To był tytuł, który wydawał się niemożliwy do opublikowania: Unia Europejska łagodzi sankcje wobec Rosji dokładnie w chwili, gdy Rosja zaostrza wojnę przeciwko Ukrainie.
A jednak właśnie tak się stało. Po dniach intensywnych negocjacji, podczas których ambasadorowie nieustannie wchodzili i wychodzili z sali obrad, Unia zdecydowała się wykreślić z listy sankcyjnej dwóch znanych rosyjskich oligarchów: Aliszera Usmanowa i Michaiła Fridmana.
Obaj trafili na unijną listę sankcyjną na początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, ze względu na bliskie osobiste powiązania z Kremlem oraz znaczącą pozycję w rosyjskiej gospodarce. Kwestionowali podstawy nałożonych na nich sankcji i przez lata zabiegali o usunięcie z listy.
W tym tygodniu ich długo wyczekiwane życzenie się spełniło. Usmanow i Fridman ponownie mogą swobodnie podróżować do Unii Europejskiej i korzystać ze swoich majątków.
Decyzja ta wywołała gniew w Ukrainie, która publicznie apelowała do państw członkowskich, by nie zmieniały listy sankcyjnej. Kraj jest bezlitośnie atakowany przez rosyjskie drony i pociski balistyczne i oczekuje od swoich sojuszników zwiększenia presji na Moskwę, a nie jej łagodzenia.
„Decyzja o usunięciu Usmanowa i Fridmana z listy jest haniebna i nie do usprawiedliwienia” – powiedział minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha. „Moskwa świętuje, bo osiągnęła to, czego chciała: poczucie bezkarności, upokorzenie Unii Europejskiej i podziały wśród Europejczyków”.
Brukselscy urzędnicy i dyplomaci wciąż próbują otrząsnąć się po tym bolesnym epizodzie i ograniczyć szkody wizerunkowe, jakie po nim pozostały.
Unia Europejska, która szczyci się deklaracją, że zrobi „wszystko, co trzeba”, by wspierać Ukrainę, z trudem mierzy się z faktem, że właśnie w tak trudnym momencie zdecydowała się usunąć z listy sankcyjnej dwóch rosyjskich miliarderów.
Aby złagodzić konsekwencje tej decyzji, państwa członkowskie uzgodniły automatyczne przedłużanie obowiązywania listy obejmującej blisko 3 tys. nazwisk na bezprecedensowy okres 36 miesięcy. Ma to w przyszłości zapobiec sytuacji, w której konieczność jednomyślnego przedłużania sankcji prowadziłaby do kolejnych niepożądanych wet.
Pozostaje jednak gorzki posmak.
„To był bardzo zły moment” – przyznał jeden z dyplomatów.
„Nikt nie jest z tego zadowolony” – dodał inny.
Irlandia, która pośredniczyła w wypracowaniu kruchego kompromisu, określiła całe porozumienie jako „trudne”.
Większość obarcza odpowiedzialnością jeden kraj: Francję.
Na początku miesiąca Francja wprawiła partnerów w osłupienie, gdy niespodziewanie dołączyła do Słowacji i zażądała usunięcia Usmanowa z listy sankcyjnej. Francuski ambasador lakonicznie powołał się na względy „bezpieczeństwa narodowego”, wprawiając pozostałych dyplomatów w konsternację.
Później wyszło na jaw, że za hasłem „bezpieczeństwa narodowego” kryła się próba doprowadzenia do uwolnienia dwóch obywateli Francji przetrzymywanych w Azerbejdżanie. Ujawnienie tych informacji jeszcze bardziej rozbudziło zainteresowanie mediów. Paryż jednak podczas negocjacji nigdy nie przedstawił szczegółowych powodów swojego stanowiska.
Już dzień po wykreśleniu Usmanowa z listy Azerbejdżan ułaskawił i zwolnił Martina Ryana, skazanego na 10 lat więzienia za rzekome szpiegostwo na rzecz francuskiego rządu.
„To gest humanitarny, który Francja przyjmuje z zadowoleniem” – przekazało francuskie ministerstwo spraw zagranicznych.
Ta niezwykła sekwencja wydarzeń przypomniała, jak dużą siłę przetargową ma Francja jako drugi pod względem wielkości kraj członkowski Unii. Mimo niestabilnej sytuacji politycznej i rosnącego deficytu państwo wciąż zachowuje w Brukseli znaczące wpływy.
Zdaniem części dyplomatów bez poparcia Francji Słowacji nie udałoby się wykreślić Usmanowa z czarnej listy. Bratysława, która już wcześniej irytowała partnerów nagłymi wetami, podejmowała takie próby w przeszłości, ale bez powodzenia.
Choć wielu dyplomatów rozumie wysiłki Paryża na rzecz uwolnienia francuskich obywateli, pojawia się obawa, że Francja otworzyła puszkę Pandory i stworzyła niebezpieczny precedens, który może zachęcić oligarchów do „wykupowania się” z sankcji.
„Cała ta sprawa pokazuje, że zasada jednomyślności szkodzi wszystkim, nawet Francji. Musimy pilnie dążyć do wprowadzenia głosowania większością kwalifikowaną w kwestii sankcji” – stwierdził trzeci dyplomata.
„Jednomyślność uczyniła ich podatnymi na szantaż”.
