Sztuczna inteligencja podzieliła Dolinę Krzemową jak niewiele technologii wcześniej. Jedni widzą w niej początek końca ludzkości, inni — największą szansę w historii. Pomiędzy nimi trwa walka o to, kto zdecyduje o tempie i granicach jej rozwoju.
Zażarta debata na temat sztucznej inteligencji podzieliła jej uczestników na dwa zwalczające się obozy, pomiędzy którymi znalazło się ostrożne centrum.
Oto najważniejsze linie podziału w sporze o technologię, która stała się kręgosłupem współczesnej gospodarki i może przesądzić o przyszłości całej planety.
Oba określenia narodziły się w internetowych dyskusjach o sztucznej inteligencji - na platformie X i forach internetowych - a nie w oficjalnym języku. Wywodzą się z żargonu środowisk technologicznych i kryptowalutowych, które chętnie tworzą skrótowe określenia dla przeciwstawnych obozów.
„Doomer” to ktoś, kto wieszczy katastrofę. „Booster”, używane niekiedy zamiennie z określeniem „accelerationist”, oznacza z kolei zwolennika szybkiego i możliwie nieograniczonego rozwoju sztucznej inteligencji.
Obóz „doomerów”
Obawy przed groźnymi konsekwencjami nowych technologii dla społeczeństwa nie są niczym nowym.
Jednym z powodów powołania OpenAI był strach jej założycieli - w tym pierwszego inwestora, Elona Muska - że rozwój sztucznej inteligencji znajdzie się wyłącznie pod kontrolą Google’a, któremu, ich zdaniem, nie można było powierzyć tak potężnej technologii.
Dziś wielu „doomerów” ostrzegających przed konsekwencjami rozwoju sztucznej inteligencji wywodzi się z samych firm technologicznych, środowiska naukowego albo łączy oba te światy.
Wśród przedstawicieli branży dobrze ilustruje to przykład Daria Amodeia, współzałożyciela Anthropic, jednego z najważniejszych graczy na rynku sztucznej inteligencji, przygotowującego się do historycznego debiutu giełdowego.
Amodei odszedł z OpenAI, ponieważ uznał, że kierowana przez Sama Altmana firma nie traktuje wystarczająco poważnie ani potencjału, ani zagrożeń związanych z rozwojem tej technologii.
Krytycy zarzucają mu jednak hipokryzję: sam stoi przecież na czele firmy, która rozwija i wprowadza na rynek jedne z najbardziej zaawansowanych systemów sztucznej inteligencji.
Po premierze ChatGPT pod koniec 2022 roku, która zapoczątkowała najnowszą falę zainteresowania sztuczną inteligencją, na czele ostrzeżeń przed związanymi z nią zagrożeniami stanęli także były badacz Google’a Geoffrey Hinton oraz informatyk Yoshua Bengio.
W 2023 roku fizyk z MIT i szef Future of Life Institute Max Tegmark zorganizował z kolei list otwarty wzywający do sześciomiesięcznej przerwy w pracach nad najbardziej zaawansowanymi systemami sztucznej inteligencji. Podpisały go tysiące osób, w tym Elon Musk.
Jeszcze dalej od głównego nurtu branży stoi Eliezer Yudkowsky - samouk i teoretyk, który od dwóch dekad przekonuje, że dostatecznie potężna sztuczna inteligencja może doprowadzić do zagłady ludzkości.
Budować, budować, budować
Po przeciwnej stronie stoją „accelerationiści” - zwolennicy przyspieszania rozwoju technologii, przekonani, że jej postęp jest nieunikniony i przyniesie społeczeństwu zasadnicze korzyści. Wielu z nich na sukcesie sztucznej inteligencji zarabia przy tym fortuny.
Ten sposób myślenia jest powszechny w Dolinie Krzemowej, ale najlepiej uosabiają go znani inwestorzy venture capital, mający realne wpływy w Białym Domu. Wśród nich są Marc Andreessen, wpływowy szef funduszu Andreessen Horowitz, oraz David Sacks, były doradca Białego Domu ds. sztucznej inteligencji.
Środowisko to jest blisko związane - zarówno personalnie, jak i ideowo - z Peterem Thielem. Jego przedstawiciele zasadniczo sprzeciwiają się regulacjom i prowadzą zakulisową, a także internetową walkę na platformie X z tym, co określają mianem dobrze finansowanej „sekty końca świata”.
Zarzucają „doomerom”, że ich obawy są w rzeczywistości przykrywką dla firm, które chcą wykorzystać regulacje do ograniczenia konkurencji.
Do najbardziej zdecydowanych przedstawicieli tego obozu należy Garry Tan, szef inkubatora startupów Y Combinator. Regulacje nastawione na bezpieczeństwo przedstawia jako zagrożenie dla mniejszych firm, których nie stać na ponoszenie związanych z nimi kosztów.
Andreessen i jego sojusznicy hojnie wspierają komitety polityczne finansujące kampanie republikańskich i demokratycznych parlamentarzystów opowiadających się za rozwojem sztucznej inteligencji. Anthropic próbuje obecnie dorównać tym wydatkom, zwiększając własne nakłady na działalność polityczną.
Do obozu „więcej i szybciej” należy także Jensen Huang, szef Nvidii. Układy scalone produkowane przez jego firmę są podstawowym „budulcem” rewolucji związanej ze sztuczną inteligencją. Trafiają do ogromnych centrów danych, których budowa spotyka się z coraz większym sprzeciwem w różnych częściach Stanów Zjednoczonych.
Huang określa wizje zagłady ludzkości spowodowanej przez sztuczną inteligencję jako „kompletne bzdury”. Jednocześnie dystansuje się od części „accelerationistów”. Opowiada się za stworzeniem jednolitych, federalnych ram prawnych dla SI oraz branżowego systemu wzajemnej oceny, zamiast pozostawienia technologii całkowicie bez regulacji.
Warto wspomnieć także o Yannie LeCunie, współlaureacie Nagrody Turinga wraz z Hintonem i Bengio. Od lat uważa on ich ostrzeżenia przed egzystencjalnym zagrożeniem ze strony sztucznej inteligencji za mocno przesadzone.
Ostrożne podejście
Wiele największych firm technologicznych stara się zachować ostrożność, przyjmując postawę typową dla dużych korporacji, które nie chcą znaleźć się po niewłaściwej stronie sporu politycznego.
Gdy OpenAI powstawało w 2015 roku, jego strukturę zaprojektowano tak, aby to badacze, a nie inwestorzy, mieli decydujący głos w kwestii wykorzystania technologii. Nadrzędną zasadą miało być bezpieczeństwo ludzi.
Pod rządami Sama Altmana, który w 2023 roku przetrwał próbę odsunięcia go przez członków zespołu skoncentrowanych na kwestiach bezpieczeństwa, firma porusza się dziś po znacznie bardziej skomplikowanej linii. Z jednej strony mówi o zagrożeniach związanych ze sztuczną inteligencją, z drugiej - przyspiesza prace nad kolejnymi rozwiązaniami i zacieśnia relacje z Białym Domem, który prowadzi wobec technologii zdecydowanie ofensywną politykę.
Google, Microsoft i Amazon od lat deklarują przywiązanie do bezpieczeństwa technologii, a jednocześnie sprawnie poruszają się po korytarzach władzy w Waszyngtonie, zabiegając o to, by ewentualne ograniczenia były możliwie niewielkie.
W przypadku sztucznej inteligencji nadal próbują utrzymać ten delikatny balans.