Loader
Śledź nas
Reklama

Topnieje lód, zmienia się mapa świata – Chiny wytyczają Lodowy Jedwabny Szlak

Północny jedwabny szlak Chin
Północny Jedwabny Szlak Chin Prawo autorskie  China Daily
Prawo autorskie China Daily
Przez Ferenc Szekely
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Zmiany klimatu otwierają nowy morski szlak między Europą a Azją. Chiny i Rosja szykują się na boom żeglugi północnej, USA próbuje nadgonić wieloletnie zapóźnienie.

Na razie raczej nie zagraża ruchowi na Kanale Sueskim, ale w Arktyce dzieje się coś, co może mieć skutki gospodarcze i geopolityczne sięgające daleko poza ten region.

REKLAMA
REKLAMA

Topniejący lód morski sprawia, że coraz dłużej żeglowna jest Północna Droga Morska wzdłuż północnych wybrzeży Rosji (Northern Sea Route, NSR). Między Azją Wschodnią a północną Europą trasa ta może być o kilka tysięcy kilometrów krótsza niż tradycyjny szlak przez Kanał Sueski.

Przełomem nie będzie jednak to, że od czasu do czasu przepłyną tędy statki handlowe. Latem 2026 roku chińskie firmy spróbują przekształcić ją w regularny szlak żeglugowy.

Chiński armator kontenerowy Sea Legend w sierpniu uruchomił cotygodniowe połączenie między Ningbo we wschodnich Chinach a brytyjskim Felixstowe, prowadzone północną trasą wzdłuż rosyjskich wybrzeży. Według firmy rejs, który wcześniej trwał około 40 dni, przy sprzyjających warunkach może skrócić się do mniej więcej 20. Nieprzypadkowo nazwano go Ice Silk Road, Lodowym Jedwabnym Szlakiem.

To na razie eksperyment, nie nowy porządek świata, ale stoi za nim mocna logika ekonomiczna.

Na północ od Kanału Sueskiego i Malakki

Jedną z osobliwości handlu światowego jest to, że ogrom towarów musi przeciskać się przez kilka geograficznie bardzo wąskich punktów. Takimi punktami są Kanał Sueski, cieśnina Bab al-Mandab u południowego wejścia do Morza Czerwonego, cieśnina Ormuz, a z perspektywy Azji Wschodniej przede wszystkim cieśnina Malakka.

Dla Chin to także problem strategiczny. Przemysł i eksport kraju w niezwykłym stopniu zależą od handlu morskiego, a znaczna część najważniejszych szlaków przebiega przez obszary, gdzie Stany Zjednoczone i ich sojusznicy mają silną obecność wojskową.

To tak zwany dylemat Malakki: w razie poważniejszego konfliktu znaczna część chińskiego handlu zagranicznego i dostaw energii mogłaby stać się bardzo wrażliwa. Północna trasa tego problemu nie usuwa i w dającej się przewidzieć przyszłości nie zastąpi południowych szlaków morskich. Tworzy jednak alternatywę.

Statki nie muszą wtedy przepływać przez Morze Południowochińskie, Ocean Indyjski, cieśninę Bab al-Mandab i Kanał Sueski. Ataki na Morzu Czerwonym w ostatnich latach pokazały, jak szybko pogorszenie sytuacji bezpieczeństwa w jednym wąskim gardle morskiego szlaku może stać się problemem dla gospodarki.

Dlatego w oczach Pekinu Arktyka nie oznacza po prostu oszczędności kilku tygodni rejsu. Oznacza dodatkowy szlak w globalnej gospodarce, w której sama liczba dostępnych tras ma wartość strategiczną.

Rosja kontroluje szlak, Chiny mogą przejąć ruch

Jest tu jednak interesująca sprzeczność. Północna Droga Morska w przeważającej części biegnie wzdłuż arktycznych wybrzeży Rosji. Ze względu na porty, możliwości ratownicze, infrastrukturę nawigacyjną i przede wszystkim flotę lodołamaczy Moskwa jest na tej trasie nie do obejścia.