Niepewna przyszłość sankcji
Sprawa Usmanowa wybuchła w chwili, gdy Unia Europejska coraz wyraźniej odczuwa zmęczenie wieloletnią kampanią mającą osłabić rosyjską machinę wojenną.
Choć zasadniczy kształt reżimu sankcyjnego pozostaje nienaruszony, ostatnie wydarzenia rodzą pytania o polityczną wolę utrzymywania presji na Moskwę. Sankcje są w końcu decyzją polityczną, a ich skuteczność zależy od tego, jak długo utrzymuje się polityczne poparcie dla ich stosowania.
Wiosną doszło do pierwszego poważnego niepowodzenia. Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej i jedna z głównych orędowniczek tej strategii, zaproponowała całkowity zakaz świadczenia usług morskich dla rosyjskich tankowców przewożących ropę.
Zakaz miał podnieść koszty ponoszone przez Moskwę, która wciąż korzysta z europejskich firm przy transporcie części ropy typu Urals, a także uderzyć w jedno z jej kluczowych źródeł dochodów. Była to forma dotkliwej sankcji, po którą Unia od dawna nie sięgała.
Kiedy jednak Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły wojnę z Iranem, a zamknięcie cieśniny Ormuz pogrążyło rynki energii w chaosie, perspektywa dalszego zwiększania presji na jednego z głównych dostawców ropy nagle przestała wyglądać atrakcyjnie.
Zakaz został zasadniczo zatwierdzony, ale jego wdrożenie bezterminowo odłożono do czasu osiągnięcia porozumienia w gronie G7. Do takiego porozumienia nigdy nie doszło, a propozycja ugrzęzła w zawieszeniu i z czasem całkowicie zniknęła z agendy.
Von der Leyen próbowała odwrócić uwagę, przedstawiając nowy pakiet sankcji, ogłoszony na początku czerwca, gdy Ukraina odnosiła nowe sukcesy na polu walki.
„Chcemy utrzymać pełną intensywność naszych sankcji” – podkreśliła.
Pakiet szybko ugrzązł jednak w chaotycznych negocjacjach, które toczyły się na oczach mediów i ujawniły malejącą gotowość poszczególnych stolic do ponoszenia dalszych kosztów gospodarczych.
Bułgaria zawetowała sankcje wobec patriarchy Cyryla, zwierzchnika Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Niemcy i Portugalia odrzuciły próbę ograniczenia importu rosyjskich ryb. Francja i Włochy zamieniły plan zakazu wizowego dla rosyjskich żołnierzy w pozbawioną mocy prawnej deklarację.
Jeszcze dalej poszła Grecja, wykorzystując rozmowy nad 21. pakietem do podważenia już przyjętego 19. pakietu i wywalczenia wyjątku dla transportu rosyjskiego LNG.
Burzliwy przebieg tych rozmów skłonił urzędników i dyplomatów do szczerej dyskusji o tym, czy Unia powinna kontynuować strategię szeroko zakrojonych pakietów sankcji, przyjmowanych na początku wojny, czy raczej przejść do mniejszych, stopniowo wprowadzanych kroków. Nawet pojedyncze działania nadal wymagałyby jednak jednomyślności państw członkowskich.
W swoim orędziu o stanie Unii von der Leyen zapowiedziała zmianę akcentów.
„Na Rosję trzeba nadal wywierać presję. Nie chodzi koniecznie o nowe sankcje, lecz przede wszystkim o egzekwowanie już obowiązujących” – mówiła.
Jej słowa sugerują, że Komisja Europejska dokładnie się zastanowi, zanim przedstawi propozycję 22. pakietu sankcji od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji w lutym 2022 roku. Po wprowadzeniu tak wielu restrykcji unijnej władzy wykonawczej pozostaje coraz mniej nowych sektorów i produktów, które można byłoby objąć zakazami.
Kolejny sprawdzian nadejdzie w październiku, gdy państwa członkowskie spróbują rozszerzyć czarną listę o ponad 1600 osób i firm – będzie to największe dotychczas uzupełnienie listy sankcyjnej.
Wciąż nie wiadomo, czy sprawa Usmanowa wzmocni determinację państw członkowskich, czy przeciwnie – sprawi, że rządy zasiądą do stołu z większą ostrożnością albo wręcz otworzy drogę do kolejnych podobnych żądań.
Moment usunięcia oligarchy z listy jest „niefortunny” – ocenia Maria Shagina, starsza ekspertka w International Institute for Strategic Studies (IISS), wskazując na przyjęcie w Waszyngtonie ustawy sankcyjnej autorstwa Lindsey’ego Grahama, która wciąż czeka na wdrożenie.
„Stany Zjednoczone wreszcie wzmacniają sankcje wobec Rosji, a widoczne pęknięcia w Unii wysyłają zły sygnał. Nie oznacza to, że sankcje UE osiągnęły swój polityczny limit, ale wskazuje na dwa problemy” – powiedziała Shagina w rozmowie z Euronews.
„Po pierwsze, wiele państw członkowskich ukrywało swoje zastrzeżenia za węgierskimi i słowackimi wetami. Po drugie, uzyskanie jednomyślności wokół „ciężkich” sankcji stanie się politycznie coraz bardziej wrażliwe, co nasili zakulisowe targowanie się”.