Na tym szlaku Chiny są więc uzależnione właśnie od Rosji, której znaczenie gospodarcze jest dużo mniejsze niż ich własne.

Moskwa z kolei potrzebuje Chin, aby z tej trasy powstał rzeczywiście ważny korytarz handlowy.

Na tę współpracę dodatkowo zadziałały zachodnie sankcje wprowadzone po wybuchu wojny w Ukrainie. Rosja stara się kierować coraz więcej ropy i LNG z północy do Azji, częściowo po to, by omijać europejskie wody i porty, gdzie jej statki mogą być kontrolowane, zajmowane lub dotykane innymi sankcjami.

Na początku sierpnia tego roku siedem tankowców, przewożących łącznie około 6 mln baryłek rosyjskiej ropy, zmierzało do Azji Północną Drogą Morską. To samo w sobie stanowi niemal połowę całego sezonowego eksportu rosyjskiej ropy tą trasą w 2025 roku. Według traderów cytowanych przez agencję Reuters dostawy do Chin tą drogą mogą być o mniej więcej dwa tygodnie krótsze niż przez Suez.

Ten trend wzmacnia również eksport LNG. Nowe rosyjskie metanowce klasy Arc7 mogą żeglować w lodzie o grubości nawet dwóch metrów, choć zachodnie sankcje spowolniły także budowę tych jednostek.

Z danych Rosatomu wynika, że w 2025 roku na NSR zarejestrowano już 1521 rejsów, tranzyt wzrósł do rekordowych 3,2 mln ton, a liczba kontenerowych rejsów tranzytowych zwiększyła się z 14 do 24. W porównaniu z całym światowym handlem morskim to wciąż ilości śladowe, ale kierunek jest jasny.

Dlaczego Chiny mogą zyskać przewagę?

Druga część tej historii dotyczy już nie Arktyki, lecz stoczni. W ciągu ostatnich 25 lat Chiny stały się największym na świecie producentem statków handlowych. Udział chińskich stoczni w globalnym rynku budowy statków wzrósł z kilku procent na początku stulecia do ok. 55 proc. obecnie. Oznacza to, że jeśli faktycznie wzrośnie popyt na specjalne, arktyczne jednostki – statki towarowe, tankowce i inne statki o klasie lodowej – Pekin może być nie tylko użytkownikiem, lecz również jednym z głównych ich producentów.

Rosja ma tymczasem coś, czego Chiny na razie nie są w stanie łatwo zastąpić: ogromne obszary arktyczne i doświadczenie w eksploatacji lodołamaczy na światowym poziomie.

W ten sposób wyłania się osobliwy podział ról. Rosja zapewnia terytorium, surowce i częściowo infrastrukturę, a Chiny – kapitał, ruch towarowy i coraz częściej same statki.

Pekin już w swojej oficjalnej strategii arktycznej z 2018 roku pisał o budowie Polar Silk Road, Polarnego Jedwabnego Szlaku. Chiny nie są co prawda państwem arktycznym, ale w swoim własnym ujęciu określają się jako „państwo bliskoarktyczne” i stopniowo rozbudowują w regionie obecność naukową, handlową i dyplomatyczną.

Współpraca rosyjsko‑chińska nie ogranicza się zresztą już tylko do handlu. W ostatnich latach w północnych akwenach pojawiły się wspólne operacje straży przybrzeżnej i wojska, w tym w 2024 roku wspólne patrole powietrzne oraz działania straży przybrzeżnej w pobliżu Alaski.

USA długo patrzyły gdzie indziej

Zmianę dostrzeżono także w Waszyngtonie. Jedną z najbardziej widocznych słabości Stanów Zjednoczonych była właśnie flota lodołamaczy. Amerykańska straż przybrzeżna eksploatuje dziś trzy lodołamacze arktyczne, w tym jednostkę Polar Star wprowadzoną do służby w 1976 roku, podczas gdy Rosja przez dekady utrzymywała dużo większą flotę, częściowo o napędzie nuklearnym.

Dlatego Waszyngton próbuje teraz gwałtownie nadrobić zaległości. Stany Zjednoczone zawarły z Finlandią umowę na budowę nowych lodołamaczy i zleciły łącznie zakup jedenastu jednostek typu Arctic Security Cutter. Pierwsze nowe statki mają trafić do Alaski pod koniec 2028 roku. To pomaga zrozumieć, dlaczego w ostatnich latach Grenlandia, Alaska i szerzej cały region północny ponownie stały się kwestią strategiczną.

Rywalizacja w Arktyce dotyczy bowiem jednocześnie szlaków handlowych, obecności wojskowej, okrętów podwodnych, stacji radarowych, metali ziem rzadkich, ropy, gazu oraz tego, kto jest w stanie realnie działać na oceanie, który jeszcze kilkadziesiąt lat temu przez większość roku był niemal nie do przebycia.

Kanału Sueskiego nie trzeba jeszcze zamykać

To wszystko może łatwo prowadzić do przesadzonych wniosków. Północna Droga Morska dziś wciąż jest bardzo daleka od tego, by stać się rywalem Kanału Sueskiego.

Sezon żeglugowy jest krótki, warunki lodowe trudno przewidzieć, ubezpieczenia są drogie, portów jest niewiele, infrastruktura ratownicza słaba, a specjalistyczne statki bardzo kosztowne. Skutki poważniejszej katastrofy czy wycieku ropy byłyby ponadto niezwykle trudne do opanowania w odległym środowisku arktycznym.

Dlatego jeden z największych armatorów kontenerowych na świecie, Maersk, na razie podchodzi do sprawy ostrożnie. Firma podkreśla, że aby trasa stała się prawdziwie masowym szlakiem, musi rozwiązać problemy przewidywalności, infrastruktury i opłacalności. Chińskie cotygodniowe połączenie również zaplanowano tylko na letni okres, trwający mniej więcej trzy miesiące.

Jest tu też dodatkowy, geopolityczny zwrot akcji: Chiny mogą ominąć Suez i Malakkę, ale nie mogą ominąć Rosji, a wyjście tej trasy na Ocean Spokojny prowadzi przez cieśninę Beringa, po której drugiej stronie leży Alaska.

Nowy szlak nie likwiduje więc geopolityki, lecz ją przestawia.

Mapa już się zmienia

Dlatego naprawdę istotne pytanie nie brzmi, czy już w przyszłym roku tysiące statków wybiorą trasę przez Arktykę. Nie wybiorą. Pytanie brzmi, co stanie się za dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści lat, jeśli okres żeglugowy będzie się dalej wydłużał, statki o klasie lodowej stanieją, powstaną nowe porty, a firmy zaczną coraz wyżej cenić możliwość posiadania alternatywy wobec Suezu, Morza Czerwonego czy Malakki.

Dane Arctic Council już dziś pokazują zmianę: liczba statków pływających po wodach arktycznych w ostatnich latach systematycznie rosła, równolegle z cofającym się lodem morskim.

Jednym z gorzkich paradoksów zmian klimatycznych może być więc to, że choć powodują one ogromne szkody środowiskowe, jednocześnie tworzą nową geografię gospodarczą. Przez stulecia jednym z podstawowych wyzwań w handlu między Europą a Azją było to, jak najszybciej opłynąć masę eurazjatyckiego lądu. Dlatego szukano morskiej drogi do Indii, dlatego powstał Kanał Sueski, dlatego cieśnina Malakka stała się jednym z kluczowych punktów światowej gospodarki.

Po raz pierwszy realną opcją staje się teraz inne rozwiązanie: nie opływać Eurazję od południa, lecz od północy. A gdy lód powoli się cofa, Rosja i Chiny już stoją na dwóch końcach nowego szlaku.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Iran i Oman uzgadniają porozumienie ws. szlaku morskiego, Trump odrzuca kontrolę Teheranu i opłaty

Kierunek na Jedwabnym Szlaku chce zatrzymać turystów na dłużej

Statek osiada na mieliźnie w cieśninie Ormuz, Iran obstaje przy kontroli szlaku